Tajemnice i ciekawostki Nowej Zelandii
(wielojęzycznie, po angielsku For English version click on this flag, polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage, itp.)
Uaktualizowano:
1 grudnia 2007


Ignoruj lub wydeletuj wszelkie błędy lub banery jakie będą starały się powstrzymać cię przed przeczytaniem tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Główna
tej witryny:)


Index

(Tu po polsku:)

Nowa Zelandia

Tapanui

Korea

Hosta

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Wehikuły czasu

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Dowody działań UFO na Ziemi

UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Zło

Antychryst

O Bogu

Nirwana

Biblia

Prawda

O mnie (Prof. dr inż. Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika tej strony

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]:


(Here in English:)

New Zealand

Tapanui

Korea

Hosta

Free energy

Telekinetic cell

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Time vehicles

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Evidence of UFO activities

UFO

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslips

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Evil

Antichrist

About God

Nirvana

The Bible

Truth

About me (Prof. Dr Eng. Jan Pajak)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of this page

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]:


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Aquí en espańol:)

Nueva Zelanda

Energía libre

Página de Telekinesis

About me

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 2".)



Menu 3: (Alternatywne adresy internetowe tej witryny, np.:)

energia.sl.pl

milicz.fateback.com

storm.prohosting.com/craters

timevehicle.150m.com

www.totalizm.pl

a.1asphost.com/Tapanui

energy.atspace.org

evil.thefreehost.biz

god.ez-sites.ws

karma.freewebpages.org

parasitism.about.tc




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 4".)


Witam na mojej stronie internetowej o tajemniczej Nowej Zelandii

       Gdyby ktokolwiek nas zapytał jaki kraj na świecie jest najbardziej tajemniczy, prawdopodobnie mielibyśmy poważne trudnosci z dokonaniem wyboru. Wszakże wiemy o piramidach z Egiptu, o tajemniczych kamiennych monumentach z Południowej Ameryki, o Wielkim Murze Chińskim i o wszelkich owych tajemnicach jakie go otaczają, itd. Nigdy byśmy zapewne nie przypuszczali, że miniaturowe wersje tych tajemnic z wszelkich innych krajów, można także znaleźć w Nowej Zelandii. I tak Nowa Zelandia w części zwanej Coromandel posiada dwie małe piramidy, w lasach Kaimanawa posiada ruiny kamiennej świątyni w stylu Machu Picchu (jak te z Peru), w tzw. Northland posiada ona miniaturę Wielkiego Muru Chińskiego, posiada ona także własne miejsce eksplozji jakie jest nawet bardziej spektakularne niż słynna eksplozja Tunguska z 1908 roku z Centralnej Syberii, a na dodatek do tego wszystkiego posiada ona jeszcze wiele lokalnych tajemnic jakie wcale nie występują w innych krajach świata. Czyli owo popularne zdanie o Nowej Zelandii, że jest to kraj w jakim można jedynie zobaczyć 1000 owiec przypadających na każdego mieszkańca, jest dosyć mylące. Problem leży jednak w tym, że w sprawie tajemnic swego kraju Nowozelandczycy są wyjątkowo nieśmiali i skromni. Nie lubują się oni w przechwałkach na temat posiadanych tajemnic. Szczególnie jeśli tajemnice te nie są uznawane ani wytłumaczalne przez dzisiejszą oficjalną naukę. Raczej wolą zabrać swojego rozmówcę na dobry kufel piwa, lub obejrzeć z nim podniecający mecz rugby, niż wymądrzać się w wyjaśnianiu miejscowych tajemnic. W ten sposób, na przekór że kraj ten dosłownie przelewa się tajemnicami, ktoś musi mieć wiele szczęścia aby cokolwiek znaleźć na ich temat w miejscowych broszurkach turystycznych czy w miejscowych oficjalnych publikacjach.
* * *
       Niniejsza strona internetowa właściwie jest wstępnym raportem który podsumowuje wyniki moich prywatnych badań nad tajemnicami Nowej Zelandii. Jest ona nastawiona na ujawnienie w jakich obszarach badania te zostały dokonane, oraz jakie wyniki one wniosły. Ponadto wskazuje ona gdzie dokładnie w moich monografiach naukowych badania nad daną tajemnicą zostały opisane bardziej szczegółowo (dostarcza ona też darmowych egzemplarzy tych monografii dla załadowania sobie do własnego komputera). Wskazuje ona też dokładne dane innych źródeł informacji związanych z daną tajemnicą, takich jak artykuły w gazetach, nazwy miejsc, itp. Poprzez dostarczenie tego wszystkiego, wskazuje ona rodzaje tajemniczych widoków i zjawisk, które są warte oglądnięcia w Nowej Zelandii. Wszakże nie daje się niczego znaleźć na ich temat w oficjalnych przewodnikach turystycznych. Podczas czytania o opisywanych tutaj tajemnicach, warto sprawdzić ich położenie na mapach Nowej Zelandii. Mapy te można znaleźć na stronie internetowej www.linz.govt.nz. Ponieważ jestem naukowcem który strannie bada każdą z tajemnic opisywanych poniżej, razem z prezentacją każdej z nich podałem również moje własne wyjaśnienie dla mechanizmu jaki za tajemnicą tą się ukrywa. Zapraszam każdego do zweryfikowania zasadności tych moich wyjaśnień.
* * *
       Tak więc proponuję rzucić okiem na te tajemnice Nowej Zelandii, które zdążyłem już przebadać i przetransformować w poniższą ich prezentację. Oto one.

#1. Wykrywacz nadchodzących trzęsień ziemi - tj. instrument jaki alarmuje o zbliżającym się trzęsieniu ziemi zanim ono nas uderzy:

       Jak prawdopodobnie każdy jest już tego świadomym, dzisiejsza nauka nie jest w stanie przewidzieć trzęsień ziemi zanim one nastąpią. Nasze dzisiejsze instrumenty, nazywane "sejsmografami" wskazują jedynie zaistnienie trzęsienia, jeśli trzęsienie to już potrząśnie samym instrumentem. Dlatego ujawniają one trzesienia ziemi dopiero po fakcie - czyli kiedy już dokona ono zniszczeń. Tymczasem proszę sobie wyobrazić, że tak dawno temu jak w roku 132 AD (czyli niemal 2000 lat temu), chiński genialny astronom i matematyk o nazwisku Zhang Heng zbudował urządzenie obecnie błędnie nazywane sejsmografem Zhang Henga. (Tj. opisy tego urządzenia wskazywane są przez wyszukiwarki jeśli nazwa "Zhang Heng seismograph" użyta jest jako słowa kluczowe.) Było ono w stanie ostrzec o zbliżającym się trzęsieniu ziemi na długi czas zanim owo trzęsienie uderzyło. Instrument tego geniusza jest aż tak zaawansowany, że - jak wyjaśnię to w dalszej części tego opisu, nawet dzisiaj wyprzedza ono stan naszej obecnej nauki ortodoksyjnej o co najmniej dalsze 100 lat. Aby było jeszcze bardziej interesujące, połowy wielkości replika tego cudownego urządzenia znajduje się w Nowej Zelandii. Może ona być ogladana w muzeum nazywanym Te Papa, a znajdującym się w Wellington. Ja osobiście wierzę, że oryginalne urządzenie jakie owa replika imituje, było jednym z "technicznych cudów świata". Gdyby w Wellington znajdowało się oryginalne i pracujące takie urządzenie, nie zaś jego wzrokowo-podobna replika, Nowa Zelandia mogłaby dumnie stwierdzić, że jest ono najbardziej zaawansowanym urządzeniem technicznym na nowozelandzkiej ziemi, oraz jednym z kilku nielicznych cudów technicznych naszej planety.
       Urządzenie Zhang Henga faktycznie było skonstruowane w formie ozdobnej fontanny - patrz fotografia z "Rys. 1" obok. Kiedy też żadne trzęsienie ziemi nie nadchodziło, urządzenie to działało również jako ozdobna fontanna. Główny zbiornik na wodę owej fontanny miał kształt parabolicznej komory antenowej wykonanej z blachy miedzianej. Kształt ten w przekroju pionowym przypominał kształt dzisiejszych parabolicznych anten satelitarnych. Miał on tą cechę, że skupiał on dokładnie w swoim centrum większość promieniowania jakie docierało do owej komory antenowej z dowolnego miejsca na Ziemi gdzie właśnie gotowało się jakieś trzęsienie ziemi. Do obwodu bocznych ścianek tej komory antenowej przymocowanych było osiem pysków smoczych, z których wypływała woda. W każdym z tych pysków znajdowała się ciężka metalowa "perła". Pod każdym zaś z tych pysków smoczych ustawiona była mosiężna żaba, która faktycznie była głośnym dzwonem ulanym w kształcie żaby. Strumienie wody wylewające się z pysków smoczych zakreślały w powietrzu łuk, wpadając w otwarte pyski owych żab. Kiedy jednak nadchodziło trzęsienie ziemi, wówczas owa ciężka metalowa perła trzymana w pysku smoka od strony z której nadchodziło to trzęsienie, wypadała wraz z wodą i uderzała w mosiężną żabę poniżej. Jej uderzenie powodowało, że żaba (która faktycznie była głośnym dzwonem) wydawała bardzo głośny dźwięk dzwoniący. Dźwięk ten był właśnie alarmem ostrzegającym o nadchodzącym trzęsieniu ziemi.
       Zasada działania opisywanego tutaj urządzenia bazuje na indukowaniu falami telepatycznymi zdecydowanych różnic w tarciu wody wypływającej z pysków owych smoków. W normalnym bowiem przypadku, kiedy żadne silne trzęsienie ziemi nie gotuje się w pobliżu tego urządzenia, woda jaka wypływa z pysków owych smoków formuje tzw. "wypływ laminarny". Wypływ ten jest doskonale znany z małego tarcia. Woda ta swoim tarciem nie jest więc w stanie wyrzucić ciężkich metalowych pereł leżących w owych pyskach w równowadze chwiejnej. Kiedy jednak gdzieś w pobliżu zaczyna się gotować trzęsienie ziemi, tarcie warstw skalnych indukuje potężne fale telepatyczne które docierają do komory antenowej owej fontanny. Paraboliczny kształt owej komory ogniskuje owo promieniowanie na wlocie do jednej z rur doprowadzających wodę do pyska smoka leżącego po stronie z której dane trzęsienie ma nadejść. Energia tego promieniowania telepatycznego zamienia teraz wypływ wody z owego pyska z poprzedniego "wypływu laminarnego" na tzw. "wypływ burzliwy". Wypływ zaś burzliwy ma już na tyle duże tarcie, że wyrzuca on perłę z pyska tego smoka. Z kolei upadająca perła podnosi alarm dźwiękowy informujący wszystkich że trzęsienie ziemi właśnie nadchodzi. Ludzie mają więc czas aby uciec z budynków zagrożonych zawaleniem przez to trzęsienie ziemi.
       Niefortunnie dla nas wszystkich, oryginalne urządzenie Zhang Heng'a zostało zniszczone. (Nie powinno to dziwić, zważywszy co wyjaśniłem o diabolicznych UFOnautach na stronie o UFOnautach.) Do naszych czasów przetrwały jedynie laickie opisy ludzi którzy widzieli je w działaniu, jakie wyjaśniają nam jak ono wyglądało. Jednak kluczowe szczegóły działania tego urządzenia pozostają nieznane. Szczegóły te, niestety, muszą być wynalezione i wypracowane całkowicie od początku (na szczęście ja jestem bardzo dobry w takim powtórnym wynajdowaniu). Dlatego też począwszy od słynnego 19-wiecznego wynalazcy angielskiego, Dra John'a Milne, który zbudował swój własny sejsmograf używany, między innymi, w Nowej Zelandii, najróżniejsi naukowcy ortodoksyjni spekulowali jak ów "Zhang Heng seismograph" może działać. Ponieważ patrzyli oni na owo urządzenie z perspektywy ich własnej wiedzy, wyjaśniali jego działanie na taki sam sposób jak działanie dzisiejszych sejsmografów. Mianowicie, zgodnie z nimi, urządzenie to wykorzystuje siły inercji do wzniecania alarmu. Jedna z takich wydedukowanych konstrukcji tego urządzenia, pokazana została na rysunku dostępnym pod adresem internetowym international.tamu.edu. W ich więc zrozumieniu, to cudowne urządzenie działa niemal tak samo jak obecne sejsmografy. Na podstawie tamtych spekulacji wykonali oni też dzisiejsze repliki owego urządzenia. Jednak moje własne badania nad ową repliką z Wellington, a także analizowanie tego co wiem na temat urządzenia Zhang Heng'a, wskazują jednoznacznie że założenia które dzisiejsi naukowcy przyjmują są całkowicie błędne. Wszakże starają się oni opisać owo cudowne urządzenie jako prymitywną wersję dzisiejszych sejsmografów działających na zasadzie sił inercji. Tymczasem w rzeczywistości urządzenie to wykorzystuje doskonałą wśród starożytnych Chinczyków wiedzę na temat "chi", lub - jak my dzisiaj je nazywamy - "fal telepatycznych". Owo błędne wyjaśnienie inercyjne naukowców ortodoksyjnych nie ujawnia pełnych możliwości tego cudownego urządzenia, a na dodatek wprowadza wiele konfuzji. Ponadto z powodu swojej błędności, uniemożliwia ono zbudowanie protypu który by zadziałał. (Wszystkie kopie tego cudownego urządzenia które zbudowane zostały przez dzisiejszych naukowców odmówiły działania! Powodem było że dla nich wszystkich naukowcy ci zakładali zupełnie błędną zasadę działania opartą na siłach inercji zamiast "chi".)
       Ja sam interesuję się tym urządzeniem od 1993 roku, czyli od czasów kiedy podczas swojej profesury w Malezji usłyszałem o nim po raz pierwszy od zaprzyjaźnionych Chińczyków. Niestety, nie zdołałem wówczas ustalić gdzie jego oryginał się znajduje, nie stać zaś mnie było aby polecieć do Chin i tam go poszukiwać (dopiero niedawno dowiedziałem się że jego oryginał został zniszczony). Jednak skoro Dr Pająk nie mógł przybyć do sejsmografu, sejsmograf przybył do Dra Pająka. W 2003 roku całkiem niespodziewanie dla siebie znalazłem to urządzenie w muzeum "Te Papa" odległym jedynie o kilka kilometrów od mojego ówczesnego mieszkania. Natychmiast też poddałem je analizom funkcjonalnym. W wyniku swoich badań rozpracowałem odmienne wyjaśnienie dla zasady działania dla "Zhang Heng Seismograph". Wyjaśnienie to już opisałem parę paragrafów wyżej, oraz streściłem je także w podpisie pod ilustracją "Rys. 1". Jest ono całkowicie odmienne od tych zaproponowanych przez innych naukowców. Bierze ono bowiem pod uwagę działanie fal telepatycznych, na którym oryginalne urządzenie Zhang Heng'a bazowało. Jak bowiem się okazuje, starożytni Chińczycy wiedzieli znacznie więcej od nas o falach telepatycznych. Referowali oni do nich wówczas jako do energii "chi". Ponadto cała ich wiedza na temat tzw. "feng schui" to faktycznie wiedza o następstwach oddziaływania na losy ludzi określonych rodzajów fal telepatycznych. Stąd moje wyjaśnienie dla działania tego urządzenia ujawnia, że do wykrywania trzęsień ziemi zaprzegnięte w nim zostały włąśnie fale telepatyczne (chi). To zaś umożliwiało aby trzęsienia te wykryć na długi czas zanim zdołają one do nas dotrzeć i dokonać zniszczeń.
       Zgodnie z moimi oszacowaniami, opisany tu telepatyczny wykrywacz nadchodzących trzęsień ziemi wyprzedza stan dzisiejszej nauki ortodoksyjnej o co najmniej 100 lat. Jest tak ponieważ nauka ortodoksyjna potrzebuje co najmniej 50 następnych lat aby się nauczyć czym właściwie są fale telepatyczne, potem potrzebuje następnych 30 lat aby się nauczyć, że nadchodzące trzęsienia ziemi zawsze wysyłają ostrzeżenie uprzedzające - które przyjmuje właśnie postać wiązki potężnych fal telepatycznych (odbieranych w wyprzedzeniem m.in. przez zwierzęta), a potem jeszcze co najmniej 20 lat aby zbudować pracujące urządzenie telepatyczne jakie wykorzystywałoby tą wiedzę dla ostrzegania ludzi o nadchodzącym trzęsieniu ziemi. Stąd jeśli już ktoś będzie w Nowej Zelandii, wówczas sugerowałbym wstąpić do muzeum nazywanego Te Papa aby zobaczyć na własne oczy ten starożytny cud techniki, jaki na Ziemi zapewne zostanie zbudowany nie wcześniej niż za jakieś 100 lat. (Technicznie mógłby on być zbudowany już obecnie. Niefortunnie, dzisiejszy wrogi dla nowych idei klimat naukowy czyni to niemożliwym.)
       Przy okazji omawiania tego cudownego urządzenia w podrozdziale N6.2 z tomu 11 monografii [1/4], przytaczam tam także kilka istotnych powodów, dlaczego urządzenie to NIE miało prawa działać na zasadzie inercji - czyli działać tak jak je obecnie wyjaśniają ortodoksyjni naukowcy, a faktycznie musiało działać na zasadzie fal telepatycznych (tj. "chi"). Oto najważniejsze z owych powodów:
      1. Kształt. Wyprodukowanie w starożytności komory rezonansowej o kształcie parabolicznego lustra wklęsłego, o zarysie identycznym do dzisiejszych satelitarnych anten telewizyjnych było bardzo kosztowne i trudne. Zhang Heng nie ukształtowalby więc swego urządzenia w aż tak trudny sposób, gdyby użyta zasada działanie tego nie wymagała. Tymczasem tylko urządzenie działające na "chi" wymaga ściśle parabolicznego kształtu. Urządzenia zaś działające na zasadzie sił inercji (tak jak nasze dzisiejsze sejsmografy) mogą mieć obudowę o dowolnie prostym kształcie, np. zwykłej skrzynki.
      2. Fontanna. Jeśli owo urządzenie działa na zasadzie sił inercji, wówczas wcale nie musiało być budowane jako fontanna. Wszakże woda jedynie psułaby jego inercyjne działanie. Jednak woda jest absolutnie konieczna dla wykorzystania fal telepatycznych (tj. "chi").
      3. Położenie głów smoczych w połowie wysokości fontanny. Gdyby ten instrument działał na zasadzie sił inercji, wówczas wyloty dla strumieni wody wcale nie powinny być wbudowane w połowie wysokości komory antenowej. Wszakże gdyby wyloty dla wody były tuż przy dnie komory antenowej wówczas uzyskiwane byłoby wyższe ciśnienie wylotu, a stąd fontanna taka działałaby znacznie lepiej. Za to wyloty wody w połowie wysokości komory antenowej są absolutnie konieczne dla wykorzystania fal telepatycznych. Wszakże właśnie w połowie wysokości znajduje się punkt ogniskowy w jakim fale te są skupiane.
      4. Chi. Starożytni Chinczycy znali doskonale własnosci "chi" (tj. fal telepatycznych). Jednak niemal nie posiadali żadnej wiedzy na temat mechnanicznych drgań gruntu i na temat sił inercji.
      5. Symetria. Urządzenia pracujące na zasadzie drgań inercyjnych działaję symetrycznie - jako że wibracje są zawsze symetryczne. Doskonale widzimy to na dzisiejszych sejsmografach, w których rysowana linia zawsze wychyla się o niemal tą samą wartość w obu kierunkach z punktu równowagi. Stąd gdyby urządzenie Zhang Heng'a pracowało na zasadzie inercji, wówczas dwie (a nie jedna) "perły" musiałyby zawsze wypadać z pysków smoków po przeciwstawnych stronach urządzenia. Z kolei fale telepatyczne (tj. "chi") powodowałoby że tylko jedna "perła" wypadała z pyska tylko jednego smoka. Starożytne opisy efektów działania tego urządzenia wyjaśniają, że zawsze wypadała z niego tylko jedna "perła".
      6. Alarm dźwiękowy. Omawiane urządzenie służyło podnoszeniu alarmu dźwiękowego - to właśnie dlatego używało ono żab jakie wydawały głosny dźwięk bicia w dzwon. Gdyby jednak było to urządzenie inercyjne, wówczas podnosiłoby ono hałas tylko kiedy trzesienie ziemi już nim wstrząsnęło. Jednak alarm w takim przypadku wcale nie byłby już potrzebny, bowiem towarzyszyłby on doskonale dla każdego widocznym oznakom trzęsienia ziemi, takim jak np. zawalanie się budynków, przesuwanie się i upadanie mebli, kołysanie się podłogi, itp. Jedyne więc uzasadnienie dla użycia alarmu dźwiękowego jest, jeśli był on podnoszony na jakis czas przed nadejściem właściwego trzęsienia ziemi, czyli jeśli urządzenie to działało na zasadzie fal telepatycznych (tj. "chi").
Zauważ że można zobaczyć powiększenie każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając w to populany "Internet Explorer", pozwala na załadowanie każdej ilustracji do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć, a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego przez siebie software graficznego.

* * *
Rys. 1.
Rys. 1: Powyższe zdjęcie pokazuje telepatyczny wykrywacz nadchodzących trzęsień ziemi - tj. instument zdolny do odbierania fal telepatycznych wysyłanych przez gotujące się trzęsienie ziemi i do podniesienia alarmu zanim trzęsienie to uderzy. (Odnotuj, że znacznie bardziej dokładny opis tego niezwykłego urządzenia zawarty jest na odrębnych stronach internetowych telekinesis_pl.htm lub seismograph_pl.htm.)
       Zajmnie to nie mniej niż jakieś 100 dalszych lat zanim dzisiejsza nauka ortodoksyjna nauczy się jak budować takie urządzenia. Szokująco jednak urządzenie takie zostało już zbudowane w starożytnosci przez chińskiego geniusza o nazwisku Zhang Heng. Wykorzystuje ono starożytną wiedzę chińską o tzw. chi (czyli o "falach telepatycznych") dla wzniecania wczesnych alarmów ostrzegających przed nadciągającym trzęsieniem ziemi. Owe "chi" czyli "fale telepatyczne" które ono wykorzystuje w swoim działaniu, można sobie wyobrażać jako rodzaj dźwięku lub światła, który: (1) propagowany jest w odmiennym świecie, (2) rozchodzi się z nieskończenie dużą szybkością, (3) każdy obiekt jest dla niego przeźroczysty, stąd przenika on przez obiekty nawet tak ogromne jak ziemia czy słońce, oraz (4) częściowo odbija się on od praktycznie każdej powierzchni. Nowa Zelandia otrzymała replikę tego cudownego urządzenia od zarządu miasta Beijing (Pekin) w Chinach. Owa replika jest jedną z pierwszych jakie udostępnione zostały poza granicami Chin. Obecnie może ona zostać oglądnięta w muzeum zwanym Te Papa z Wellington - stolicy Nowej Zelandii.
       Powyższe zdjęcie ilustruje również zasadę działania urządzenia Zhang Henga. Jak to wyraźnie widać z tego zdjęcia, urządzenie Zhang Heng'a przyjmuje postać metalowej fontanny, w której woda wylewa się z pysków ośmiu smoków wprost do otwartych ust ośmiu spiżowych żab (ropuszek) czekających poniżej. Smoki są przymocowane do komory antenowej w kształcie zbliżonym do dzisiejszych anten satelitarnych oraz wypełnionej wodą. Osiem wlotów do rur które doprowadzają wyciekającą wodę, umieszczonych jest w pobliżu centrum tej komory. Z tych punktów wlotu, woda doprowadzana jest do ośmiu dysz wylotowych tej fontanny, jakie ukształtowane są ozdobnie na podobieństwo pysków smoczych, oraz rozmieszczone w równych odstępach naokoło obwodu komory rezonansowej. Pionowe umiejscowienie i konfiguracja owych wlotów, rur, oraz pysków smoczych jest tak dobrane, że woda jaka przez nie przepływa wykazuje to co nauka hydromechaniki nazywa przepływem laminarnym. Aby być w stanie dokładnie dostroić konfigurację pysków smoczych oraz intensywność przepływu laminarnego wody, specjalny pionowy drążek sterowniczy umieszczony jest w centrum komory rezonansowej. Ów drążek połączony jest ze szczękami poszczególnych smoków za pośrednictwem układów dźwigni. Mechanizm owego drążka i dźwigni służy doregulowaniu siły przepływającej wody do poziomu wymaganego dla wyrzucenia danej "perły" z pyska trzymającego ją smoka. Dlatego mechanizm ten służy także do regulowaniu mocy trzęsienia ziemi jaka jest wymagana aby podnieść alarm. Pechowo jednak, dzisiejsi ortodoksyjni naukowcy interpretują ów drążek jako inercyjny mechanizm wyzwalający, podobny do tego używanego w dzisiejszych sejsmografach.
       Aby wszcząć alarm poprzedzający trzęsienie ziemi, w pysku każdego smoka umieszczona jest ciężka metalowa "perła". Wielkość, ciężar, oraz kształt tej perły jest tak dobrany, że w normalnym przypadku laminarny przepływ wody nie wyrzuca jej z pyska danego smoka. Jednak tzw. "przepływ burzliwy" powoduje wypadnięcie tej perły z pyska smoka i jej wpadnięcie do otwartego pyska żaby siedzącej poniżej owego smoka. Miedziana komora antenowa posiada tak zaprojektowaną krzywiznę swoich parabolicznych ścianek bocznych, że ścianki te formują dla fal telepatycznych rodzaj "lustra parabolicznego". (Starożytni Chińczycy doskonale byli obznajomieni z falami telepatycznymi, jakie oni nazywali "chi".) Owo lustro paraboliczne odbija fale telepatyczne i koncentruje je na wlotach do rur które dostarczają wodę do pysków poszczególnych smoków z przeciwstawnej strony komory. W normalnych jednak okolicznościach, owe fale telepatyczne mają zbyt małą energię, a ponadto zbyt mała amplitudę oraz niewłaściwą częstotliwość, aby zakłócić przepływ laminarny wody przez usta któregokolwiek ze smoków. Jeśli jednak nadciąga trzęsienie ziemi, wówczas trzęsienie to wzbudza potężne spiętrzenie fal telepatycznych ("chi"). Fale te mają energię oraz częstotliwość do jakiej komora antenowa została dostrojona. Amplituda i energia owych fal skoncentrowana na wlocie do rury która doprowadza wodę do pyska określonego smoka jest wystarczająco silna do zakłócenia "przepływu laminarnego" wody, oraz do przemienienia tego przepływu w tzw. przepływ burzliwy. Jak nauka hydromechaniki nas uczy, przepływ burzliwy formuje znacznie wyższe siły oporu i tarcia niż przepływ laminarny. Stąd ów przepływ burzliwy jest w stanie wyrzucić perłę z pyska danego smoka. Perła wpada do pyska żaby siedzącej poniżej. Z kolei owa żaba jest faktycznie rodzajem głośnego spiżowego dzwonu. Stąd, jeśli ciężka metalowa "perła" wpada do niego, dzwon ten wydaje bardzo głośny sygnał alarmu na zbliżające się trzęsienie ziemi. Stąd każdy wie, że potężne trzęsienie ziemi nadchodzi, każdy przygotowuje się więc na jego nadejście. Ponieważ krzywizna komory antenowej odbija fale telepatyczne jak wklęsle lustro z powrotem w kierunku z którego one nadeszły, pojedyncza perła która wypada z pyska smoczego wskazuje także dokładny kierunek z jakiego owo trzęsienie ziemi wkrótce nadejdzie. Stąd urządzenie pokazane powyżej nie tylko że informuje iż potężne trzęsienie ziemi właśnie nadchodzi, ale także informuje z jakiego kierunku ono wkrótce przybędzie (stąd także czy np. jest ono w stanie wzbudzić fale tsunami, obsuwiska ziemi, itp.).
       Jeszcze bardziej precyzyjne opisy konstrukcji i działania powyższego urządzenia znajdują się w podrozdziale N6.1. z tomu 11 monografii [1/4]. Z kolei informacje na temat fal telepatycznych jakie dobrze jest poznać dla lepszego zrozumienia działania tego urządzenia zawarte są w podrozdziale H7.1 z tomu 4 monografii [1/4]. (Monografia [1/4] dostępna jest nieodpłatnie za pośrednictwem niniejszej strony internetowej.)
* * *
       Opisany powyżej telepatyczny sejsmograf wnosi możliwość uratowania od niechybnej śmierci niezliczone liczby ludzi którzy żyją na obszarach jakie w przyszłości dotknięte zostaną gwałtownymi trzęsieniami ziemi. Ponadto posiada on ogromny potencjał komersyjny. Jeśli więc jego cena zdoła zejść do poziomu dzisiejszych domowych wykrywaczy dymu, niemal każda rodzina będzie chciała go posiadać w swoim mieszkaniu. Wszakże z wyprzedzeniem wystarczającym dla skutecznej ucieczki, ostrzegał on ją będzie przed ewentualnie nadchodzącym trzęsieniem ziemi. Dlatego obecnie, kiedy jego prawdziwa zasada działania jest już poznana, czas abyśmy zakasali rękawy, przetłumaczyli tą zasadę działania na dzisiejszy poziom technologii, oraz podjęli seryjną produkcję tysięcy takich urządzeń.
       "Seismograf Zhang Henga" jest opisany w całym szeregu źródeł. Niezależnie od powyższego opisu omawia go również podrozdział N6.1 z tomu 11 monografii [1/4], jak również odrębna strona internetowa poświęcona wyłącznie temu sejsmografowi.
* * *
       Ja osobiście wierzę, że na Ziemi ciągle znajduje się cały szereg technicznych cudów świata. Opisany powyżej "Zhang Heng seismograph" jest tylko jednym z nich. Przez cuda owe rozumiem już zbudowane i sprawdzone w działaniu urządzenia techniczne, jakich zasada działania znacząco przekracza stan wiedzy, nauki i techniki na Ziemi w czasach kiedy zostały one zbudowane. Teoretycznie więc rzecz biorąc, ludzie powinni być w stanie zbudować te urządzenia dopiero w odległej przyszłości w stosunku do czasów kiedy faktycznie się one pojawiły. Ich przedwczesne pojawienie się na Ziemi jest więc dla nas rodzajem znaku, na jaki powinniśmy zacząć zwracać uwagę. Oto najważniejsze z owych "technicznych cudów świata" o jakich istnieniu do chwili obecnej zdołałem się już dowiedzieć:
       #1. Thesta-Distatica. Jest to telekinetyczny generator darmowej energii. Działający prototyp tego generatora znajduje się w posiadaniu szwajcarskiej Komuny "Methernitha" (po jego szersze opisy patrz podrozdział K2.3 z tomu 10 monografii [1/4]). Wytwarza ona darmową energię elektryczną dosłownie z niczego, poprzez pozyskiwanie, za pośrednictwem zjawiska technicznej telekinezy (będącej odwrotnością dla zjawiska tarcia), energii cieplnej zawartej w otoczeniu oraz zamienianie tej energii w elektryczność.
       #2. Radio kryształkowe. Jak to wyjaśniłem dokładnie w punktach #5 i #6.3 odrębnej strony internetowej o ogniwach telekinetycznych, ponad pół wieku temu na Ziemi produkowane już były prymitywne prototypy telekinetycznych generatorów darmowej energii. Prototypy te nazywano "radiami kryształkowymi". Działały one doskonale produkując darmową elektryczność - tyle że w niewielkich ilościach. Faktycznie to były one jedynymi urządzeniami dotychczas produkowanymi masowo na Ziemi, które nie wymagały żadnej baterii ani innego zasilania w energię, a na przekór tego poprawnie wykonywały swoją pracę. Czyniły to właśnie ponieważ zawierały wbudowaną w siebie prymitywną wersję ogniwa telekinetycznego opisywanego na odrębnej stronie o ogniwach telekinetycznych.
       Eksperci elektroniki wyjaśniają ów brak potrzeby dla zewnętrznego zasilania w energię w owych "radiach kryształkowych", poprzez twierdzenie że jakoby owe radia pobierały z anteny potrzebną im moc. Jednak, ja nigdzie nie mogę znaleźć opisów jakichkolwiek badań eksperymentalnych które by raportowały o kimś kto faktycznie pomierzył pobór mocy z anten owych radioodbiorników, oraz wykazał że ów pobór rzeczywiście pokrywa konsumpcję energii jaka w nich ma miejsce. Problem bowiem, na jaki staram się tutaj zwrócić uwagę, polega na tym, że skoro faktycznie nikt nigdy nie dokonał eksperymentalnej weryfikacji iż radia kryształkowe rzeczywiście pokrywają z anteny swoje zapotrzebowanie na energię, w praktyce mogą one równie dobrze działać właśnie ponieważ ich obwody wyzwalały zjawisko odwrotności tarcia które jest podstawą działania ogniw telekinetycznych. Tyle tylko, że eksperci elektroniki po prostu nie zdają sobie sprawy z tego ogromnie istotnego faktu. Jest również dosyć znaczące, że poza owymi "radiami kryształkowymi" nigdy nie udało się zbudować jakichkolwiek innych urządzeń elektronicznych które by pokrywały swoje zużycie energii z anteny.
       Obecnie wystarczy jedynie aby owe stare prototypy radioodbiorników kryształkowych odpowiednio udoskonalić, a otrzyma się ogniwa telekinetyczne pełnej wydajności i mocy. Do dzieła więc, bo bez nich nasza cywilizacja pomału obumiera. W punkcie #6 owej strony o ogniwach telekinetycznych zaproponowane zostało dokładnie, krok po kroku, jak w najprostrzy oraz w najszybszy sposób tak przetransformować "radio kryształkowe" aby wypracować z jego obwodów konstrukcję i działanie ogniwa telekinetycznego generującego zatrzęsienie darmowej energii.
       #3. Mechanizm z Antikythera. Był to analogowy komputer astronomiczny który umożliwiał wyznaczanie położeń ciał niebieskich, daty zaciemnień, itp. Analizy wskazują że przykładowo był on w stanie uwzględniać niejednorodności w ruchu orbitalnym Księżyca z precyzją większą niż wiele dzisiejszych programów komputerowych. Komputer ten zbudowany był pomiędzy latami 100 a 150 BC, prawdopodobnie przez greckiego astronoma o nazwisku Hipparchos z wyspy Rhodes. Miał on wymiary 33x16x10 cm. Odkryto 30 kół zębatych z brązu z jakich się składał - aczkolwiek uważa się w rzeczywistości posiadał ich co najmniej o 7 więcej (część z nich zaginęła). W roku 1900 odkryto go we wreku starożytnego statku rzymskiego koło wyspy Antikythera (w połowie drogi pomiędzy Peloponnese a Crete). Na początku listopada 2006 roku ukazał się na jego temat artykuł w "Nature", który następnie był streszczony w dwóch nowozelandzkich gazetach, mianowicie w artykule "Ancient Greek computer yields its secrets" ze strony B3 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z soboty (Saturday), December 2, 2006, a także artykule "Ancient computer found on seabed" ze strony B4 nowozelandzkiej gazety The New Zealand Herald, wydanie datowane w piątek (Friday), December 1, 2006.
       #4. Wieczna lampka. Nieprzerwanie wytwarza ona światło bez zużywania jakiejkowiek energii. Opisałem ją w podrozdziale H6.1.3 monografii [1/4].
       #5. Arka Przymierza (ta z Biblii). Opisałem ją dokładniej w podrozdziale S5 z tomu 14 monografii [1/4]. Dostępne dane dokumentują że było to najważniejsze urządzenie napędowe m.in. powodujące lewitowanie dzisiejszych wehikułów UFO - to dlatego ową Arkę nosili kiedyś tzw. "lewici". W dzisiejszych czasach urządzenie to nazywane jest komorą oscylacyjną.
       #6. Grzałka z Pakistanu. Miała ona kształt metalowej amfory pustej w środku. Nieprzerwanie zagotowywała ona wodę bez pobierania jakiejkolwiek energii. Została zniszczona gdzieś w latach 1950-tych przez naukowca angielskiego który ją rozciął aby zbadać co znajduje się w jej środku (okazała się być pusta). Zasada działania takich grzałek opisana została w podrozdziale H6.1.3 z tomu 5 monografii [1/4].
       Na dodatek do powyższego, analizowałem i osobiście gwarantuje jako technicznie poprawne dwa następne przekazy telepatyczne, które zalecają nam zbudowanie dalszych takich cudownych urządzeń. Przekazy te są opisane w podrozdzialach N2 i N5.1.1 monografii [1/4], a także w odrębnych traktatach [7/2] i [7B]. Ponadto dokonywałem także badań dalszych dwóch starożytnych odpowiedników takich cudownych urządzeń, przykładowo tzw. "kamienia filozoficznego", oraz "orba" (czyli "jabłka monarszego"). Wyniki tych badań opublikowałem w rozdziale S monografii [1/4].
       Więcej informacji na temat powyższych i innych niezwykłości zawarte zostało na stronach o telepatii oraz o Seismografie Zhang Henga.
Rys. 2a. Maszyna elektrostatyczna Winshursta
Rys. 2a. (Rysunek 11 z monografii [6/2].) Jeden z moich własnych wytłumionych wynalazków. Fotografia ta pokazuje mnie (Dra Jana Pająka) trzymającego w rękach nową maszynę elektrostatyczną Wimshurst'a, którą zakupiłem z zamiarem użycia jej jako inicjującego podzespołu do budowy efektywnego urządzenia darmowej energii nazywanego "telekinetyczna influenzmaschine". W 1989 roku skompletowalem relatywnie szerokie badania tzw. "urządzeń darmowej energii". Urządzenia te wykorzystują odwrotność tarcia do generowania darmowej elektryczności. W taki sam sposób jak tarcie spontanicznie zamienia ruch na ciepło, również urządzenia darmowej energii spontanicznie zamieniają energię cieplną zawartą w swoim otoczeniu na ruch elektronów w przewodniku. Stąd ochładzają one swoje otoczenie, podczas gdy równocześnie generują one elektryczność dosłownie za darmo - znaczy bez potrzeby zasilania ich w jakiekolwiek paliwo lub w jakąkolwiek inną formę energii. Ja sam wynalazłem moje własne urządzenie darmowej energii, które w tomie 10 monografii [1/4] opisane jest pod nazwą "bateria telekinetyczna". Zasada użyta w działaniu owej baterii telekinetycznej wyjaśniona została na moich stronach internetowych o "darmowej energii" dostępnych poprzez "Menu 2" i "Menu 4" z tej strony. Ponadto rozpracowałem wówczas również zasadę działania całej odmiennej klasy urządzeń darmowej energii, jakie noszą ogólną nazwę "telekinetycznych influenzmaschine" (dla przykładu, słynna "Thesta-Distatica" ze Szwajcarii, która w chwili obecnej jest najbardziej doskonała ze wszystkich urządzeń darmowej energii zbudowanych na naszej planecie, należy właśnie do klasy telekinetycznych influenzmaschine). Potem zdecydowałem się zbudować owe urządzenia. Niestety, zaraz po tym jak ukończyłem wykonywanie ich szczegółowych konstrukcji i zakupiłem podzespoły, przez ogromnie dziwny "zbieg okoliczności" moi przełożeni z Uniwersytetu Otago w Dunedin, Nowa Zelandia, zdecydowali się wyrzucić mnie z pracy. Tamta strata pracy wykładowcy uniwersyteckiego uczyniła zupełnie niemożliwym skompletowanie któregokolwiek z urządzeń darmowej energii jakie wynalazłem. Wszakże, w tak przykrej sytuacji, znalezienie następnej pracy oraz przeżycie stało się moim najważniejszym zadaniem. Ironicznie, ci sami administratorzy nauki którzy ubliżali moim badaniom i aktywnie powstrzymywali mnie przed zbudowaniem moich urządzeń darmowej energii, już wkrótce mogą doświadczyć borykania się z zaciemnieniami prądu i z brakami energii, jako ze Nowa Zelandia właśnie zbliża się do kryzysu energetycznego.
       Powyższa fotografia pokazuje mnie kiedy trzymam w ręku fabrycznie nową maszynę elektrostatyczną Wimshursta, która jest głównym podzespołem dla konstruowania telekinetycznych influenzmaschine. Tuż zaś za moimi plecami, na wysokosci moich łopatek, zgrupowanie budynków kampusu Uniwersytetu Otago w Dunedin jest widoczne. Kiedyś miałem nadzieję że zbuduję tam telekinetyczną influenzmaschine - niestety zostałem usunięty z pracy zanim zdołałem osiągnąć ten cel. Proszę odnotować, że zasady działania i konstrukcja baterii telekinetycznych mojego wynalazku, a także telekinetycznych influenzmaschine (znaczy jeszcze jednej klasy urządzeń darmowej energii do której to klasy należy słynna Thesta Distatica ze Szwajcarii), jest omówione szczegółowo na mojej odmiennej stronie internetowej jaka, między innymi, może być oglądana pod nazwą darmowa energia z "Menu 2" i "Menu 3".
       Nieco dalej na widnokręgu, powyższa fotografia pokazuje charakterystyczny stożkowy kształt miejscowego "Saddle Hill". Zgodnie z legendami Maoryskimi, we wnętrzu owego wzgórza mieści się duża jaskinia którą zajmuje "legowisko Taniwha'ry" - tak jak ono zostało opisane w pobliżu końca niniejszej strony internetowej. Ja osobiście znam uprowadzonego do UFO, który twierdzi że został uprowadzony do wehikułu UFO jaki zawisał we wnętrzu ogromnej jaskini podobno mającej istnieć w środku owego wzgórza.

Rys. 2b. Pomnik dla Richarda Pearse
Rys. 2b. Wynalazek i wynalazca zniszczeni przez własnych rodaków. Powyższa fotografia pokazuje pomnik wystawiony Richard'owi Pearse oraz jego samolotowi. Pomnik ten wzniesiony został niedaleko małego miasteczka "Pleasant Point" z Wyspy Południowej Nowej Zelandii. Oznacza on miejsce w którym samolot Pearse'a z sukcesem został wypróbowany w locie.
       Na przekór ze Richard Pearse zbudował i oblatał swój samolot na około rok przed Braćmi Wright, owo "przekleństwo wynalazców" uniemożliwiło mu aby reszta świata dowiedziała się o jego wynalazku. Z kolei napięcie psychiczne i najróżniejsze prześladowania jakich doświadczył on wówczas od swoich rodaków, którzy nazywali go "pomylonym Pearse" (tj. "Mad Pearse"), spowodowały że Pearse zmarł w domu wariatów.
* * *


Rys. 2c. Samolot Aleksandra F. Mozajskiego (oblatany w 1882 roku)
Rys. 2c. Pierwszy samolot na świecie zbudowany został i oblatany w carskiej Rosji latem 1882 roku (tj. na 21 lat przed Braćmi Wright). Pokazany on jest na powyższej ilustracji zreprodukowanej ze starej rosyjskiej encyklopedii. Na nieszczęście, "przekleństwo wynalazców" spowodowało, że świat nigdy nie dowiedział się o tym samolocie, podczas gdy jego plany i prototyp gromadziły kurz w przepastnych archiwach carskiej Rosji. Więcej danych o samolocie Możajskiego można znaleźć albo na stronie Aleksander Możajski z "Menu 1", albo też na zupełnie odrębnej stronie poświęconej Możajskiemu, jaka to strona nosi nazwę mozajski.htm
       Ludzie zwykle nie są świadomi, że zanim cały łańcuch korzystnych okoliczności dopomógł aby świat dowiedział się o samolocie Braci Wright, samoloty były wynajdowane, budowane i oblatywane przez trzech odmiennych wynalazców, którzy nawzajem nie wiedzieli o swoim istnieniu. Owi wynalazcy to: Polak Aleksander F. Możajski (z carskiej Rosji), Richard Pearse (z Nowej Zelandii), oraz Bracia Wright (z USA).

Rys. 2d. Motocykl słynnego geniusza technicznego Johna Britten
Rys. 2d. W 2004 roku, w najważniejszym muzeum Nowej Zelandii zwanym "Te Papa", na 3-cim piętrze wystawiony był ten super-motocykl skonstruowany przez nowozelandzkiego geniusza technicznego o nazwisku John Britten. Niestety, ów niezwykle dobrze zapowiadający się wynalazca i konstruktor, niespodziewanie zmarł na raka w 1995 roku, w środku najbardziej twórczego okresu swego życia, w wieku około 45 lat.
       Powinniśmy zadać sobie tutaj pytanie, czy jego śmierć to czysty przypadek, czy też działanie owego "przekleństwa wynalazców"? Jest mi bowiem wiadomo, że UFOnauci posiadają urządzenie do indukowania złośliwego raka u tych osób na Ziemi, których chcą cichcem zgładzić. Urządzenie to demonstrowali bowiem w działaniu uprowadzonemu jakiego osobiście badałem - po szczegóły patrz podrozdział N5.2 w monografii [1/4]. Jest mi też wiadomo, że raka takiego UFOnauci zaindukowali u kilku moich bliskich współpracowników - wykaz zamordowanych w ten sposób ludzi jakich znałem zawarty jest w podrozdziale A4 z monografii [1/4]. Wśród znajomych Johna Britten krążą też rumory, że na krótko przed ujawnieniem się jego raka, John wynalazł efektywny mechanizm bicia skrzydeł w budowanej przez siebie wersji "mięśniolotu". Z kolei jest powszechną tajemnicą, że UFOnauci zdecydowanie starają się zablokować na Ziemi rozwój wszelkich urządzeń latających, w tym mięśniolotów. Czyżby więc UFOnauci uznali wynalazcę i budowniczego powyższego super-motocykla za aż tak groźnego dla swoich okupacyjnych interesów na Ziemi, że go sekretnie zgładzili?
* * *
       Warto tutaj odnotować, że przykłady wynalazków i wynalazców dotkniętych omawianym "przekleństwem wynalazców" jakie wyszczególniłem na tej stronie, wcale nie wyczerpują ogromnego oceanu podobnych przypadków. Dalsze takie przypadki omawiam na stronie internetowej o "darmowej energii" oraz w podrozdziale A4 mojej monografii [1/4]. Przypadki jakie przedstawiłem tutaj są głównie nastawione na zilustrowanie: (a) kategorii wynalazków jakie są zgniatane i prześladowane najbardziej zaciekle, (b) rodzaju przeszkód jakie są wznoszone na drodze owych wynalazków i wynalazców, oraz (c) sposobów na jakie wynalazcy są karani przez ową "mroczną moc" której szatańska działalność kryje się za "przekleństwem wynalazców".
       Jest łatwym do ustalenia, że najbardziej surowo karani przez owo "przekleństwo wynalazców" są ludzie którzy wynaleźli maszyny latające, jakiekolwiek rodzaje silników, lub jakiekolwiek rodzaje urządzeń generujących energię. To zaś wyraźnie demaskuje, że owa "mroczna moc" jaka kryje się za tym przekleństwem, stara się zapobiec osiągnięciu przez ludzkość zdolności do podróży międzygwiezdnych.

#2. Tajemnicze przekleństwo wynalazców które prześladuje wszystkich twórczych ludzi:

       Prawdopodobnie niemal każdy słyszał o "przekleństwie faraonów". Zdaje się ono dopadać rzeczowych badaczy którzy starają się odkryć i potwierdzić tajemnicę kosmicznego pochodzenia ludzkości poprzez badania piramid i starożytnego Egiptu. Niektórzy zapewne są świadomi, że istnieje również "przekleństwo Jagiellonów" które prześladuje archeologów w Polsce. Ma ono tendencję do zabijania każdego kto stara się rzeczowo badać średniowieczny okres w historii Polski, tj. okres czasu kiedy czarownice i "diabły" ciągle operowały w sposób jawny, a także okres kiedy z mocarstwa europejskiego Polska została zepchnięta do roli nic nie znaczącego kraiku jaki później został poddany rozbiorom przez swoich sąsiadów. Jednak niemal nikt nie jest świadomym, że na naszej planecie działa również takie coś jak "przekleństwo wynalazców". Owo przekleństwo powoduje, że każdy wynalazca, który stara się dołożyć coś ogromnie ważnego do dorobku naszej cywilizacji, zostaje ukarany na setki skrytych sposobów, a często w końcu nawet zamordowany. Jako przykład rozważ los Rudolfa Diesel (1858 - 1913), który opracował słynny silnik Diesel'a. Był on prześladowany przez owo "przekleństwo wynalazców" przez okres całego swojego życia, aż w końcu zniknął za burtą (tj. najprawdopodobniej został przez kogoś wyrzucony za burtę) podczas żeglugi przez Kanał Angielski. Jeśli ktoś czyta życiorysy znanych wynalazców, okazuje się wówczas, że żaden z nich nie został ochroniony przed następstwami owego przekleństwa. Praktycznie też żaden wynalazca nie odnosi korzyści ze swojego wynalazku, bez względu na to jak wartościowy wynalazek ten by nie był. Także wielu z nich umiera w samotności, opuszczeni przez wszystkich, w ubóstwie i brudzie, czasami zaś ich ciała muszą leżec wiele dni zanim zostają przez kogoś odkryte. Jeśli istnieją jakieś odstępstwa od owej zasady, te zwykle zawdzięczane są rodzinom wynalazców, które to rodziny roztaczają nad nimi opiekę, a także zawdzięczane są innym źródłom dochodów niż te pochodzące z samych wynalazków. Stąd na przekór że praktycznie wszystko co nasza cywilizacja kiedykolwiek osiągnęła zawdzięczane jest twórczości wynalazców, kiedy przychodzi do spłacenia ich wysiłków, wynalazcy są oszukiwani i karani za dodawanie swojej kontrybucji do rozwoju ludzkości. Oczywiście Nowa Zelandia - podobnie jak cała reszta świata, posiada własny udział wynalazców, którzy byli, lub ciągle są, prześladowani przez owo "przekleństwo wynalazców". Ja postaram się wyszczególnić tutaj niektórych z nich:
      (a) Richard Pearse z Pleasant Point. Był on jednym z trzech ludzi którzy wynaleźli i zbudowali samolot zupełnie niezależnie od siebie. Stało się tak ponieważ owo "przekleństwo wynalazców" zmusiło aby samolot był wynajdowany co najmniej 3 razy, zanim świat zdołał się dowiedzieć, że może on wogóle być zbudowany. Pierwszym wynalazcą samolotu był geniusz techniczny polskiego pochodzenia pracujący w carskiej Rosji, o nazwisku Aleksander F. Możajski. Jego losy opisane są dokładnie na stronie Aleksander Możajski dostępnej przez "Menu 1". Samolot Możajskiego był oblatany z sukcesem latem 1882 roku (znaczy 21 lat przed samolotem Braci Wright). Na nieszczęście, jego technicznie wyrafinowany samolot został efektywnie zgnieciony przez "biurokratów" Rosji carskiej. Rysunek 2c, zreprodukowany ze starej rosyjskiej encyklopedii, ilustruje oficjalny pokaz lotu samolotu Możajskiego dla rządu carskiej Rosji. Drugi wynalazca który zdołał zbudować i oblatać samolot był Nowozelandczyk o nazwisku Richard Pearse (1877-1953). Jego samolot dokonał pierwszego lotu w dniu 31 marca 1902 roku. Niestety, z powodu działania owego "przekleństwa wynalazców", świat nigdy nie dowiedział się o budowie i sukcesach tych dwóch pierwszych pionierow awiacji. Dopiero trzeci lot zakończony sukcesem, jaki odbył się w dniu 17 grudnia 1903 roku, tym razem na samolocie Braci Wright z USA, zdołał w końcu przebić się przez hermetyczną blokadę jaką ta szatańska siła bez przerwy nakłada na ludzkie strategiczne wynalazki. (Zauważ, że opisy tragicznego losu Richard'a Pearse zawarte są w tomie 1 mojej monografii [1/4]. Z kolei wszyscy troje wynalazcy samolotu opisani są w podrozdziale O1 z tomu 12 monografii [1/4].) W chwili obecnej pomnik wystawiony Richardowi Pearse oraz jego samolotowi może być oglądnięty niedaleko od małego miasteczka zwanego Pleasant Point, na Wyspie Południowej Nowej Zelandii (koło Timaru). Polecałbym oglądnięcie tego pomnika, jako że otwiera on nasze oczy na gorzki fakt, że "coś nie jest tak" z tymi wynalazkami i z losami wynalazców, a czego ludzie ciągle nie są świadomi.
      (b) Bruce Simpson z Tokoroa. Wynalazł on i faktycznie zbudował efektywny, lekki, oraz prosty system napędowy, który nazwał "cruise missile" czyli "pocisk cruise" (ja wierzę że użył tej właśnie nazwy głównie z powodów propagandowych). Pechowo dla niego, "przekleństwo wynalazców" spowodowało jego szybkie bankructwo. Stąd nie jest on w stanie odnosić korzyści ze swojego wynalazku. Oczywiście, owa krzykliwa nazwa jaką nadał swojemu systemowi napędowemu nie pomogła mu ani w produkcji ani w sprzedaży jego atrakcyjnego napędu. Nie dopomogło mu też, że na przekór nazwania swojego wynalazku "cruise missile", faktycznie to zbudował on prosty i lekki system napędowy generalnego użytku, jaki mógł być używany np. w lekkich samolotach, jako pędniki bezpieczeństwa w szybowcach, a także do napędu łodzi w wodzie pełnej trawy lub błota. Tajemniczy los jego wynalazku oraz wymowny sposób na jaki sztucznie spowodowano jego bankructwo, były prezentowane w programie telewizyjnym "Sunday", nadawanym na kanale 1 TVNZ, w niedzielę (Sunday), 25 kwietnia (April) 2004, godziny 7:30 do 8:30 wieczorem.
      (c) Bruce DePalma z Waiatarua (West Auckland). Wynalazł on efektywny generator nazywany "N-Machine", jaki wykorzystuje odwrotność tarcia (telekinezę) do generowania darmowej elektryczności. Skrótowy opis jego generatora zawiera podrozdział K2.2 z monografii [1/4]. Najbardziej kłoptliwy problem jego generatora, jaki prześladował DePalmę przez wiele lat i jaki uniemożliwiał przemysłowe wykorzystanie jego wynalazku, jest że generuje on bardzo wysokie natężenie, jednak niskie napięcie prądu. Niemniej po latach badań, Bruce DePalma podobno znalazł rozwiązanie do swojego problemu napięcia. Pechowo jednak, zanim zdołał urzeczywistnić to rozwiązanie w swoim generatorze, niespodziewanie zmarł w nowozelandzkim szpitalu w czwartek dnia 2 października 1997 roku, w wyniku masywnego krwawienia wewnętrznego. Z nim prawdopodobnie umarło również jego rozwiązanie dla problemu napięciowego. Filmy upowszechniane w ostatnich czasach ilustrują, że właśnie takie masywne krwawienie wewnętrzne jakie zabiło DePalmę, niezależnie od najróżniejszych naturalnych przyczyn może również zostać zaindukowane technicznie przez użycie broni która emituje potężną wiązkę dźwięków ultrasonicznych. Niemniej jest publicznym sekretem, że pokojowo nastawiona Nowa Zelandia nie posiada broni ultrasonicznej. Możemy jednak sobie wyobrazić, że UFOnauci posiadają taką broń i byliby w stanie sekretnie ją użyć w Nowej Zelandii - jeśli zechcą kogoś tam zamordować. Możemy sobie także łatwo wydedukować, że jeśli UFOnauci eksploatują ludzkość i starają się powstrzymywać istotne techniczne wynalazki na Ziemi, wówczas mieliby oni pilny motyw aby zamordować Bruce De Palma w sposób sekretny natychmiast po tym jak znalazł on rozwiązanie dla swojego problemu napięciowego. Wszakże DePalma miał zarówno determinację jak i środki aby skierować swój wynalazek do masowej produkcji natychmiast po tym jak stałby się on gotowy do użycia. Więcej na temat śmierci tego wynalazcy zawarte jest w podrozdziale A4 z [1/4].
      (d) John Britten z Christchurch. Był on prawdziwym geniuszem technicznym. Najbardziej znany jest z budowy swoich słynnych super-motocykli (patrz zdjęcie po lewej). Motocyklom tym na wyścigach nikt nie mógł dorównać. Ja miałem honor poznać go osobiście. Negocjowaliśmy bowiem wspólne podjęcie budowy komory oscylacyjnej i magnokraftu - niestety realizacja tych planów najpierw została odłożona z powodu mojego opuszczenia Nowej Zelandii w poszukiwaniu chleba, potem zaś ucięta śmiercią Johna. John zmarł nagle na raka w wieku około 45 lat w szczytowym okresie swojej twórczej działalności wynalazczej. Można i powinno się zadawać pytanie, czy jego śmierć była przypadkiem, czy też premedytowanym wynikiem działania "przekleństwa wynalazców"?
      (e) Peter Daysh Davey z Christchurch. Wynalazł on niezwykłą grzałkę telekinetyczną która zgodnie z opowiadaniami miała wytwarzać wielokrotnie więcej ciepła niż zużywała elektryczności. Jednak wynalazca ten tak był prześladowany przez nowozelandzkich biurokratów, że jego grzałka nigdy nie otrzymała pozwoleń wymaganych aby wrożyć ją do seryjnej produkcji fabrycznej. Więcej informacji na temat owej niezwykłej grzałki oraz na temat szokujących prześladowań jej wynalazcy, opisane zostało w punkcie #4 odrębnej strony internetowej o telekinetycznych urządzeniach darmowej energii.
       Oczywiście, ja uważam siebie samego również za ofiarę tego "przekleństwa wynalazców". Ja sam wynalazłem wszakże tak wiele urządzeń i bez przerwy staram się zbudować przynajmniej jedno z nich. Jednak bez przerwy coś niespodziewanego mi się przydarza, co niszczy owoce moich wysiłków. Ja osobiście wyjaśniam te kłopoty za pomocą teorii niewidzialnej okupacji Ziemi przez szatańskie istoty pasożytnicze, jakie są ogromnie zaawansowane technicznie aż do punktu iż mogą czynić siebie całkowicie niewidzialnymi dla ludzkich oczu. Jednocześnie jednak osiągnęły one samo dno moralnego upadku, stąd żyją wyłącznie z rabunku innych cywilizacji. Istoty te rozciągają swoją niewidzialną kontrolę nad wszystkim co się dzieje na Ziemi. Ich szatańskie machinacje obejmują, między innymi, prześladowanie wszelkich ludzkich wynalazków i karanie wszystkich ludzkich wynalazców którzy dopomagają ludzkości podnieść naszą technikę do poziomu przy którym będziemy w stanie odnotować ich pasożytnicze działania na Ziemi. Bardziej dokładnie opisałem owe szatańskie istoty na stronach internetowych evil_pl.htm, ufo_pl.htm, oraz bandits_pl.htm. Jednak nawet jeśli ktoś nie podziela moich poglądów, ciągle poprzez zwykłe ogarnięcie ogromnej liczby wynalazków jakie w niezwykły sposób są wytłumiane, prześladowane, lub niszczone, ten ktoś musi przyznać, że "coś dziwnego jest grane" oraz że ktoś lub coś w sposób zamierzony wytłumia istotne wynalazki na Ziemi.
* * *
       Odnotuj że owo "przekleństwo wynalazców" jest omawiane z nawet większą liczbą szczegółów na odrębnej stronie internetowej na temat telekinetycznych ogniw. Dlatego jeśli kogoś interesuje ów temat wówczas być może powinien zaglądnąć na tamtą stronę.

#3. Miejsce eksplozji UFO koło Tapanui:

       Prawdopodobnie każdy słyszał o słynnej eksplozji Tunguskiej w Centralnej Syberii, z 1908 roku. Otóż Nowa Zelandia doświadczyła podobnej eksplozji w 1178 roku. Tyle że owa nowozelandzka eksplozja była wiele razy bardziej potężna niż owa rosyjska. Ponadto nowozelandzka eksplozja pozostawiła po sobie ogromny krater oraz liczne inne dowody materialne, jakie można sobie pooglądać nawet obecnie. Owa eksplozja UFO z Nowej Zelandii miała miejsce koło małego miasteczka nazywanego Tapanui. Do dzisiaj można tam znaleźć liczne jej pozostałości, a także dowody materialne że faktycznie miała ona miejsce. Niektóre z nich można zobaczyć na stronie internetowej oznaczonej w "Menu 2" jako Tapanui.

* * *
Ponieważ skompletowałem sporo badań nad ową eksplozją UFO koło Tapanui, sporządziłem dla niej odrębną stronę internetową wyłącznie poświęconą dla jej opisania. Jeśli więc czytelnik zechce teraz dowiedzieć się więcej na temat owej gigantycznej eksplozji UFO, powinien przenieść się na stronę Tapanui która opisze ją w większej liczbie szczegółów.

Rys. 3a

Rys. 3a. Widok krateru Tapanui ze znacznej odległości. W tym miejscu w 1178 roku eksplodował stos około 7 wehikułów UFO typu K6. Krater ten posiada około 1 kilometra średnicy. Odnotuj ogromną sosnę rosnącą przy górnej krawędzi w pobliżu środka krateru. Owa sosna jest także widoczna na poprzedniej fotografii tego krateru. Kolejna sosna rośnie w środku krateru po jego lewej stronie. Odnotuj też jak maleńkie są szopy w których właściciel tego krateru przechowuje swoje narzędzia.


Rys. 3b

Rys. 3b. Widok krateru Tapanui z jego południowego końca. Powyższa fotografia została wykonana w 1998 roku, wkrótce po tym jak krater Tapanui przeszedł intensywne zabiegi kultywacyjne. Pechowo, owe zabiegi zniszczyły wiele z originalnych atrybutów tego miejsca eksplozji UFO (np. wyrównały zarysy wewnętrznych kraterów jakie istniały we wnętrzu tego krateru).


Rys. 3c

Rys. 3c. Kiedykolwiek ekspedycja badawcza była organizowana do krateru Tapanui, niespodziewanie w kraterze zaczynała panować nieprzyjemna pogoda jaka czyniła owe badania niemożliwymi. Najczęściej taka nieprzyjemna pogoda objawiała się silnym wiatrem, lokalną mgłą, lub silnym opadem deszczu jakie zdumiewająco ograniczały się tylko do samego krateru. Raz w kraterze odnotowane zostało tornado. Na powyższej fotografii udokumentowany został dziwny aczkolwiek potężny wiatr, jaki podczas jednej z takich ekspedycji badawczych panował jedynie w samym kraterze Tapanui oraz na jego krawędzi, jednak zanikał zaledwie kilka metrów od krateru. Później odkryłem że niewidzialne wehikuły UFO są w stanie kształtować pogodę na swoje życzenie i to w każdym miejscu w jakim starają się na coś wpływać ową pogodą.
Rys. 4a.

Rys. 4a: Tzw. "krąg zbożowy". Znaleziony on był w Ashburton, w lutym (February) 1992 roku. Owe kręgi zbożowe to po prostu lądowiska UFO wykonane w zbożu. Formowane są one przez wirujące pole magnetyczne używane przez UFO do celów napędowych. Owo wirujące pole magnetyczne ugina w dół źdźbła zboża podobnie jak uczyniłaby to ogromna wirująca miotła. To zaś czyni owe lądowiska UFO tak zadziwiająco precyzyjne, że ludzcy żartownisie nie są w stanie zduplikować ich doskonałości. Po więcej wyjaśnień na temat napędu wehikułów UFO patrz strona internetowa propulsion_pl.htm.

Rys. 4b.

Rys. 4b: Okrągłe lądowisko wypalone w twardych krzewach górskich przez ogromne UFO typu K8 - patrz ów okrąg widoczny w centrum zdjęcia na około 2/3 jego wysokości. Średnica pierścienia wypalonego w tych krzakach wynosiła 98 metrów - co można docenić po rzuceniu okiem na wielkość samochodów na szosie poniżej niego. Sfotografowałem je w Wanaka, Nowa Zelandia, na zboczu góry lokalnie nazywanej "Coromandel Peak". Pole magnetyczne jakie wypaliło owo okrągłe lądowisko było tak potężne, że spopieliło ono na szary proszek twarde krzaki górskie jakie porastają zbocze owej góry. Aby było jeszcze ciekawiej, ów szary proszek jest palny i może zostać zapalony zwykłą zapałką. Żartownisie nigdy nie byliby w stanie wykonać tego lądowiska dla żartu, tak jak to twierdzi nowozelandzka telewizja. Dzisiejsi ludzie po prostu nie znają sposobu aby zamienić twarde krzaki górskie na palny szary proszek. Ponadto zbocze na jakim owo ogromne lądowisko zostało wykonane, jest praktycznie niedostępne dla żartownisiów. Zauważ że podobne pierścieniowate lądowiska UFO, tyle że wypalane np. w trawie, daje się zobaczyć w sporej części obszaru Nowej Zelandii. Więcej danych na ten temat zawartych jest w podrozdziale O5.1 z monografii [1/4].

#4. Kręgi zbożowe i lądowiska UFO z Nowej Zelandii:

       Nowa Zelandia jest doskonale znanym krajem gdzie UFO grasuje zupełnie swobodnie. Wystarczy wszakże przypomnieć w tym miejscu słynny na całym świecie film jaki uchwycił jarzący się wehikuł UFO ponad miejscowoscią Kaikoura (jedna klatka z owego filmu pokazana została w monografii [1/4] jako rysunek P23). Na przekór że niezliczeni pseudo-naukowcy starali się zdyskredytować ważność tego filmu, do dzisiaj im się to nie udało. Faktycznie też jeśli ktoś chce zobaczyć UFO, wówczas ma najwiekszą szansę właśnie w Nowej Zelandii. Od kiedy mieszkam w Nowej Zelandii, widuję wehikuł UFO średnio co jakieś 6 lat. Najważniejsze ze swoich własnych obserwacji UFO opisałem w podrozdziale VB4.1 z monografii [1/4] dostępnej nieodpłatnie za pośrednictwem niniejszej strony internetowej. Oczywiście, kiedy wehikuły UFO nalatują na Nową Zelandię, lądują one także na ziemi. Dlatego, jeśli ktoś wie za czym się rozglądać, może znaleźć takie lądowiska UFO niemal przy każdym budynku rolniczym z Wyspy Południowej Nowej Zelandii (na Wyspie Północnej roślinność jest znacznie bardziej witalna, lądowiska UFO nie rzucają więc się tam już tak w oczy). Rysunek 4 pokazuje jak owe lądowiska UFO wyglądają.
* * *
Lądowiska UFO są objaśnione w większej liczbie szczegółów w podrozdziale O5.1 z monografii [1/4]. Są tam także zilustrowane ich liczne przykłady.

#5. Latające kule światła:

       Kule te są ogromnie niezwykłym zjawiskiem. Widoczne są one gołym okiem. Zwykle mają wielkość piłki ping-pongowej, oraz wyglądają jak okrągłe lampy fluorescencyjne które jarzą się upiornym białym światłem jakby księżyca. Pojawiają się jednak też raporty o kulach nieco większych rozmiarów, jakie mają wielkość typowej piłki. Kule te są w stanie przelatywać przez szyby i obiekty stałe, bez uczynienia szkody tym obiektom lub sobie. Raportowane mi było, że wlatywały one do środka zamknietego samochodu, a także do środka zamkniętego namiotu. Jak dotychczas spotkałem się z raportami jakie opisywały obserwacje owych kul w kraterze Tapanui (tj. w tym opisanym powyżej, w którym stos 7 wehikułów UFO eksplodował w 1178 roku), oraz w Coromandel. W kraterze Tapanui pojawiają się one nocami relatywnie często. Właściciel tego krateru widział je wiele razy. Także grupa badaczy z "Unexplained Phenomena Research Society" zarejestrowanego w Dunedin, która zdecydowała się zaobozować w tym kraterze przez noc aby je zobaczyć, faktycznie została "wypędzona" z krateru przez owe kule w samym środku nocy, ponieważ owe upiornie jarzące się obiekty zaczęły ich terroryzować poprzez wlatywnie do ich namiotu.
* * *
       Poniżej przytaczam cytat listu datowanego 6.1.97 który otrzymałem od jednej z czytelniczek moich publikacji. Zawiera on najlepszy opis owych jarzących się kul światła jakie napotkałem w dotychczasowych badaniach. (Oto treść tego cytatu w moim swobodnym tłumaczeniu z angielskiego:)
       "Właśnie teraz sobie uświadomiłam że niektórzy z moich przyjaciół opowiadali jakieś kilka lat temu, że wybrali się do krateru Tapanui i obeszli go naokoło wzdłuż jego obrzeża, (dla jakiego powodu? Nie byłam w stanie wydobyć od nich żadnego wyjaśnienia o czym jest to wszystko - dopiero teraz zaczynam to rozumieć!) Ja sądziłam że jest to jakiś zwariowany pomysł związany z tą 'grypą Tapanui' która szerzy się tam naokoło, oraz zastanawiałam się dlaczego u licha chcieli oni abym wybrała się tam z nimi! Pamiętam jak opowiadali mi coś na temat świateł (Ty wspominasz że wykazują one 'inteligencję') zaś ja im powiedziałam że wcale nie muszą wybierać się aż tak daleko aby znaleźć ten rodzaj zjawiska, chociaż te światła jakie ja sama widziałam były definitywnie inteligentne, jednak wcale nie tak małe jak piłki golfowe. Jeśli o mnie chodzi, to uważam że jest wystarczająco wiele do zobaczenia tutaj na górze bez wybierania się na południe, a także aby być szczególnie ostrożnym wobec 'Strażnika' przed którym moja matka ostrzegała mnie kiedy jeszcze byłam nastolatką, plus inni ze starszyzny aż do ostatnich czasów kiedy byłam wystarczająco do nich blisko a także następnego dnia ówczesna Rangatira Wahine powtarzała mi ostrzeżenie abym nigdy nie podążała za wabiącymi ogniami 'Strażnika' ponieważ nigdy bym już nie wróciła, było to jakieś 5 - 6 lat temu. Inne światła, złote jarzące się sfery wielkości około piłki do siatkówki jakie rozsiewają jasne złotawe promieniowanie rozświetlając w środku cały dom w którym wówczas się zatrzymałam były znacznie bardziej interesujące. Ja słyszałam o nich wcześniej oraz że to był nasz gospodarz który je widział, jednak każdy się z nim drażnił i twierdził że wypił on zbyt wiele 'Waipiro' jako że był on dosyć rozsmakowany w swoim piwie. Jednak one istnieją, tak jak je opisałam. Nie mogłam spać owej nocy i odnotowałam jasność bijącą ze stołowego za drzwiami, wyglądnęłam więc przez firanki aby zobaczyć urzekający widok. Nie byłam w stanie dobudzić się swojej koleżanki, aby patrzyła wraz ze mną, dlatego sama wstałam z łóżka i zakradłam się do framugi drzwi w stołowym, ukrywając się w cieniu przejścia, oraz mając wspaniały widok na owe jarzące się sfery - i to wszystko jest prawda! Bawiąc się w przeskakiwanie siebie nawzajem jak żaby, oraz skacząc w dół wzgórza, poprzez bagno, aż do wody zatoki i jakieś 10 stóp od ściany domu, wszystkie przez jakiś czas podążały wzdłuż linii płotów, skacząc wzdłuż wierzchołka płotu z jednej sztachety na drugą potem na słupek, potem ponownie w najbardziej dzecinną zabawę jaką kiedykolwiek mógłbyś zobaczyć! Kontynuowały tak aż minęły nasz budynek i trochę dalej, potem zaś wróciły ponownie, czasami skacząc jedna na grzbiet drugiej. Pechowo tak byłam zaintrygowana że stopniowo wychyliłam się zbyt mocno ze stołowego i mnie w końcu zobaczyły - natychmiast (a było ich co najmniej dwa tuziny) wszystkie ich światła wygasły równocześnie, nawet tych jakie były dosyć daleko, było to urzekające - jakbym to ja właśnie wyłączyła przycisk światła! Nagłość tego wygaszenia była dosyć szokująca, niemal teatralna! Gdybyśmy znajdowali się w zabudowanej przestrzeni wówczas bym posądzała że ktoś, w jakiś sposób wyprawia na nas sztuczkę, jednak nie znajdowaliśmy się w widoku żadnego innego zabudowania za wyjątkiem tych po drugiej stronie zatoki, jako że Haurakei Gulf rozciągał się przed frontem naszego budynku, z prawej strony było strome, porosłe rodzimą puszczą wzgórze, jakieś sto metrów z tyłu znajdowały się bezludne wzgórza 200 - 300 stóp wysokie pokryte dziewiczą puszczą jaka zaczynała się natychmiast za drogą która wspinała się wzwyż do przełęczy, podczas gdy pozostała strona zajmowana była przez wybrzeże zatoki morskiej. Dla mnie owo miejsce było najbardziej dezorientującym w jakim przebywałam w całym swoim życiu, słońce nie wznosiło się tam gdzie by się go spodziewało, zaś zachodziło w miejscu jakiego nie dało się zrozumieć? Zmuszona byłam odwoływać się do mapy drogowej aby zrozumieć dokładnie gdzie się znajduję, a przecież wcale nie jestem nienawykła do lasu, jednak tutaj?! Aby jednak kontynuować opowiadanie o owych światłach, to ciągle patrząc przez boczne okno na drugą stronę bagna i w kierunku wzgórza po prawej stronie, zostałam zaszokowana zobaczeniem zimnego, białego, nie jarzącego się swiatła jakby lampy 'Strażnika' który się pojawił, jakie świeciło przez około 2 - 3 sekundy, potem się wyłączało, zaś po krótkiej chwili pojawiało się ponownie, wabiąc mnie abym podążyła za nim i go znalazła. Wyglądało ono tak blisko, że nawet sprawdziłam teren i zaplanowałam swoją drogę aż do jakiejś jednej trzeciej wysokości wzgórza, jednak wiedząc doskonale że gdybym podeszła do niego bliżej wówczas by się odsunął dalej aż, jak wszystkie przypadki o jakich słyszałam nam to potwierdzają, osoba która go ściga całkowicie się zgubi. Istnieją legendy o tych co go ścigali, itp."
       Odnotuj że powyższy cytat potwierdza iż owe kule światła wykazują inteligencję a nawet lubią się "zabawiać". Potwierdza on także że są one doskonale znane przez lokalny folklor nowozelandzki.
Rys. 5.

Rys. 5: Tajemnicze kule kamienne jakie powtarzalnie pojawiają się na powierzchni pastwisk Nowej Zelandii. Są one niemal dokładnie okrągłe. Ujawniają regularną siatkę pod powierzchnią, jaka sugeruje że są one wytwarzane w przemysłowy sposób. Okoliczności w jakich lokalni farmerzy je znajdują sugerują, że kule te "spadają z nieba". Jak narazie nie spotkałem się jednak z raportem kogoś kto faktycznie zaobserwowałby moment ich upadku z nieba. Powyższe dwie kule należą do grupy około ich tuzina, jakie znalezione zostały około 1983 roku na jednym z pastwisk w okolicach Invercargill. Jednak w zbliżonym czasie byłem też kontaktowany przez kogoś z wybrzeża zachodniego Nowej Zelandii (tzw. "West Coast"), kto znalazł ich kilka na swoim ogrodzie.


#5.1. Podobne kule światła widziane są też w innych krajach:

       Obserwacje owych dziwnych latających kul światła nie są ograniczone wyłącznie do Nowej Zelandii. Podobna pojedyńcza kula zimnego światła jest widywana na stokach Babiej Góry w Polsce. Istnieje tam nawet lokalna legenda stwierdzająca że owa kula światła pilnuje skarbu zbójeckiego ukrytego na zboczach owej góry. Z tego powodu owa polska kula światła nazywana jest "Strażnik". Polskie legendy stwierdzają na jego temat, że osoba która stara się odnaleźć ów skarb zbójecki, będzie przez tego strażnika zwodzona tak długo, aż zagubi się na śmierć. Więcej na temat owej polskiej kuli światła zawarte jest w moim traktacie [4b]. Co mnie w tym wszystkim najbardziej intryguje, to że folklor maoryski z Nowej Zelandii nie tylko nazywa ową kulę światła tą samą nazwą "Strażnika" co folklor z Polski, ale również opisuje w taki sam sposób jej zwyczaj powodowania śmiertelnego zagubiania się ludzi.
       Podobne jarzące się kule są widywane jak wzlatują one z wód rzeki Mekong, na granicy Tailandii i Laosu. Lokalnie są one tam znane pod nazwą Naga Fireballs. Najwięcej ich daje się zobaczyć koło świątyni buddyjskiej w Phon Phisai, około 40 kilometrów od północnego miasta tailandzkiego "Nong Khai". Owe kule światła zdają się tam pojawiać ogromnie regularnie w październiku każdego roku nocą przy pełni księżyca. Ich krótki opis zawarty jest w artykule gazetowym o tytule "Goodness gracious, great balls of fire" opublikowanym na stronie C10 z wydania datowanego 7 December 2003 nowozelandzkiej gazety Sunday Star - Times.
* * *
       Istnieje wiele spekulacji na temat czym właściwie są owe upiornie jarzące się kule. Dominująca opinia jest, że posiadają one charakter duchowy i reprezentują duchy tych co umarli w wyniku eksplozji Tapanui (opisywanej powyżej). Jednak ja osobiście jestem raczej przekonany, że owe jarzące się kule to sterowane komputerowo miniaturowe UFO-sondy, jakie latają bardzo wolno w telekinetycznej konwencji działania. Dzisiejsza UFOlogia nazywa owe UFO-sondy z użyciem niefortunnej nazwy rods - co oznacza "pałeczki" (taka dziwna nazwa została im przyporządkowana, ponieważ kiedy są one fotografowane podczas szybkiego lotu, wówczas na zdjęciach wyglądają jak wydłużone, upiornie jarzące się pałeczki). Więcej informacji na temat owych "rods" (tj. bezzałogowych, miniaturowych sond UFO) można znaleźć na stronie internetowej telekinesis.50megs.com a także w podrozdziale U3.1.2 monografii [1/4].

Rys. 6

Rys. 6. Tak oto wygladaja stare klody szlachetnych drzew zwanych totara, jakie powykorzeniane byly w 1178 roku przez podmuch eksplozji Tapanui. Na przekor powierzchni faktycznie wygladajacej na ich wiek, w srodku maja one twarde i zdrowe szlachetne drewno czerwonego koloru. Jakosc tego szlachetnego drewna jest jeszcze wyzsza niz drewno debowe z Europy. Miejscowi przedsiebiorczy rzemielsnicy uzywaja to szlachetne drewno do wytaczania najrozniejszych pamiatek wysoce cenionych przez turystow z powodu ich piekna. Aby pokazac jak owo zdrowe czerwone drewno wyglada, usunalem fragment powierzchni z przedniej czesci powyzszej klody. Zauwaz, ze poza owa kloda widoczny jest fragment okreznej krawedzi nieco odstajacej z poziomu pastwiska. Wglebienie jakie owa krawedz otacza, to wlasnie krater Tapanui. Powyzsza stara kloda drzewa totara zwykla lezec jedynie okolo 400 metrow od krawedzi tego krateru.

#6. Drzewa jakie pamiętają czasy Jezusa:

       W 1178 roku potezna eksplozja kolo Tapanui wykorzenila drzewa, z jakich niektore juz wowczas liczyly ponad 1000 lat. Drzewa te w przewazajacej czesci byly slynnymi w Nowej Zelandii szlachetnymi drzewami totara, jakie rozna bardzo wolno. Faktycznie to drzewo totara o okolo 1 metra srednicy przed eksplozja Tapanui musialo rosnac ponad 1000 lat. Niektore z tych drzew wywroconych w 1178 roku przekraczaly 2 metry srednicy. To zas oznacza, ze byly one juz spore kiedy Jezus przebywal na Ziemi. Po ponad 850 latach lezenia martwymi, drewno z tych drzew (obecnie wiec majace ponad 2000 lat) jest ciagle tak twarde, ze lokalni przedsiebiorczy rzemielsnicy uzywaja je dla wytaczania i rzezbienia. Zwykle wykonuja z nich najrozniejsze pamiatki dla turystow. Stad jesli ktos ma wystarczajaco szczescia aby natrafic na takiego przedsiebiorczego rzemielsnika, wowczas za kilka dolarow moze kupic sobie pamiatke wykonana z drewna jakie pamieta czasy Jezusa. Jednak nawet jesli ktos nie kupi sobie takiej pamiatki, ciagle powinien przygladnac sie dobrze owym starym drzewom totara z nowozelandzkiego krajobrazu, poniewaz zamrozone w nich jest wiele historii i zaskakujacych zdarzen - po szczegoly patrz strona oznaczona w menu Tapanui.

#7. Gigantyczne mutacje stworzeń zamieszkujących Nową Zelandię:

       Podczas eksplozji Tapanui cala powierzchnia Nowej Zelandii zostala skazona telekinetycznie. Owe telekinetyczne skazenie zawarte jest w glebie Nowej Zelandii do dzisiaj. Ma ono ta niezwykla zdolnosc, ze wyzwala gigantyczne mutacje organizmow zywych. Dlatego najrozniejsze organizmy jakie zamieszkuja Nowa Zelandie od czasu do czasu mutuja do gigantycznych rozmiarow. Stad kiedy ktos przebywa w Nowej Zelandii, moze sie tam spotkac z takimi ogromnymi mutacjami. Najslynniejsze i naczesciej spotykane z nich sa liczne mutacje super-ptaka Moa. Jedna z jego mutacji wyrastala do rozmiaru zyrafy. (Moa normalnego rozmiaru sa wielkosci indyka.) Ptaki te moga byc ogladane w praktycznie kazdym muzeum z terenu Nowej Zelandii. Mutacje innych organizmow moga byc ogladane glownie w gazetach, jako ze muzea nie sa zainteresowane w ich eksponowaniu. Przykladem takich mutantow pokazywanych glownie w gazetach, moze byc gigantyczny rak pokazany na rysunku 7a, czy gigantyczne grzyby "purchawki" ("puff-balls") jakich kolorowa fotografia jest pokazana na rysunku 7b. (Opis owych "purchawek" publikowany byl w artykule "Sprouting puff-balls" z nowozelandzkiej gazety z Dunedin o nazwie Otago Daily Times wydanie datowane w czwartek (Thursday), 26 marca 1998 roku, strona 11, sekcja "Regional News". Artykul ten ciagle jest dostepny "on line" na stronie internetowej owej gazety.) Pamietam tez ze wkrotce po moim przybyciu do Nowej Zelandii w 1982 roku, jakas gazeta (bodajze byla to "The Press" z Christchurch) opublikowala fotografie jadalnego grzyba wielkosci doroslego czlowieka. Ow rodzaj grzybow rosnie rowniez w Polsce, gdzie nazywany jest "prawdziwek". Znam go doskonale bowiem jako maly chlopiec zbieralem go bardzo czesto. Maksymalny rozmiar jaki osiaga on w Polsce wynosi okolo 30 cm wzrostu. Stad ow nowozelandzki gigant byl okolo 6 razy wiekszy niz normalnie. Mechanizm jaki powoduje owe gigantyczne mutacje organizmow zywych opisany jest dosyc dokladnie w podrozdziale JE9.3 z monografii [1/4].
* * *
       W mojej prywatnej opinii, temat gigantycznych mutacji z Nowej Zelandii, zamiast bycia wyciszanym, powinien byc pilnie badany. Jest tak poniewaz wlasnie obecnie nasza planeta przechodzi przez goraczke inzynierii genetycznej ("genetic engineering" lub "GE"). Chodzi bowiem o to, ze gigantyczne mutacje z Nowej Zelandii moga ukrywac wskazowki co nas czeka w przyszlosci jesli pozwolimy aby GE dziko rozprzestrzeniala sie po naszej planecie jak nieposkromiony pozar.
Rys. 7a.

Rys. 7a: Gigantyczny mutant raka lokalnie nazywanego "packhorse crayfish". Wazy on 6.3 kilograma i mierzy 1.34 metra dlugosci (normalnych wymiarow rak tego gatunku jest okolo 10 razy mniejszy). Zostal on zlapany przez Mr Brian Hoult z Hikurangi, kolo Three Mile Reef w morze od Bream Bay, na polnoc od Whangarei krotko przed 27 wrzesnia (September) 2003 roku. Opisy tego raka, ilustrowane powyzsza fotografia, najpierw opublikowane byly w gazecie The Northern Advocate (P.O. Box 210, Whangarei, New Zealand) ktory posiada prawa copyright na powyzsze zdjecie. Ja zas znalazlem je w artykule "Monster crayfish could be 100" jaki pojawil sie w innej nowozelandzkiej gazecie The Dominion Post, wydanie z soboty, 27 wrzesnia (Saturday, September 27), 2003 roku, strona A9. Powyzszy gigantyczny rak jest tylko pojedynczym przykladem z ogromnej liczby gigantycznych mutacji jakie bez przerwy pojawiaja sie w Nowej Zelandii z powodu telekinetycznego skazenia terenu spowodowanego eksplozja Tapanui z 1178 roku. Poniewaz sprawa inzynierii genetycznej - Genetic Engineering (GE) staje sie tak palaca ostatnio, w mojej opinii owa sprawa gigantycznych mutacji nowozelandzkich powinna byc pilnie badana.

Rys. 7b.

Rys. 7b: Fotografia gigantycznych grzybow popularnie nazywanych "purchawkami". Byla ona opublikowana w doskonalej gazecie nowozelandzkiej z Dunedin o nazwie Otago Daily Times wydanie datowane w czwartek (Thursday), 26 marca (March) 1998 roku, strona 11, sekcja "Regional News". Gazeta Otago Daily Times jest wlascicielem praw copyright do powyzszego zdjecia. Odnotuj ze owa gazeta posiada doskonale utrzymywana strone internetowa jaka udostepnia wszystkie jej dawne artykuly poczawszy od 1 lipca (July) 1997 roku. Powyzszy artykul, ale bez zdjecia, jest wiec dostepny "on line" na owej stronie internetowej.
Rys. 8a.

Rys. 8a: Gigantyczna matwa (po angielsku "squid") zlapana w nowozelandzkich wodach. Powyzsza fotografia pochodzi z artykulu "Tales of cannibalism from the deep sea" (tj. "Wiesci o kanabilizmie z glebin morskich"), jaki pojawil sie na stronie A15 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie ze srody, 8 pazdziernika (October) 2003 roku. Owa gazeta The Dominion Post jest tez wlascicielem copyrights do powyzszego zdjecia. Pokazana tutaj mątwa jest okolo 10 metrów długa, zaś jej ostre szpony w przeciągu sekund potrafią rozedrzeć na strzępy ciało człowieka.


Rys. 8b.

Rys. 8b: Gigantyczny pstrąg tęczowy z Nowej Zelandii. (Copyright The Press, Christchurch, New Zealand.) Był on 1.02 metra długi, ważyl 17.5 kg, oraz nieoficjalnie został uznany za światowy rekord. Został on złapany w Kanale Tekapo, przez Pana Tony Washington, z Geraldine, New Zealand. Powyższa fotografia pochodzi z artykułu "Fisherman angling for a world record" ("Rybak złapał światowy rekord") pochodzący ze strony A4 nowozalandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku, 18 November 2003. Jednak ów artykuł bazował na podobnym artykule o tytule "Record Fish hooked on a reel-in" ("Rekordowa ryba złapana na wędkę") jaki pojawił się na pierwszej stronie z wydania datowanego November 18, 2003 gazety z Christchurch nazywającej się The Press, której reporter wykonał powyższą fotografię. Stąd owa The Press posiada też prawa copyright do powyższego zdjęcia. Omawiane artykuły stwierdzają, że poprzedni rekord światowy dla pstrąga tęczowego wynosił 17 kg, oraz że był on złapany w dokładnie tych samych wodach co powyższy. Z kolei na stronie A8 wydania gazety nowozelandzkiej The Dominion Post, datowanego we wtorek, 2 grudnia 2003 roku, fotografia gigantycznego brązowego pstrąga (brown trout) jest publikowana pod tytułem "Tukituki titan". Dane na temat jego wagi lub wymiarów nie zostały tam podane. Jednak szacując z porównania go do osoby która go trzyma, jest on co najmniej wielkosci pstrąga pokazanego na powyższej fotografii, jeśli nie nawet większy. Kolorowa fotografia i dane jeszcze innego ogromnego pstrąga tęczowego, opublikowane zostały w artykule "Farmed trout" z nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku, dnia 27 grudnia (Tuesday, December 27), 2005 roku, strona A2. Pokazany tam pstrąg miał 12 kilogramów wagi, zaś jego całkowita długość wynosiła około 82 cm.
      Aby uświadomić sobie jak gigantycznych rozmiarów jest ów pstrąg pokazany na powyższym "Rys. 8b", wystarczy wspomnieć że w 2003 roku najmniejsza długość pstrąga ciągle dozwolona do łapania przepisami "Fish and Game New Zealand" wynosiła 30 cm (co nadaje takiemu pstrągowi wagę mniejszą niż 0.5 kg). To zaś oznacza, że powyzszy gigant był ponad 3 razy dłuższy od takiego minimalnego dorosłego pstrąga, oraz ponad 35 razy cięższy od niego. Odnotuj że owa minimalna długość ryb jest zawsze tak definiowana przez naukowców i prawników, aby opisywała ona typowego dojrzałego dorosłego osobnika, jaki miał już możliwość wytarcia się i wyprodukowania następnej generacji. Gdyby więc powyższe różnice wielkości i wagi pstrągów odnieść do ludzi, oznaczałoby to znalezienie w Nowej Zelandii ludzkiego giganta, który jest ponad 3 razy wyższy od typowego dorosłego człowieka (czyli ma wzrost około 5 metrów), oraz czyja waga przekracza około 35 razy wagę typowego dorosłego człowieka (czyli wynosi ponad 2.8 tony). Aby było dziwniej, zgodnie z legendami koło Timaru w Nowej Zelandii zwykł istnieć szczep tego typu ludzkich olbrzymów. Był on nazywany "Te Kahui Tipua".
      W tym miejscu warto dodać, że angielskojęzyczne wyrażenie "catch 30 pounder" (tj. "złapać 30-to funtowca") jakie bezpośrednio referuje do złapania pstrąga o wadze 30 funtów, lub więcej, w rzekach Szkocji, w dawnym języku angielskim stanowiło symbol niemożliwości. Jedynie ostatnio zostało ono zastąpione powiedzeniem "pigs could fly" (tj. "świnie mogłyby latać") które jest najnowszym symbolem niemożliwosci.
      Tzw. "sceptycy" skonfrontowani ze zdjęciem powyższego pstrąga prawdopodobnie zignorują wyjaśnienie, że to telekinetyczne skażenie naturalnego środowiska Nowej Zelandii, tj. produkt uboczny eksplozji Tapanui, spowodowało wzrost takich gigantycznych organizmów. Prawdopodobnie by też argumentowali, że ryby rosną podczas całego życia. Jeśli więc da im się wystarczająco dużo czasu i wystarczająco dużo pokarmu, wówczas mogą osiągnąć dowolny rozmiar. Aczkolwiek musimy zgodzić się z takimi argumentami w odniesieniu do niektórych ryb, nie mogą one być ekstrapolowane do innych gigantycznych stworzeń Nowej Zelandii. Dla przykładu, nikt nie może argumentować, że jeśli weźmie się młodego indyka, da mu pod dostatkiem jedzenia i pozwoli mu się rosnąć dowolnie długo, wówczas osiągnie on wielkość nowozelandzkiego super-ptaka Moa. (Oryginalna wielkość tzw. "bush Moa" z jakiej wszelkie olbrzymie Moa potem się wymutowały, była właśnie wielkości indyka.) Z kolei istnieje na tyle wiele odmiennych gatunków stworzeń wyrastających w Nowej Zelandii do gigantycznych rozmiarów, że musi w tym kryć się "coś wiecej" niż zwykły przypadek. Moja teoria o telekinetycznym skażeniu Nowej Zelandii, jakie po raz ostatni na masywną skalę miało miejsce w 1178 roku podczas eksplozji UFO koło Tapanui, jak dotychczas jest jedyną teorią naukową która wyjaśnia czym właściwie jest owo "coś więcej". Ponadto owa teoria posiada potwierdzenie w najróżniejszym empirycznym materiale dowodowym, dla przykładu w ponad 12 razy wyższym i szybszym wzroście roślin na byłych lądowiskach telekinetycznych UFO.

#8. Ludzkie giganty:

      Nowozelandzka gazeta o nazwie Timaru Herald, w swoim wydaniu datowanym 24 lutego 1875 roku, strona 3, pisze co natepuje, cytuje:
      "Odkrycie resztek ludzkich. Bardzo duzy szkielet zostal znaleziony wczoraj jakies 7 stop pod powierzchnia piasku na polwyspie rzeczki Saltwater Creek. Pan Bullock, woznica, podczas gromadzenia piasku dla potrzeb budowlanych, wpadl na ten relikt przeszlych wiekow i przywiozl fragmenty do miasteczka. Mielismy mozliwosc ich przegladniecia, i zostalismy uderzeni przez ich symetrie nie mniej niz przez ich ogromne rozmiary. Wygladaja jak nalezace do osoby gigantycznych rozmiarow; jednak jak narazie sa niekompletne co czyni trudnym wyznaczenie wymiarow jego ciala. Kosci szkieletu sa bardzo rozlozone, fakt jaki rozpatrywany w powiazaniu z suchoscia miejsca w jakim zostal znaleziony, prawdopodobnie sugeruje jego znaczny wiek. Powinnismy miec wiecej do powiedzenia na temat tego interesujacego odkrycia w naszym nastepnym wydaniu."
      (W oryginale angielskojęzycznym: "Discovery of Human Remains. A very large skeleton was found yesterday, about 7 feet below the surface of the sand on the Saltwater Creek spit. Mr Bullock, the carter, in removing some sand for building purposes, dropped across this relic of a past age and brought the fragments to town. We have had an opportunity of inspecting them, and were struck by their symmetry no less than their great size. They appear to have belonged to a man of gigantic statue; but are so far incomplete as to render it difficult to ascertain the dimensions of his frame. The bones are much decayed, a fact which taken in connection with the dryness of the situation where they were found, probably indicates for them a great antiquity. We shell have some more to say about this interesting discovery in our next issue.")
      Ja badalem sprawe owego ludzkiego giganta kiedy w latach 1999 do 2001 zatrudniony bylem w Timaru. Wyniki tamtych swoich badan opublikowalem w rozdziale B traktatu [7/2]. Zgodnie z tamtejsza miejscowa tradycja slowna, szkielet tego giganta byl szacowany jako nalezacy do osoby okolo 8 metrow wysokiej. Mial on tak ogromna czaszke, ze normalna ludzka czaszka calkowicie sie miescila w jego ustach. Nalezal on do tajemniczego szczepu miejscowych gigantow, jaki przez Maorysow nazywany byl Te Kahui Tipua. Szczep ten zamieszkiwal okolice Timaru az do okolo 18 wieku. Liczne szkielety owych gigantow z Timaru zostaly odkryte, jednak wkrotce potem znikaly one w tajemniczych okolicznosciach. Najbardziej ostatnie odkrycie dwoch takich gigantycznych szkieletow ludzkich mialo miejsce w latach 1960tych, w obszarze Timaru nazywanym "Maori Park". Miejscowa gazeta Timaru Herald, takze rozpisywala sie szeroko na ich temat, zas wielu miejscowych ludzi ciagle pamieta tamte opisy. Niestety, ja nie bylem w stanie pozwolic sobie na wklad pracy dlugotrwalego poszukiwania jaki byl wymagany dla znalezienia szczegolow wydawniczych oryginalnych artykulow na ich temat. Wkrotce po odkryciu, jak wszelkie inne szczatki nowozelandzkich gigantow, takze i te zniknely w tajemniczych okolicznosciach. Obecnie nikt nie potrafi wskazac co z nimi sie stalo. Ja podjalem wysilek przesledzenia dalszego losu giganta opisanego w powyzej cytowanym artykule z 1875 roku. Kiedy jednak bylem bardzo bliski odnalezienia osoby ktora posiadala ogromna dolna szczeke owego giganta jako rodzaj makabrycznej pamiatki, niespodziewanie zostalem usuniety z pracy w Timaru i zmuszony zostalem do przeniesienia sie do innej miejscowosci aby zarobic na swoj chleb codzienny. Wyglada wiec, ze owa sekretna czarna moc jaka zniewala nasza planete i o jakiej pisze na stronie internetowej ufo_pl.htm, nie zyczy sobie abysmy dowiedzieli sie czegokolwiek na temat istnienia ludzkich gigantow w Timaru.
      Dzisiejsza medycyna uznaje az kilka odmiennych powodow, dla jakich ludzie moga wyrastac na gigantow. Wsrod tych trwala telekinetyzacja nie jest jednak uznawana. Istnieje jednak jeden rodzaj empirycznego materialu dowodowego, ktory wskazuje wlasnie trwala telekinetyzacje jako powod dla mutowania sie ludzkich gigantow w Nowej Zelandii. Dowodem tym jest empiryczne odkrycie dawnych Maorysow (przekazywane nam w formie ich tradycji slownej), ze jesli szczatki ludzkiego giganta pochowane sa w ich ogrodkach warzywnych, wowczas warzywa rowniez wyrastaja do gigantycznych rozmiarow. (Wlasnie z powodu owego empirycznego odkrycia, starozytni Maorysi zwykli zakopywac fragmenty ludzkich gigantow w ich ogrodkach warzywnych.) Najbardziej istotny w tym odkryciu jest mechanizm za uzyciem jakiego zdolnosc do wyrastania do gigantycznych rozmiarow jest przenoszona z resztek ludzkich gigantow na warzywa. Jesli bowiem dany ludzki gigant wyrosl z powodu jakiejs choroby, wowczas jego resztki nie bylyby w stanie wzbudzic wzrostu gigantycznych warzyw. Jednak jesli dany ludzki gigant byl gigantem z powodu trwalego natelekinetyzowania, wowczas natelekinetyzowane pierwiastki zawarte w jego ciele zostalyby zaabsorbowane przez warzywa, indukujac w nich rowniez wzrost do gigantycznych rozmiarow. To zas oznacza, ze istnieje empiryczny material dowodowy, jaki wskazuje na wyrastanie ludzkich gigantow wlasnie z powodu trwalego natelekinetyzowania ich cial. Wiecej na temat trwalej telekinetyzacji mozna znalezc w podrozdzialach NB1 i NB2 z tomu 11 monografii [1/4].

#9. Kamień jaki podobno wędruje:

       Istnieje spory kamien kolo miejscowosci Atiamuri na Wyspie Polnocnej Nowej Zelandii. Pokazuje go zdjęcie z rysunku 9. Jest on otoczony licznymi legendami. Jest takze przedmiotem kultu dla miejscowych Maorysow. Maorisi ci modla sie do owego kamienia, oraz skladaja mu liczne ofiary. Kamien odwzajemnia ich modly poprzez dokonywanie licznych uzdrowien oraz poprzez przynoszenie szczescia tym co o nie prosza. Pod tym wzgledem ow kamien zachowuje sie dokladnie tak jak slynne drzewa z Malezji zwane Datuk jakie zilustrowane sa i opisane na stronie internetowej ufo_pl.htm, jak slupy totemowe z Borneo o ktorych pisze w podrozdziale I6.7 oraz I5.1 monografii [1/4], a takze jak figura Matki Boskiej jaka kiedys istniala w zamku z Malborka w Polsce. (Owe malazyjskie drzewa "Datuk" uzdrawiaja i pomagaja lokalnym ludziom, dokonuja cudow, nie daje sie ich wyciac, itp. Podobnie zachowuja sie slupy totemowe z Borneo, a trakze posag Matki Boskiej z malborka w Polsce.) Ja swego czasu badalem kamien z Atiamuri, oraz stwierdzilem ze wykjazuje on dosyc niezwykle cechy. Dla przyklady zdaje on sie wydzielac jakis rodzaj promieniowania, poniewaz kiedy umiescilem na nim film do fotografii Roentgenowskich, ow film pokazal potem dziwne naswietlone wzory. Jest on takze namagnetyzowany (jego namagnetyzowanie daje sie wykryc za pomoca zwyklego kompasu).
* * *
       Najdziwniejsza jednak cecha kamienia z Atiamuri, to ze zgodnie z miejscowym folklorem kamien ten ma jakoby "wedrowac". Miejscowi ludzie twierdza, ze na jakims tam etapie zostal on odsuniety od krawedzi szosy, poniewaz wprowadza on dosyc powazne niebezpieczenstwo dla przjezdzajacych samochodow. Jednak podobno po przesunieciu powrocil on sam na poprzednie miejsce. Ludzie twierdza takze, ze amienia on ksztalt owej dziury w swoim boku (w dziure ta skladane sa ofiary Maorysow). Owa dziura podobno jednym razem jest calkowicie okragla, innym zas razem wydluzona jak muszla malzy.
Rys.9.

Rys. 9: Kamień który lubi spacerować. Oto ja, dr inż. Jan Pająk, zaś przez okres 2007 roku - Prof. dr inż. Jan Pająk, przy "chodzącym" kamieniu z Atiamuri. (Kliknij na to zjęcie aby je ogądąć w powiększeniu.) Kamień ten leży tuż przy krawedzi dosyc ruchliwej szosy. Wprowadza on znaczne ryzyko dla ruchu po tej szosie, jako że od czasu do czasu rozbijają się na nim samochody i giną ludzie. Nie można go jednak usunąć, bowiem jest on "świętym kamieniem" i przedmiotem kultu lokalnych Maorysów. Dokonuje on dla nich wielu cudów, podobnie jak czynią to świete drzewa Datuk z Malezji (opisywane i pokazane w punkcie #21 strony "ufo_pl.htm"), słupy totemowe z Borneo, czy zwykł kiedyś dokonywać posążek Maryi z Malborka. Dlatego co jakiś czas ponawiane są próby przeniesienia tego kamienia w miejsce nieco odleglejsze od szosy. Zgodnie jednak z lokalnym folklorem, po każdym takim przeniesieniu, kamień ten ma zwyczaj wybierania się na przechadzkę, wracając z powrotem na swe stare miejsce. Kiedy badałem ów kamień około 1990 roku, emitował on jakieś dziwne promieniowanie rejestrowalne na filmie fotograficznym. Wykazywał też spore namagnesowanie jakie było na tyle silne, że dawało się wykryć zwyczajnym kompasem.
       Nowa Zelandia nie jest jedynym miejscem na Ziemi w którym kamienie same zmieniają swoje pozycje. Innym takim miejscem, dosyć nawet sławnym, jest wysuszone dno jeziora zwane "Racetrack Playa", a położone w tzw. "Death Valley National Park", California, USA. Po płaskim jak stół błocie tego wysuszonego dna jeziora przemieszczają się kamienie zwane Sliding Rocks of Racetrack Playa. W 2007 roku dosyć dobrze ilustrowany artykuł na ich temat dostępny był w Intrernecie pod adresem geology.com/articles/racetrack-playa-sliding-rocks.shtml.
Rys. 10.

Rys. 10: Ogromny wąż dusiciel pyton uchwycony na zdjęciu wkrótce po tym jak zadusił on człowieka - "tapper'a" i przystępował do jego połknięcia. (Nazwa "tapper" przyporządkowana jest w Malezji do osób które spuszczają żywicę z drzew kauczukowych - pochodzi ona od angielskiego słowa "tap" czyli "spuszczać".) Powyższa fotografia ilustrowała artykuł "Python kills tapper" (tj. "Pyton zadusił tapper'a") jaki ukazał się na stronie 7 w Malezyjskiej gazecie The Sun, wydanie datowane 6 września (September) 1996 roku. W czasie kiedy owo zaduszenie człowieka przez ogromnego węża miało miejsce w Malezji, ja właśnie przebywałem w tamtym kraju. Przez więc spory czas owo zdjęcie odbierało mi smak na wybieranie się na wycieczki do tropikalnej dżungli, co przed tym nieszczęśliwym zdarzeniem było jednym z bardziej moich ulubionych zajęć ruchowych. Wcale nie odstraszało mnie wówczas, że tropikalna dżungla w Malezji