Mordercza zaraza przygotowywana ludzkości przez UFOnautów
(dwujęzycznie, po: angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)

Klikaj odnów jeśli tekst został ucięty

Ignoruj lub wydeletuj wszelkie błędy lub banery jakie będą starały się powstrzymać cię przed przeczytaniem tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Strona główna:)

Index

(Polskie tutaj:)

Plaga

Ludobójcy

Zło

O Bogu

UFOnauci

26ty dzień

Przepowiednie

UFO-chmury

Antychryst

Totalizm

Prawa moralne

Darmowa energia

Telekineza

O mnie

FAQ - częste pytania

Replikuj

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika tej strony

Monografia [1/4]: 1, 2, 3


(English here:)

Plague

Predators

Evil

About God

UFOnauts

26th day

UFO-clouds

Antichrist

Totalizm

Moral laws

Free energy

Telekinesis

About me

FAQ - questions

Replicate

Menu 2

Menu 4

Source replica of this page

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X


(По русски:)

Бог

Меню 2

Меню 4

Peпликa иcтoчникa этoй cтрaницы

Клавиатура


(Ελληνικά εδώ:)

Θεός

Επιλογές 2

Επιλογές 4

Αντίγραφο πηγής αυτής της σελίδας

Πληκτρολόγιο


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

Sprawdź też

(Po polsku:)

Darmowa energia

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Prawa moralne

Totalizm

Wehikuły czasu

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Tapanui

Nowa Zelandia

UFO

Chmury-UFO

Tornado

Huragany

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Zło

Antychryst

Bóg

Nirwana

Prawda

O mnie (Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Główna świń

Zdjęcia świń

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Wszewilki

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika strony menu

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X



Check also

(In English:)

Free energy

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Moral laws

Totalizm

Time vehicles

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Tapanui

New Zealand

UFO

Cloud-UFOs

Tornado

Hurricanes

Predators

26th day

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Evil

Antichrist

God

Nirvana

Truth

About me (Jan Pająk)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs Home

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Wrocław

Malbork

Milicz

Wszewilki

Better humanity

FAQ - questions

Replicate

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of page menu

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

No Figs [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

No Figs [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X



(Auf deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Seismographen

Moralische Gesetze

Totalizm

Malbork

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica Seite menu



(En français:)

Énergie libre

Telekinesis

Sismographe

Lois morales

Totalizm

Malbork

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de página menu



(En espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Sismógrafo

Leyes morales

Totalizm

Malbork

Nueva Zelanda

tornado

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de page menu



(In italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Sismografo

Leggi morali

Totalizm

Malbork

Circa me

Testo di [7]

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di pagina menu




(Οτα ελληνικά:)

Θεός

Επιλογές 2

Επιλογές 4

Αντίγραφο πηγής αυτής της σελίδας

Πληκτρολόγιο



Пpoвepкa тaкжe

(По русски:)

Бог

Торнадо

Меню 2

Меню 4

Peпликa иcтoчникa мeню cтрaницы

Клавиатура




Menu 3: (Alternatywne adresy internetowe tej strony, np.:)

antichrist.bz.tc

energia.sl.pl

extraordinary.biz.ly

hostultra.com/~wszewilki

god.lecktronix.net

god.20m.com

i.1asphost.com/1964

1970.netfirms.com

jan-pajak.com

milicz.fateback.com

www.totalizm.pl

ufonauci.w.interia.pl

anzwers.org/free/wroclaw

www.nrg.to/newzealand




Menu 4:

(Przesuwne)

(Oto wykaz
wszystkich moich stron
w zestawieniu językowym i przedmiotowym - w 6 językach, tj. polskim, angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim i włoskim.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.
(Zauważ że jeśli jakaś mroczna moc uniemożliwi wyświetlenie powyższego wykazu moich stron internetowych, wówczas wykaz ten możesz też wyświetlić odrębnie poprzez napisanie URL tej witryny zakończonego nazwą tej strony menu.htm - alternatywnie możesz zastąpic ostatni segment widoczny w okienku adresowym swojego browsera nazwą niniejszej strony /menu.htm)


Odrębna strona internetowa wyjaśniająca pochodzenie zła na Ziemi, stara się nam uświadomić, że w dalekim kosmosie mamy swoich bliskich krewniaków. Niefortunnie, wcale NIE możemy być z nich dumni. Faktycznie bowiem są oni "czarną owcą" ludzkiej rasy. Żyją z rozboju i rabunku, będąc rodzajem inteligentnych pasożytów. Właśnie w celu owego rozboju i rabunku przylatują często na naszą planetę. Niestety, zawsze po przylocie starannie się przed nami ukrywają. Wyglądają oni dokładnie tak jak my. Dlatego mieszają się z nami na ulicy i w naszych miejscach pracy, zaś my nie potrafimy ich odróżnić od siebie. Ponieważ uważają się za lepszych od nas, a także aby efektywniej nas rabować, wielu z nich zostaje naszymi przywódcami, przełożonymi w pracy, sławnymi i wpływowymi osobistościami, itp. To właśnie od nich bierze się wszelkie zło nękające ludzkość. Z powodu ich szatańskiej natury i złośliwości wobec ludzi, kiedyś nazywano ich "diabłami". W dzisiejszych czasach nazywamy ich "UFOnautami". Ci nasi kosmiczni krewniacy i pasożyci są tak zaawansowani technicznie, że swoimi urządzeniami mogą czynić się niewidzialni dla naszych oczu, przenikać przez mury, a nawet latać w powietrzu. Pod hipnozą uprowadzają oni nocami ludzi do UFO, gdzie systematycznie rabują ich ze spermy i ovule. Potem na swoich planetach hodują z tych ludzkich surowców biologicznych rodzaje niewolników, których UFOnauci nazywają "biorobotami", jednak które faktycznie są naszymi dziećmi. Ci ludzcy niewolnicy wykonują dla UFOnautów wszelkie brudne i ciężkie prace. Aby jednak rabunek spermy i owule pozostawał nieodnotowany przez ludzi, cywlizacja ziemska musi być utrzymywana przez UFOnautów na niskim poziomie rozwoju technicznego. Dlatego UFOnauci za wszelką cenę starają się zniszczyć naszą obecną, już dzisiaj zbyt dla nich zaawansowaną, cywilizację techniczną na Ziemi i spowodować powrót ludzkości na drzewa i do jaskiń. Religie prowadziły walkę z tym szatańskim najeźdzcą przez ostatnie co najmniej 2000 lat. Niestety walkę tą sromotnie przegrały. Najwyższy więc już czas aby ludzkość jako całość zbudziła się z dotychczasowego omamu i również włączyła się do aktywnej walki z tym diabolicznym najeźdzcą z kosmosu. Niniejsza strona stara się wskazać materiał dowodzący faktu, że jednym ze sposobów na jaki owi UFOnauci starają się wyniszczyć ludzkość, jest użycie broni biologicznej. Dlatego to właśnie owi szatańscy UFOnauci obecnie starają się spowodować na Ziemi światową epidemię morderczej "ptasiej grypy". (Poprzednio starali się oni wywołać wśród ludzi inne epidemie - po szczegóły patrz punkt #4 tej strony.) Nie mamy więc innego wyboru, a przed tymi skrytymi atakami UFOnautów musimy zacząć się bronić. W każdym odrębnym punkcie poniżej opisany jest kolejny aspekt biologicznego ataku UFOnautów na ludzkość, oraz naszej obrony przed tym atakiem. Kolejność poniższych opisów jest odwrotna do chronologicznej, tj. aspekty biologicznego ataku UFOnautów czasowo najbardziej ostatnie i aktualne skomentowane są na samej górze wykazu. Także rekomendowana kolejność czytania opisów tych aspektów jest poczynając od góry tej strony i od spraw najbardziej dzisiaj na czasie, stopniowo w dół tej strony czyli do spraw nieco już starszych.


#9. Jakie zapasy ludzie gromadzą dla przetrwania przez plagę "ptasiej grypy":

       W ostatnim tygodniu października 2005 roku w niemal każdej nowozelandzkiej gazecie znaleźć można było porady najróżniejszych ekspertów wyjaśniające jakie zapasy należy sobie przygotować w celu przetrwania przez nadchodzącą epidemię grypy. Chociaż więc w następnym punkcie #8 tej strony zawarłem wytyczne jak samemu wypracować dla siebie co należy sobie przygotować na czas owej plagi, najlepiej jeśli teraz wspólnie przyjrzymy co inni ludzie sobie przygotowują, lub co radzą innym przygotować (oraz dlaczego właśnie to a nie coś innego). Z kolei przyglądnięcie tego wykazu innych, być może natchnie nas samych na przygotowanie jeszcze czegoś o czym wcześniej zapomnieliśmy, a co może okazać się ważne.
       Warto tu także pamiętać, że przygotowanie np. do nadejścia plagi (zarazy) wcale zbytnio się nie różni od przygotowania się np. do nadejścia tornada, trzęsienia ziemi, czy powodzi. Stąd jeśli raz zrealizujemy opisane tutaj działania, praktycznie przez jakiś czas będziemy też przygotowani na wszystkie inne rodzaje niszczycielskich zjawisk, z jakich uderzeniem w każdym momencie czasu powinniśmy się liczyć w dzisiejszej sytuacji skrytego wyniszczania ludzkości przez UFOnautów.
       Punktem wyjściowym dla owych przygotowań jest kilka założeń z przewidywanego scenariusza zarazy, a także liczebność naszej własnej rodziny. (Wszakże zależnie od tego ilu nas mieszka w jednym domu, oraz jak długo przyjdzie nam przetrwać bez pomocy z zewnątrz, daje się wyliczyć ile nam potrzeba żywności, wody, gazu, paieru toaletowego, itp.) Ogólnie w gazetach i internecie zdaje się panować zgoda, że w przypadku zarazy trzeba się przygotowywać na jakieś 2 miesiące, czyli około 60 dni, całkowitego zamarcia życia publicznego. W przeciągu owych dwóch miesięcy najprawdopodobniej nie będzie nic działało, co znaczy że nie będzie elektryczności, wody, gazu, sklepy i instytucje będą pozamykane, radio ani telewizja nie będą nadawały, itp. Dopiero po upływie owych dwóch miesięcy, wszyscy ci co wcześniej zostali zarażeni i zdołali już wyzdrowieć, zaczną pomału przywracać normalny porządek rzeczy. (Wszakże jeśli ktoś wyzdrowieje z danej choroby, wówczas nie może się nią zarazić już ponownie. Dlatego ci co wyzdrowieli zaczną uruchamiać najważniejsze usługi publiczne, jak elektryczność, wodę, transport, radio, telewizję, sklepy, szpitale, grzebanie zmarłych, itp.) W naszych przygotowaniach powinniśmy więc nastawić się na przetrwanie bez pomocy z zewnątrz przez owe pierwsze około 60 dni zarazy. Oto co inni ludzie gromadzą lub doradzają zgromadzić w celu przetrwania tych pierwszych około 60 dni:
       (1) Fundusze. Należy być przygotowanym, że kiedy epidemia faktycznie wybuchnie, wówczas po pierwsze ludzi oganie panika, po drugie zaś zdarzenia zaczną przebiegać bardzo szybko. Dlatego warto mieć fundusze pod ręką aby szybko dokonać wówczas zakupów tego czego ciągle nam będzie brakowało (najlepiej aby było tego jak najmniej, bo w sklepach będą się wtedy działy drakońskie sceny). Wszakże banki mogą być oblegane, zaś karty kredytowe mogą przestać działać. Suma jaką warto mieć pod ręką na taką ewentualność powinna być rzędu tej wydawanej przez nas co najmniej na miesiąc wyżywienia (a nawet lepiej na dwa miesiące).
       (2) Żywność. Oto rodzaje żywności jakie inni ludzie gromadzą, albo radzą zgromadzić, wyszczególnione w kolejności jej istotności i przydatności (odnotuj że kluczem dla wyboru danego rodzaju żywności w tym przypadku jest jego możliwie najdłuższa żywotność):
       (2a) Ryż. Ze wszystkich rodzajów żywności jakie obecnie można sobie zakupić na wypadek zarazy, ryż zajmuje pierwsze miejsce. Powodem jest zapewne, że jest on relatywnie tani - każdemu daje się więc go zakupić wystarczającą ilość, można go przechowywać dowolnie długo, że można go jeść na wiele sposobów - nawet na surowo, że zastępuje on inne rodzaje żywności, oraz że sam jeden wystarczy do utrzymania nas przy życiu. Ludzie kupują go więc w dużych ilościach, zwykle w 10 lub 20 kg workach. Jeśli się spóźnimy z naszymi zakupami, a stąd ryżu już dla nas zabraknie, wówczas pamiętajmy, że istnieją też inne produkty nieco do ryżu podobne, a więc wszelkie kasze, fasole, a nawet surowe zboża - jak np. jęczmień. Kiedy bowiem zaraza uczyni nas naprawdę głodnymi, wszystko co jadalne a co mamy w domu może nas uratować przed koniecznością wyjścia z domów na ulice i załapania wirusa.
       (2b) Mąka, suche wyroby z mąki, jadalne zboża. Suche wyroby z mąki obejmują makarony, suchary, chrupki, crackers, itp. Z kolei wyroby zbożowe obejmują płatki owsiane, corn flakes, muesli, itp. Te wyroby zawsze są użyteczne w domu. Dają się długo przechowywać. Wiele z nich można zjadać na surowo. Dobrze więc posiadać ich spory zapas. Trzeba jednak pamiętać aby na dodatek do mąki kupić też suszone drożdże oraz proszek do pieczenia. Ponadto osobiście radziłbym zakupić nieco mąki krochmalowej. Ma ona bowiem własności lecznicze - np. leczy biegunki jak to opisane na stronie owoce tropiku. Ponadto jest ona składnikiem "nacierania mąką" opisanego w punkcie #6 tej strony. Z kolei jej własności lecznicze mogą okazać się wysoce przydatne w sytuacji gdy nasza lodówka ani kuchenka do gotowania mogą już nie pracować.
       (2c) Nabiał - mleko, jajka, sery, itp.. Mleko w proszku będzie nam zastępowało brak prawdziwego mleka gdyż można je długo przechowywać. Jeśli się da, warto też zakupić specjalne mleko w kartonach lub puszkach o długiej żywotności. (Np. mleko "long life - UHT" ma żywotność około połowy roku.) Ser i jajka też mają relatywnie długą żywotność, można więc przygotować sobie ich zapas.
       (2d) Konserwy (mięsne, rybne, owocowe, warzywne). Te zawsze są użyteczne w każdym domu, oraz można je dosyć długo przechowywać. Jeśli więc zakupimy takie ich rodzaje jakie najbardziej lubimy i typowo używamy, wówczas można je zgromadzić ze sporym wyprzedzeniem czasowym. Kupując konserwy warto też pamiętać o ręcznym kluczyku do ich otwierania.
       (2e) Cukry. Oprócz normalnego cukru, dobrze też zgromadzić nieco miodu, czekolady i cukierków.
       (2f) Tłuszcze (olej, margaryna, masło w puszkach, itp.). Konieczne są one dla pieczenia i jako dodatki do potraw.
       (2g) Sól, dodatki, przyprawy, itp.. Dobrze zgromadzić sobie też nieco większy niż normalnie zapas wszystkiego co typowo używamy do sporządzania naszych posiłków, a co daje się nieco dłużej przechowywać, a więc sól, przyprawy, herbatę, kawę, sproszkowaną śmietankę, itp.
       (2h) Suche wędliny oraz długo-trwające warzywa. Niektóre wysuszone wędliny i rodzaje mięsa daje się przechowywać przez wiele miesięcy. Faktycznie też im suchsze się stają tym są smaczniejsze. Istnieją też niektóre rodzaje owoców i warzyw które można przechowywać relatywnie długo. Przykładowo: jabłka, gruszki, cebula, czosnek, dynie, marchewki, ziemniaki, itp.
       (3) Woda i płyny. Z wodą jest dosyć poważny problem. Typowo potrzeba nam bowiem około 2 litry wody na osobę na dzień i to tylko do picia i gotowania (plus dalszą wodę do mycia). Tymczasem wodociągi podczas plagi najprawdopodobniej nie będą działały. Jeśli więc nie mamy ręcznie napędzanej studni w pobliżu naszego domu, musimy zadbać aby zgromadzić jakoś cały ten zapas wody zaraz po wybuchu epidemii, kiedy wodociągi ciągle jeszcze będą działały. Praktycznie to oznacza, że dla 2-osobowej rodziny potrzebujemy zgromadzić w jakichś zakrytych pojemnikach co najmniej 240 litrów wody (tj. odpowiednik jednej pełnej wanny). Aby to uczynić musimy jakoś zakupić:
       (3a) Zamykane pojemniki plastykowe (lub karnistry). Muszą one być wodoszczelne i zamykane. Jeśli się da, to również przeźroczyste. Niestety, odpowiednie do tego celu karnistry zwykle mają tylko 10 litrów pojemności i są dosyć drogie. Normalnie potrzebowalibyśmy ich więc około 24 na małą rodzinę - co byłoby dosyć drogie. Ponadto, karnistrów na wodę praktycznie nie daje się używać do niczego innego oprócz wody. Dlatego znacznie lepiej od owych karnistrów zakupić kilka dużych prostokątnych skrzyń z plastyku o pojemności wystarczającej dla przechowania całego naszego zapasu wody. Skrzynie takie mają dużą pojemność - zwykle ponad 100 litrów jedna. Ponadto normalnie można je używać do przechowywania najróżniejszych drobnych (suchych) rzeczy, a dopiero w krytycznej chwili daje się przełożyć gdzieś ich zawartość zaś je same użyć do zgromadzenia naszego zapasu wody. Podczas ich zakupu trzeba się upewnić aby miały silne rączki ułatwiające ich przenoszenie, oraz hermetyczną pokrywę z pewnym zamknięciem. Nasze zapasy wody należy bowiem chronić przed skażeniem i zapyleniem.
       (4) Paliwo i kuchnia. Podczas plagi musimy być w stanie jakoś gotować naszą żywność. Tymczasem elektrycznośc i gaz najprawdopodobniej zanikną. Jeśli więc nie mamy jakiegoś piecyka do gotowania w domu oraz zapasu paliwa w garażu, lepiej pomyślmy jak i na czym będziemy gotowali. W Nowej Zelandii ludzie w tym celu zwykle zakupują:
       (4a) Przenośną "barbeque" (gazową). Powodem dla jakiego jest to przenośna "barbeque" gazowa, a nie turystyczna kuchenka do gotowania, jest pojemność butli gazowej jakie one używają. "Barbeque" zwykle używają duże butle o wysokiej pojemności, które wystarczają na wiele godzin gotowania. Natomiast turystyczne kuchenki nie są dostosowane do użycia dużej butli. Zwykle wystarczają więc tylko do ugotowania kilku szybkich posiłków. Ponadto taką przenośną "barbeque" możemy potem używać do wielu innych celów, np. latem do gotowania podczas przyjmowania gości w ogrodzie (popularnie również zwanego "barbeque"), a także na piknikach. Kupując barbeque warto jednak pamiętać, że są dwa ich rodzaje. Jedne mają palniki do gotowania niemal identyczne do tych które używamy w naszych kuchniach - i to taką właśnie kupujemy. Istnieją jednak również barbeque które posiadają jedynie tzw. "grill", a stąd NIE nadają się do gotowania potraw (zakup takiej byłby błędem - wszakże można na nich tylko piec mięso).
       (4b) Butle z gazem (lub paliwo). Podczas pierwszych 60 dni plagi, nawet jeśli będziemy gotowali oszczędnie, ciągle zapewne będziemy gotowali przez około 60 godzin. To zaś oznacza że potrzebujemy jednej lub dwóch butli które umożliwią nam zgromadzenie co najmniej 20 kg gazu w płynie (nawet jeśli zaplanujemy gotować bardzo mało, ciągle powinnismy kupić co najmniej 9 kilową butlę). Pamiętajmy też o zapalarce do gazu, lub o zapasie zapałek.
       (5) Środki medyczne i higieny. Niezależnie od zapasu tych środków które używamuy na codzień, w rodzaju pasty i szczoteczek do zębów czy zapasu naszych normalnych medykamentów, warto też dodatkowo zakupić aż kilka ich dalszych rodzajów, np:
       (5a) Środki antygrypowe. Aczkolwiek istnieje mała szansa, że w dzisiejszej sytuacji komukolwiek uda się zakupić owe środki, w chwili obecnej istnieją dwa lekarstwa które uważa się za skuteczne na "ptasią grypę" - jeśli zażyte zostają nie później niż do 48 godzin (tj. 2 dni) od chwili załapania wirusa. Są to: Tamiflu, oraz Relenza. Ponadto, w przypadku kiedy epidemia faktycznie wybuchnie, wszyscy farmaceuci na całym świecie będą usilnie pracowali nad skuteczną szczepionką przeciwko temu wirusowi. Tyle, że takiej szczepionki nie należy się spodziewać wcześniej niż w jakieś pół roku po wybuchu epidemii.
       (5b) Immune boosters. Z opisów zawartych w punktach #7 i #6 niniejszej strony powinniśmy wybrać te środki przeciw-grypowe które zamierzamy stosować w razie plagi i możliwie szybko zakupić sobie wymagany ich zapas. Pamiętajmy również, że owe środki są tylko wówczas efektywne, jeśli zażyjemy je nie później niż w około 2 godziny po pojawieniu się pierwszych symptomów grypy. (Przy spóźnionym zażyciu tych lekarstw, grypa już zdoła się wymknąć spod kontroli. Na dodatek, w przypadku ptasiej grypy - która używa naszego własnego systemu immunologicznego do zabijania, spóźnione zażycie tych lekarstw czasami może nawet tylko pogorszyć sytuację.) Powinniśmy więc zawsze lekarstwa te mieć pod ręką.
       (5c) Spirytusy i czysty alkohol. Te będą nam potrzebne do odkażania, odświeżania, zmywania, nacierania, itp. Warto więc wcześniej zakupić sobie ich zapas. Sporo spirytusu używali będziemy podczas epidemii do odkażania, wcale więc nie musi to być drogi spirytus jadalnego typu (może być np. spirytus salicylowy czy nawet denaturat). Dobrze jednak mieć trochę jadalnego spirytusu lub alkoholu, aby w razie potrzeby móc odkazić sobie usta.
       (5d) Dezynfektanty. Będziemy ich potrzebowali sporo. Wszakże podczas plagi powinniśmy systematycznie dezynfekować każdy mebel i sprzęt który zamierzamy użyć. Najczęściej zalecany jest "industrial bleach" (tj. "przemysłowy wybielacz").
       (5e) Maseczki, rękawiczki, ścierki do dezynfektowania, itp.. Tych także dobrze zakupić sobie jakiś zapas z wyprzedzeniem czasowym. Wszakże podczas plagi będziemy czasami zmuszeni wychodzić z domu. Dobrze wówczas zakładać maseczki i jednorazowe rękawiczki.
       (5f) Golarki na żyletki, lub brzytwę plus krem do golenia. Jeśli w rodzinie ktoś zwykle goli się elektryczną maszynką do golenia, wówczas warto też pomyśleć o awaryjnym sposobie golenia na wypadek kiedy zabraknie prądu.
       (6) Cooler. Angielska nazwa "cooler" używana jest do skrzynki wykonanej ze steropianu. W skrzynce tej zawsze otwierana jest najwyższa ścianka, tak że sama skrzynka działa jak rodzaj hermetycznego naczynia które uniemożliwia wypływanie z niego zimnego powietrza. W bardziej eleganckich wersjach, steropian z jakiego wykonane są ścianki tej skrzynki oblany jest jakąś ładną masą plastyczną i zwykle zaopatrzony w rączki do przenoszenia a czasami również i w kółka. Owe eleganckie wesje działają jednak tak samo dobrze jak wersje ze samego steropianu. Tego rodzaju "coolers" doskonale zastępują lodówkę. Jeśli przełoży się do nich żywność która jest już zamrożona, wtedy żywność ta będzie utrzymywała zamrożenie przez kilka tygodni. W tropikalnym Borneo ja zdołałem utrzymać żywność w stanie zamrożonym w takiej właśnie steropianowej skrzynce przez okres niemal dwóch tygodni. Owe "coolers" doskonale mogą więc nam zastąpić lodówkę kiedy nie będzie prądu. Ponadto, jeśli w ich wnętrzu zgromadzimy sobie wszystko co awaryjnie byłoby nam potrzebne na wypadek np. trzęsienia ziemi, powodzi, czy tornada, wówczas otrzymamy nasz własny podręczny zestaw podtrzymania przeżycia gotowy do natychmiastowego użycia w przypadku jakiegoś nagłego kataklizmu i konieczności naszej szybkiej ewakuacji z domu. W dzisiejszych czasach dobrze zaś mieć coś takiego zawsze gotowe pod ręką.
       (7) Awaryjny ekwipunek. Niezależnie od powyższego, aby jakoś sobie radzić kiedy zmuszeni będziemy przetrwać we własnym domu bez światła, wody ani elektryczności, powinniśmy też się upewnić że już posiadamy sprawne, albo też zakupić:
       (7a) Radio na baterie (i/lub telewizor), oraz zapas baterii. Wszkże zechcemy wiedzieć co dzieje się na świecie i kiedy życie zacznie wracać do normy. Oczywiście, gdybyśmy mogli sobie na to pozwolić, wtedy jeszcze lepiej byłoby posiadać również nasz własny przenośny generator elektryczności oraz zapas paliwa. Wszakże wtedy moglibyśmy słuchać normalnego radia, oglądać nasz rodzinny telewizor, oraz używać świateł elektrycznych.
       (7b) Źródło światła (np. latarkę na baterie wraz z zapasem baterii). Warto też zakupić sobie kilka świeczek (i/lub latarnię naftową z zapasem nafty). Wszakże baterie do latarek elektrycznych mają krótką żywotność. Jeśli więc będziemy musieli wykonać coś długotrwałego w nocy, wtedy świeczka lub latarnia naftowa jest lepsza od latarki elektrycznej. (Pamiętajmy jednak również o zapasie zapałek do zapalania owych świeczek lub latarni.) Ponadto np. latarnię naftową możemy potem używać jako element zdobniczy w naszym mieszkaniu.
       (7c) Dużo worków plastykowych, serwetek papierowych, papieru toaletowego, itp. Musimy bowiem pamiętać, że kiedy zabraknie wody, wtedy spłuczki w naszych ubikacjach też nie będą działały. Musimy więc mieć coś aby eliminować domowe odpadki, odświeżać się z braku wody, kichać i wycierać nos, itp.
       (7d) (Warunkowo) Namiot, materac, śpiwór, itp.. Podczas plagi może się zdarzyć, że z jakichś powodów (np. braku żywności, smrodu rozkładających się ciał, lub naszego bezpieczeństwa) będziemy zmuszeni aby opuścić miasto. Jeśli więc dopuścimy do siebie taką ewentualność, wtedy dobrze też rozważyć czy nie będzie nam potrzebne coś do spania i poruszania się poza miastem, a więc namiot, materac, śpiwór, plecak, mocne buty, mapy, itp.
       (8) Żywność dla stworzeń jakie posiadamy. Musimy także pamiętać o naszych zwierzętach (tj. o kotach, psach, kanarkach, kozach, krowach, świniach, itp.). Jeśli bowiem nie przygotujemy dla nich żywności na czasokres całej zarazy, wówczas niemal na pewno je utracimy. Żywność dla zwierząt jest bowiem ostatnią rzeczą, o dostarczeniu której podczas zarazy ktokolwiek będzie pamiętał. Faktycznie też wiele krajów posiadających jakieś rzadkie i cenne zwierzęta, już przygotowało na czas zarazy plan jak zabezpieczyć ich przetrwanie nawet kiedy całe życie zamrze. Wyliczmy więc ile i czego potrzebujemy dla swoich zwierząt na czas zarazy i zgromadźmy to już wcześniej w wystarczającym zapasie.
* * *
       Na zakończenie tego punktu chciałbym przypomnieć, że niezależnie od powyższego przygotowywania się na nadejście tej zarazy, powinniśmy również uczynić wszystko co w naszej mocy aby dopomóc w zapobiegnięciu wybuchowi owej plagi. To zaś oznacza, że nawet jeśli osobiście nie wierzymy w metody zapobiegania i obrony opisane w następnym punkcie #8 poniżej, ciągle powinniśmy je realizować kiedy tylko mamy ku temu okazję, choćby tylko "tak na wszelki wypadek", oraz ponieważ ich zrealizowanie nic nas nie kosztuje a jednocześnie może nam pomóc.


#8. Jak zaplanować swoją obronę przed "ptasią grypą":

       W taki oto sposób, po zaatakowaniu ludzkości na najróżniejsze inne sposoby opisane w dalszych częściach tej strony internetowej, UFOnauci przygotowują się do użycia przeciwko nam swego najbardziej morderczego narzędzia zniszczenia, czyli broni biologicznej. Materiał dowodowy który dokumentuje nam fakt, że to właśnie UFOnauci, a nie "matka natura" szykują nam światową epidemię "ptasiej grypy", omówiony został w dalszym punkcie #5 tej strony. W niniejszym punkcie postaram się teraz omówić jak przed ową plagą możemy i powinniśmy się bronić.
       Wyjaśniając poniżej jak możemy i powinniśmy bronić się przed ptasią grypą, równocześnie zdaję sobie sprawę, że UFOnauci używają całej swojej zaawansowanej techniki aby odwieść ludzi od czynienia tego co tutaj opiszę. Bez przerwy nadają więc w kierunku Ziemi telepatyczny nakaz który umysłowi każdego człowieka podszeptuje aby się nie mobilizować, nie przygotowywać, ani się nie bronić, bowiem owa zaraza faktycznie to wcale się nie pojawi, zaś jeśli się już pojawi wówczas uśmierci innych a nie nas samych ani naszej rodziny. Za pośrednictwem swoich "podmieńców" opisywanych w punkcie #12 strony internetowej ludobójcy, UFOnauci rozwijają też kampanię uspokajającą i odwracającą ludzką uwagę, którą obserwujemy obecnie w publikatorach. Zdając więc sobie sprawę z tego wszystkiego, niniejszym apeluję i nakłaniam, aby jednak mimo wszystko zmobilizować się do obrony przeciwko tej grypie. Jako fragment tej obrony powinniśmy zrealizować to co poniżej wyjaśniam. Wszakże (jak wszystko co zaleca totalizm) opisane tutaj metody i sposoby obrony są moralne, nikomu nie czynią więc krzywdy a jedynie mogą pomóc. Dlatego naprawdę warto je zrealizować. Nawet jeśli ktoś nie wierzy w ich skuteczność, ciągle powinien czynić co wskazane poniżej choćby tylko "tak na wszelki wypadek". Oto trzy rodzaje działań, oznaczone poniżej numerami (1), (2) i (3), których realizowanie wszyscy powinniśmy rozpocząć natychmiast i od zaraz, w celu podjęcia naszej obrony przed nadchodzącą epidemią morderczej choroby (a także w celu podjęcia obrony przed wszelkimi innymi kataklizmami z pomocą których UFOnauci ostatnio nas systematycznie wyniszczają). Realizowanie tych trzech działań powinniśmy też kontynuować, aż zanikną sytuacje która czynią dzisiejszy świat tak niestabilny, niszczycielski i tak wrogi wobec ludzi.
       (1) Zapobieganie. Owo zapobieganie epidemii ptasiej grypy, a także następnych kataklizmów jakimi UFOnauci nas potraktują, polega na stworzeniu na Ziemi takiej sytuacji, jaka by wyperswadowała UFOnautom odwołanie ich każdego kolejnego skrytego ataku. Stworzenie takiej zaś sytuacji jest bardzo proste. W obliczu każdego zbliżającego się kataklizmu trzeba tylko powiadomić wystarczająco wielu ludzi, że to właśnie UFOnauci, a NIE matka natura, prezentują nam dany kataklizm. Praktycznie to oznacza, że aby zapobiec np. owej właśnie nadchodzącej epidemii ptasiej grypy, tak dużo z nas jak tylko możliwe musi otwarcie mówić, myśleć i wierzyć, że to UFOnauci przygotowali zarazki tej grypy w swoich laboratoriach, oraz że obecnie starają się oni zniszczyć ludzkość tą swoją bronią biologiczną. Czyli wcale nie tajmy iż wiemy że to UFOnauci starają się nas wymordować, a powtarzajmy to wszystkim naokoło, piszmy o tym gdzie tylko możemy, demaskujmy dowody które dokumentują udział UFOnautów w wywołaniu tej zarazy, a co najważniejsze wierzmy sami głęboko iż tak jest naprawdę.
       Opisana tutaj metoda zapobiegania uwolnieniu przez UFOnautów wirusa morderczej ptasiej grypy bazuje na wykorzystaniu mechanizmu działania tzw. "karmy zbiorowej". Za pomocą owego mechanizmu działania karmy zbiorowej możemy bowiem razem spowodować, że uwolnienie wirusów ptasiej grypy okazałoby się dla UFOnautów wysoce szkodliwe. Jeśli zaś UFOnauci się zorientują, że szkodliwość owego uwolnienia wirusa jest zbyt duża dla ich karmy zbiorowej, wówczas zaniechają jego uwolnienia na Ziemi. Jak działa ów mechanizm karmy zbiorowej wyjaśnione jest to dokładniej w punkcie #7 strony internetowej 26ty dzień. Podsumujmy to działanie tutaj w skrócie. Jeśli dowolna cierpiąca osoba uczuciowo obwinia za swoje cierpienia tego co faktycznie cierpienia te wywołał, wówczas wysyła owemu winnemu specjalne naturalne algorytmy tzw. "karmy" (algorytmy te opisane są w podrozdziałach I4.4 oraz JA3 z tomów odpowiednio 5 i 6 monografii [1/4]). W rezultacie owe algorytmy spowodują, że winny danemu cierpieniu zmuszony będzie w przyszłości samemu także przejść przez dokładnie takie samo cierpienie. Jeśli jednak osoba cierpiąca błędnie obwinia za swoje cierpienia kogoś (coś) kto zupełnie nie jest winnym, algorytmy karmy odbijają się od obwinianego i wracają z powrotem do cierpiącego. W rezultacie cierpiący cierpi wówczas w dwójnasób, podczas gdy naprawdę winnemu tym cierpieniom uchodzi na sucho. Poprzez prowadzenie obecnej "kampanii wyjaśniającej" opisanej w punkcie #5 tej strony, UFOnauci starają się spowodować, że karmę za cierpienia spowodowane ptasią grypą ludzie wyślą do "matki natury", do "ptactwa", oraz do "Azjatów". Jeśli więc UFOnautom ta kampania się uda, wówczas ujdzie im zupełnie bezkarnie wymordowanie dużej proporcji ludzkości, podczas gdy umęczana przez nich ludzkość będzie cierpiała podwójnie. Jeśli jednak wystarczająca liczba ludzi będzie wiedziała że to UFOnauci wywołują epidemię ptasiej grypy, wówczas ludzie ci wyślą swoją karmę właśnie do UFOnautów. Oczywiście, jeśli UFOnauci się zorientują że grozi im przejęcie karmy za tą zbrodnię na ludzkości, wówczas odwołają epidemię. Dlatego faktycznie w naszych możliwościach ciągle leży zapobiegnięcie tej zarazie. Wystarczy tylko powiadomić i przekonać wymaganą liczbę ludzi, że zaraza ta pochodzi właśnie od UFOnautów. Zakaszmy więc rękawy i do roboty! Na co jeszcze czekamy! Co ciekawsze, ludzie którzy są w stanie tak zapobiec owej epidemii, wcale nie muszą wiedzieć wiele o karmie ani w karmę absolutnie wierzyć. Wystarczy bowiem że UFOnauci mają wymaganą wiedzę na ten temat. (A proszę mi wierzyć, oni mają wymaganą wiedzę o karmie - wszakże używają jej na Ziemi naprawdę po mistrzowsku.)
       (2) Walka obronna. Walka obronna przed UFOnautami polega na wyszukiwaniu i wdrażaniu w życie coraz skuteczniejszych metod naszego działania prowadzących do trwałego usunięcia UFOnautów z Ziemi i do uniemożliwiania im działania na szkodę ludzkości. Niestety, znajdowanie takich metod jest ogromnie trudne. Wszakże "UFOnautów kule się nie imają". Wszystkie więc metody obrony i broń które ludzkość dotychczas sobie wypracowała są bezradne wobec UFOnautów. Gdyby więc ktoś z ludzi był aż na tyle głupi że próbowałby użyć przeciwko UFOnautom jakiejkolwiek obecnej broni lub metod walki, wówczas ucierpieliby z tego powodu jedynie niewinni ludzie, podczas gdy UFOnauci tarzaliby się z radochy. (Taki głupiec działałby więc jedynie na szkodę ludzi oraz dla poparcia kampanii UFOnautów.) Wszakże sytuacja byłaby powtórzeniem średniowiecza, kiedy to ludzie wierzyli że UFOnautów daje się spalić na stosie - faktycznie więc palili niewinnych ludzi, podczas gdy prawdziwi czarownicy, czyli UFOnauci, ulatniali się ze stosów w ostatniej chwili, podobnie jak to czyni nasz magik David Copperfield. Dlatego do walki obronnej przed UFOnautami konieczne stało się wypracowanie zupełnie nowych metod i środków. Owym środkom, metodom i strategii naszej walki obronnej z UFOnautami poświęcony jest cały rozdział W z tomu 18 monografii [1/4]. W tym miejscu wskażę więc tylko jedną metodę obrony którą stosować może praktycznie każdy, oraz która wcale nie wymaga żadnych przeszkoleń, urządzeń obronnych, organizacji, itp.
       Ten powszechnie dostępny sposób obrony przed UFOnautami polega na użyciu zbiorowej mocy naszych umysłów. Aby nim się bronić przed UFOnautami, wystarczy każdego dnia o godzinie 9:00 (może być wieczorem, lub rano, lub wieczorem i rano) przymknąć na chwilę oczy i w swojej wyobraźni odtworzyć jakiś obraz który symbolizuje odbijanie z powrotem do UFOnautów każdego zła które UFOnauci starają nam się wyrządzić - włączając w to odbijanie do nich z powrotem wirusów grypy które na nas uwalniają. W owej czynności obronnej ważne jest kilka spraw. Po pierwsze ważne jest abyśmy to czynili zawsze o godzinie 9. Chodzi bowiem po pierwsze o symboliczną sychronizację wysiłków wszystkich ludzi biorących udział w tej formie obrony. (Z uwagi na nieistnienie czasu w przeciw-świecie, synchronizacja ta ma znaczenie symboliczne a nie fizyczne. Metoda ta zadziała więc doskonale nawet kiedy zegary poszczególnych uczestników będą wskazywały błędne lub różne czasy. Dla faktycznego zesynchronizowania działania wystarczy bowiem aby uczestnicy WIERZYLI że się synchronizują z innymi.) Po drugie zaś chodzi też o symboliczną wymowę cyfry 9. Synchronizacja wysiłków o godzinie 9 spowoduje, że nasze umysły zbiorowym wysiłkiem wszystkich biorących udział w tej obronie razem przeprogramują przeciw-świat. Wszakże w przeciw-świecie myśli i uczucia każdego z nas rozlegają się jak głośna mowa i obrazy, które tam daje się usłyszeć i zobaczyć na międzygwiezdne odległości. Dlatego taki symbolicznie zesynchronizowany wysiłek obronny wielu osób, w przeciw-świecie będzie się rozlegał jako coraz głośniejszy krzyk dużego tłumu. Jeśli więc owych broniących się równocześnie umysłów będzie wystarczająco wiele, wówczas ich zesynchronizowane działanie będzie jak efekty zbiorowej modlitwy tłumu lub potężnej magii. Z kolei cyfra 9 ma wysoce symboliczne znaczenie. W numerologii, oprócz wielu innych znaczeń oznacza ona również m.in. "pokonanie zła". Dlatego godzina 9 szczególnie dobrze się nadaje do realizowania tej formy obrony siłą umysłów. Ważne jest również abyśmy oczami wyobraźni uformowali w naszym umyśle symboliczny obraz tego co chcemy osiągnąć. Przykładowo, abyśmy widzieli istoty które dla nas reprezentują UFOnautów, jak ci starają się uderzyć w nas jakimś złem, zaś my siłą woli odbijemy to zło od siebie i spowodujemy że uderzy ono w owych UFOnautów, wywołując u nich panikę, cierpienie, szkody, itp. (Zauważ, że nie jest przy tym istotne jak owych UFOnautów my sobie wyobrażamy lub jak ich nazywamy. Oprogramowanie przeciw-świata i tak zawsze bezbłędnie ich odnajdzie. Wszakże przeciw-świat jest inteligentny i wie dokładnie kogo mamy na myśli.)
       Opisana powyżej metoda obrony działa poprzez przeprogramowanie przeciw-świata na natychmiastowy zwrot karmy. Ja wypróbowałem już jej działanie na znanym mi UFOnaucie i wiem że jest skuteczna. W normalnym przypadku jeśli ktoś nas skrzywdzi, karma za to wraca do krzywdzącego dopiero po czasie kiedy zapomni on co uczynił. Z tego powodu traci ona swoją moc odstraszającą. Jednak poprzez odpowiednie przeprogramowanie przeciw-świata zbiorową mocą wielu umysłów dokonuje się przyspieszenia działania tej karmy. Jeśli przeprogramowujących umysłów jest wystarczająco wiele, można uzyskać niemal natychmiastowy zwrot danej karmy. W takim przypadku dla UFOnautów będzie ona miała wysoce odstraszające znaczenie. Przykładowo, zamiast po rozpyleniu ptasiej grypy na Ziemi ulec jakiejś chorobie dopiero za około 10 lat, UFOnauci ci w takim przypadku mogą zostać zarażeni natychmiastową mutacją tego samego wirusa jaki rozpylali. (Wszakże broń biologiczna jest "mieczem obosiecznym" który jest w stanie rozpołowić także i tych co nim wymachują.) UFOnauci ci zachorują więc niemal natychmiast. To zaś może wyperswadować ich kolegom i przełożonym aby zaprzestali dalszego szerzenia choroby. Omawiany tutaj sposób obrony opisany jest w podrozdziałach I3.5, I5.7, oraz W6.3, z tomów odpowiednio 5 i 18 monografii [1/4].
       (3) Przetrwanie. Przetrwanie epidemii ptasiej grypy będzie uzależnione od tego jak dobrze do niej się przygotujemy. Praktycznie więc przetrwanie to będzie wynikiem naszej od_ości immunologicznej, zgromadzenia dla siebie wymaganej wiedzy o owej zarazie, a także przygotowania dla siebie wymaganych zapasów i warunków życiowych na czas zarazy. Aby przetrwać tą morderczą epidemię trzeba więc dokonać sporych przygotowań, zgrubne wytyczne dla których zostały tutaj opisane. Nie wolno wierzyć, że jeśli jakoś się zdobyło opakowanie "tamiflu", to ma się już całą wymaganą magiczną broń przeciwko tej chorobie. Omówmy więc teraz jak możemy się przygotować do tej opidemii aby mieć jakieś szanse na jej przetrwanie.
       Swoje przygotowania do nadchodzącej epidemii dobrze jest rozpocząć od zgromadzenia wymaganej wiedzy. Z kolei tą wiedzę należy zacząć budować od poznania i zaakceptowania jaki będzie scenariusz owej zarazy. Pamiętać przy tym trzeba, że aby przetrwać zarazę, trzeba poznać najgorszy scenariusz i przygotować się właśnie na niego. Znaczy, swoje przygotowania trzeba bazować na scenariuszu którego oficjalne ciała (np. eksperci czy władze) NIE opublikują z wielu różnych powodów (np. ponieważ będą się bały odpowiedzialności jaka z tego tytułu wynika, ponieważ w ich gronie działają podmieńcy-UFOnauci, itp.). Taki najgorszy scanariusz można jednak sobie wydedukować samemu z informacji podanych pomiędzy wierszami oficjalnych publikacji. Można go też poznać z dalszego punktu #5 tej strony, gdzie został on naszkicowany. Po poznaniu najgorszego scenariusza zarazy, należy dowiedzieć się możliwie jak najwięcej o mechanice działania i przenoszenia się samego jej wirusa (np. czytając wszystko co o wirusie tym napisane w prasie lub internecie, powiedziane w telewizji, itp.). Szczególnie należy zwrócić uwagę na opisy jak chronić się przed zarażeniem (mycie, dezynfekcja, zachowanie dystansu, zakładanie maseczek, itp.) W końcu dobrze jest też poczytać sobie trochę na temat receptur na przeżycie w sytuacji gdy zabraknie żywności. Przykładowo warto wiedzieć jak wygląda szczaw jadalny na surowo, oraz lebioda która po ugotowaniu smakuje jak szpinak - tyle że zawsze jest jej w bród, która odmiana pokrzyw jest jadalna (ta z wydłużonymi liściami), sok z których drzew jest odżywczy i w jakim okresie (np. brzozy wczesną wiosną), jak na Zachodzie na kursach przeżycia uczą zjadać dżdżownice (połyka się je na żywo po uprzednim opłukaniu z gleby), itd., itp.
       Po zgromadzeniu wiedzy na temat zarazy, trzeba sporządzić sobie na piśmie szczegółowy wykaz tych środków które będą nam potrzebne aby zarazę przetrwać. Na wykazie tym znaleźć się powinno wszystko co będzie nam potrzebne do przetrwania, nie zaś jedynie paczuszka "tamiflu" (które to zresztą lekarstwo może okazać się nam najmniej potrzebne dla przetrwania owej zarazy). Przy sporządzaniu tego wykazu jest wysoce pomocne zadawać sobie następujące pytania:
       (i) w jaki sposób oraz czym przed i podczas zarazy będziemy w swojej rodzinie podnosili naszą od_ość immunologiczną - np. czy mamy zapas jakichś środków uprzednio sprawdzonych przez nas samych w działaniu;
       (ii) co będziemy jedli w przeciągu pierwszej fazy zarazy, kiedy trzeba będzie pozostać w domu, zaś żadne sklepy ani instytucje nie będą działały - np. czy mamy dosyć cukru, mąki, oleju, konserw i soli aby przetrwać ten okres (pamiętajmy, że ta pierwsza faza zarazy może trwać nawet około 2 miesięcy);
       (iii) jak będziemy gotowali swoje jedzenie i napoje jeśli urwie się dopływ prądu i gazu miejskiego - np. czy mamy jakąś kuchenkę z własnym zasilaniem i zapas paliwa;
       (iv) jak uchronimy posiadane zapasy żywności przed zepsuciem kiedy zabraknie prądu i lodówki nie będą działały - np. czy mamy jakieś duże hermetyczne opakowanie ze steropianu z pokrywą przy jego górnej powierzchni, do którego po zaniku prądu możemy przełożyć z lodówki zamrożoną żywność (kiedy UFOnauci zepsuli mi lodówkę w tropikalnym Borneo, swoje zapasy żywności utrzymałem zamrożone w takim właśnie pojemniku steropianowym przez około 2 tygodnie - po szczegóły patrz opisy z podrozdziału VB4.4.1 w tomie 17 monografii [1/4]);
       (v) co będziemy pili gdy wodociągi przestaną dostarczać wodę pitną (potrzeba nam około 2 litrów wody lub płynu na dzień na osobę), w czym przechowywać będziemy swoje zapasy wody pitnej (np. czy mamy jakiś duży zakryty pojemnik albo zapas butelek), oraz kiedy i jak je zgromadzimy;
       (vi) co jeszcze jest nam potrzebne dla codzinnego życia w warunkach gdy nie ma elektryczności, wody, gazu, paliwa, gdy kanalizacja ani wywóz śmieci nie działają, ani nie ma żadnej pomocy z zewnątrz (np. czy mamy zapas zapałek, latarkę, zapas baterii, jakieś worki plastykowe na odpadki, itp.);
       (vii) czym będziemy dezynfekowali ręce i ciało po dotknięciu skażonych powierzchni, ludzi, lub produktów - tj. czy mamy jakiś dezynfektant, denaturat, spirytus, chustki higieniczne, papierowe serwetki, itp.;
       (viii) jak odizolujemy od siebie (gdzie umieścimy) naszych bliskich i kochanych którzy właśnie zachorowali - np. czy mamy dla nich odrębny pokój, czy też musimy stworzyć jakieś parawany;
       (ix) przez co będziemy oddychali kiedy przyjdzie nam podać żywność lub wodę naszym chorym bliskim, lub kiedy zmuszeni będziemy wyjść na ulicę i zaryzykować przejęcie wirusów od innych ludzi - czy mamy gotowe maseczki, czy też użyjemy w tym celu zwilżone szaliki lub chusteczki;
       (x) jak, na czym, pod czym, oraz gdzie, będziemy spali jeśli np. brak żywności, albo np. smród od rozkładających się zwłok, albo też np. bandy rabusiów, zmuszą nas do opuszczenia miasta i do przeniesienia się na wieś - np. czy mamy jakiś namiot, materac dmuchany i śpiwory; gdzie wówczas się udamy - czy mamy jakąś rodzinę na wsi z którą wcześniej uzgodniliśmy ewentualne dołączenie do nich jeśli sytuacja rozwinie się w rozpaczliwym kierunku;
       (xi) jak wydostaniemy się z miasta na wieś jeśli zajdzie taka konieczność - np. czy mamy zabezpieczony samochód i paliwo (wszakże koleje, autobusy i stacje benzynowe mogą wówczas wcale nie działać);
       (xii) z czego i w jaki sposób będziemy śledzili co dzieje się na świecie kiedy nie będzie prądu (np. czy mamy radio lub telewizor na baterie, oraz zapas baterii na wymianę),
       (xiii) z jakich środków i jak dokonamy zakupy w chwili gdy epidemia już wybuchnie - tj. czy mamy jakieś fundusze pod ręką. Itd., itp.
       Jak widzimy, wykaz wymaganych środków będzie dosyć spory. Poszczególne pozycje z tego wykazu powinniśmy ponanosić na trzy odrębnych listy, mianowicie:
       (a) tego wszystkiego co już posiadamy, tyle tylko że musimy jedynie sprawdzić w jakim to jest stanie aby móc na tym polegać gdy epidemia nadejdzie,
       (b) tego co jest absolutnie krytyczne dla przetrwania, albo co dobrze jest zawsze posiadać w swoim domu, albo co i tak normalnie potrzebujemy i używamy, a stąd co powinniśmy zakupić lub zgromadzić natychmiast nie czekając aż zaraza faktycznie wybuchnie, oraz
       (c) to wszystko co jest zbyt drogie lub czego poza epidemią normalnie byśmy nie używali, stąd z nabyciem lub zgromadzeniem czego wstrzymamy się aż do chwili gdy z TV, radia, lub z prasy dowiemy się że zaraza faktycznie już wybuchła.
       Natychmiast też po sporządzeniu tych trzech list, powinniśmy się upewnić aby zgromadzić wszystko to co jest na liście (b). Kiedy bowiem epidemia już wybuchnie, na zdobycie tego może być zbyt późno. Nie trudno zaś wydedukować, że jeśli nadchodząca epidemia faktycznie zdoła zdezorganizować działanie naszej cywilizacji i zastopować dopływ prądu, wody, paliwa, ciepła, oraz działanie sklepów, wówczas więcej ludzi umrze zapewne z powodu głodu, zimna, wycieńczenia organizmów, oraz ataków bandyckich które głód sprowokuje, niż z powodu bezpośredniego ataku wirusa.
* * *
       Jeśli nadchodzącej pladze nie zdołamy zapobiec, zaś UFOnauci przystąpią do jej zaserwowania, wówczas każdy z nas wystawiony będzie na przeżycia i sytuacje których obecnie nawet nie daje się wyobrazić. Dlatego koniecznym jest abyśmy wszyscy na czas owej plagi przyjęli określone zasady których będziemy ściśle przestrzegali. Oto najważniejsze z tych zasad:
       (A) Nie wolno dać UFOnautom się pokonać ani złamać. Znaczy nie wolno dać za wygraną i np. umrzeć. Totalizm wymaga wszakże aby dla niego żyć a nie umierać. Jeśli więc sytuacja spowoduje że popadniemy na duchu, wówczas musimy pamiętać że totalizm domaga się abyśmy dla niego przeżyli ten kolejny kataklizm sprowadzony na nasze głowy przez UFOnautów, zaś po przeżyciu go abyśmy kontynuowali swoją walkę z tymi kosmicznymi najeźdźcami. Musimy wszakże walczyć aż pozrzucamy ich ze swoich grzbietów.
       (B) Podczas zarazy przez cały czas musimy postępować moralnie i ludzko. Przykładowo, bez względu na to jak bardzo byśmy byli głodni, nie wolno nam rabować żywności od tych którzy również jej potrzebują. (Raczej powinniśmy upiec na ogniu i zjeść jakiegoś bezdomnego kota lub psa, czy nawet zjadać ddżownice wykopywane z ziemi, niż odebrać lub wykraść żywność komuś np. słabszemu lub bezradniejszemu od siebie.)
       (C) Bez względu na to jak byśmy się bali zarazy, nie wolno nam pozbawiać opieki, pomocy, jedzenia, napoju, a jeśli dojdzie do tego to również i pochowania, tych naszych najbliższych i kochanych którzy już się zarazili. Tyle tylko, że podczas oddawania im jakiejkolwiek posługi zachowamy wszelkie wymagane środki ostrożności (tj. maska na ustach i nosie, utrzymywanie bezpiecznej odległości, dezynfekcja, fizyczne odseparowanie ich od siebie ścianą lub parawanem, itp.).
       (D) Jeśli przejdziemy grypę i wyzdrowiejemy, wówczas natychmiast po wyzdrowieniu włączymy się aktywnie do przywracania normalności życia. Wszakże po wyzdrownieniu nie możemy już tą samą chorobą zarazić się ponownie. Dlatego jeśli ulegniemy zarażeniu i wyzdrowiejemy, wówczas mamy obowiązek wobec innych ludzi aby powrócić do pracy i zacząć przywracać normalne życie. Jeśli nasza praca jest w jakimś społecznie krytycznym obszarze (np. elektryczność, woda, gaz, handel, szpitale, transport, łączność, radio, itp.) wówczas po powrocie czynimy to co możemy w swoim miejscu pracy i specjalizacji. Jeśli zaś normalnie czynimy coś co jest mało istotne w sytuacji plagi (np. reklamujemy, uczymy, itp.), wówczas na ochotnika powinniśmy się zgłosić do najbliższej krytycznej dla społeczeństwa instytucji której specjalizacja nam odpowiada, oraz dopomóc im w uruchomieniu ich normalnej działalności.
       (E) Jeśli przeżyjemy grypę, pamiętajmy że mamy obowiązek utrwalić w pogrypowym społeczeństwie tradycję mówioną, że to UFOnauci celowo zarazili ludzkość tą morderczą chorobę. Chodzi bowiem o to, że jeśli taka mówiona tradycja o odpowiedzialności UFOnautów za stworzenie tej epidemii grypy zdoła się utrwalić wśród ludzi, wówczas dalsze bezkarne wyniszczanie ludzkości przez UFOnautów stanie się utrudnione. Pamięć owa będzie miała bowiem te same efekty, co zbiorowa pamięć zbrodni Hitlera. A więc wszyscy ludzie będą sobie nawzajem przypominali, że nie wolno przebaczyć UFOnautom takiej zbrodni na ludzkości. Nie wolno im też wybaczyć faktu, że na przekór iż są oni naszymi bliskimi krewniakami z kosmosu, ciągle podrzucili nam aż tak straszliwą plagę. Z kolei takie wzajemne przypominanie sobie tej zbrodni utrwali jej pamięć aż po wsze czasy. Z kolei po owym utrwaleniu ludzie zaczną wówczas patrzeć uważnie UFOnautom na ręce. Ponadto umysły wszystkich ludzi zaczną zrzucać na UFOnautów karmę za tą i inne zbrodnie. Z kolei pamięć zbiorowa takiej zbrodni uniemożliwi UFOnautom nawiązywanie w przyszłości jakichkolwiek "przyjacielskich" stosunków z ludzkością. Nie wspomnę tu już, że gdyby w jakiejś dalekiej przyszłości UFOnauci nagle potrzebowali od nas pomocy, wówczas zbiorowa pamięć ludzka by im przypomniała ową zbrodnię i odpowiednio do niej zareagowała. (Musimy tu pamiętać, że totalizm zabrania wybaczania win, oraz wybaczanie to przyrównuje do "rozdawania jabłek rosnących na cudzym drzewie".)
       Oczywiście, zasad tych jest więcej. Sporo z nich wynika z mechaniki przenoszenia się zarazy, a stąd z wymogów higieny i postępowania jakie od nas to wymusza. Czytelnicy są jednak w stanie samemu wypracować następne takie zasady, lub gdzieś je wyczytać. Na tym zakończę więc niniejsze porady. Po bieżące informacje o przebiegu naszej obrony przed plagą ptasiej grypy oraz walki z atakującymi nas UFOnautami zapraszam do bloga totalizmu o adresie: "totalizm.blox.pl/html" (blog ten opisany jest szerzej w punkcie #1 niniejszej strony). Zalecam teraz aby natychmiast zabrać się do działania i praktycznie wdrożyć to co wyjaśniłem powyżej!
* * *
       Do powyższego warto też dodać, że w opisany tutaj sposób należy się bronić nie tylko przed nadchodzącą epidemią ptasiej grypy. Praktycznie do każdego kataklizmu zsyłanego nam przez UFOnautów, a więc do tsunami, powodzi, huraganu, tornada, czy trzęsienia ziemi, też należy się przygotować w opisany tutaj sposób. Tyle tylko, że dla kataklizmów niszczących nasze domy, przykładowo dla huraganu czy trzęsienia ziemi, środki przeżycia opisane w (3) powyżej, a także w oddzielnym punkcie #9, należy trzymać już spakowane w łatwo dostępnym dla nas miejscu i gotowe do natychmiastowego zabrania w chwili zagrożenia. A w dzisiejszej sytuacji globalnego ataku UFOnautów na ludzkość, mogą stać się one nam potrzebne dosłownie w każdej chwili. (Więcej informacji na temat metod naszej obrony przed atakami UFOnautów zestawionych zostało na stronie internetowej podmieńcy.)


#7. Podnoszenie naszej od_ości immunologicznej - klucz do naszej obrony przed "ptasią grypą":

       Jedną z najważniejszych form przygotowania się na nadejście epidemii, jest trwałe podniesienie u siebie i u swoich najbliższych od_ości immunologicznej na ataki wirusów grypy (tj. "immune boosting"). Nie ma bowiem się co łudzić, epidemię tą przetrwamy tylko jeśli organizm nas samych i naszych najbliższych będzie w stanie zwalczyć załapaną infekcję. Wszakże UFOnauci uczynią pewnym, że każdy mieszkaniec Ziemi prędzej czy później będzie wystawiony na wirusa. Tylko więc od zdolności organizmów poszczególnych ludzi do zwalczania chorób typu grypa będzie zależało czy wirusa tego zdołają u siebie zwalczyć. Z kolei aby zwiększyć własną od_ość immunologiczną nie wystarczy jedynie połknąć kilku tabletek "tamiflu" za którymi cały świat dzisiaj szaleje. (Skąd zresztą wziąść owo lekarstwo przeciw-grypowe, kiedy nigdzie nie ma go w wolnej sprzedarzy, zaś rządy trzymają je jako swoje rezerwy.) Najlepiej więc dla podniesienia swej trwałej od_ości podjąć systematyczne i długofalowe działanie, które każdy z nas powinien rozpocząć natychmiast (tj. od dzisiaj). Jak dokładnie podnosić tą naszą od_ość na choroby grypo-podobne, niemal każdy fachowiec ma na to własną teorię i własne rekomendowane przez siebie medykamenty ("immune boosters"). Ponieważ trudno znaleźć obiektywne dane porównawcze jaki sposób jest najefektywniejszy, a jeszcze trudniej znaleźć metodę co do której wszyscy by się zgadzali, opiszę tutaj jak ja sam powiększam swoją od_ość immunologiczną na choroby w rodzaju grypy. To co tu wyjaśnię wcale NIE gwarantuje uchronienia przed ptasią grypą. Niemniej wskazuje kierunek od jakiego można rozpocząć swoje działania. W moim własnym przypadku trzy kroki jakie tu opiszę okazują się relatywnie skuteczne. Chronią mnie bowiem dosyć dobrze przed całym zatrzęsieniem najróżniejszych choróbs z rodziny gryp, jakimi niemal przy okazji każdego uprowadzenia do UFO wrogo do mnie nastawieni UFOnauci starają się mnie zarazić. Wszakże jestem twórcą totalizmu którego UFOnauci nie znoszą. Gdyby więc potrafili uczynić to w sposób nieodnotowalny dla innych ludzi, z przyjemnością UFOnauci utopiliby mnie w przysłowiowej "łyżce wody". Oto więc kroki jakie podjąłem aby mój organizm mógł zwalczać grypo-podobne infekcje nadane mi przez UFOnautów:
       (a) Jedno jabłko po każdym posiłku. Zanim opiszę tu sposób na jaki powiększam swoją własną od_ość immunologiczną, powinienem wyjaśnić, że opisane tu środki stosuję tylko przez relatywnie niedawną część swojego życia. Początkowo nie zażywałem niczego dla utrzymania zdrowia. Chorowałem więc praktycznie bez przerwy. Posądzałem wówczas że po prostu jestem z natury chorowity. Dopiero wiele lat później odkryłem, że praktycznie wszystkie moje choroby demonstrują cały szereg atrybutów które dowodzą, że indukowane są one u mnie celowo właśnie przez UFOnautów. Pierwsze zamierzone działanie nastawione na poprawę swojej od_ości immunologicznej podjąłem dopiero około 1990 roku. Mieszkałem wówczas w Dunedin. Zwróciłem wtedy uwagę na często powtarzane w Nowej Zelandii powiedzenie, że "jedno jabłko na dzień trzymać będzie lekarzy z daleka, jedna cebula na dzień trzymać będzie wszystkich z daleka, zaś jeden czosnek na dzień utrzyma z daleka nawet wampira" (po angielsku "one apple a day keeps doctors away, one onion a day keeps everyone away, one garlic a day keeps even a Dracula away"). Zdecydowałem się sprawdzić, czy faktycznie ono działa. Ponieważ nie jestem entuzjastą jedzenia cebuli czy czosnku, postanowiłem zjadać jedno jabłko po każdym posiłku (czyli zjadałem po trzy jabłka dziennie). W następstwie tego prostego posunięcia uzyskałem tak duże zmniejszenie liczby wizyt u lekarza, że oszczędności na opłatach za te wizyty przewyższały moje wydatki na jabłka. (W Nowej Zelandii nawet najkrótsza wizyta u lekarza kosztuje co najmniej 50 dolarów, plus koszta drogich lekarstw jakie on zapisze. Kilogram zaś jabłek kosztuje od jednego do czterech dolarów, zależnie od sezonu i jakości.) Owo jedzenie jabłek po każdym posiłku stosuję więc dosłownie w każdy dzień aż do dzisiaj. Tyle że z czasem zwiększyłem urozmaicenie zjadanych owoców i obecnie jem przy każdym posiłku co najmniej połowę jabłka, plus co najmniej połówki z dwóch innych owoców jakie zmieniają się zależnie od sezonu. Aczkolwiek zjadanie tych owoców drastycznie zmniejszyło moją zapadalność na najróżniejsze choroby, nie wyeliminowało tej zapadalności całkowicie. Ciągle około dwa razy do roku dopadała mnie jakaś długa i dokuczliwa choroba związana z kaszlem, katarem, bólem głowy, wymiotami, itp.
       (b) Szklanka świeżego soku owocowego każdego ranka na pusty żołądek. Podczas swojej profesury w Malezji w latach 1993-6 poznałem moją obecną żonę. Ona zaś rozsmakowała mnie w świeżych sokach owocowych, które każdego ranka podawała mi do wypicia na pusty żołądek. Sok ten robi ona osobiście tuż przed wypiciem za pomocą sokowirówki. Wypijany sok za każdym razem wyciskany może być z czegoś innego, zależnie co jest dostępne w sklepach warzywniczych w danym sezonie. Jednak kombinacjami które pijam najczęściej są: selery, marchewki i jabłka, albo też marchewki i pomarańcze. Te składowe bowiem w Nowej Zelandii są najtańsze, zawsze je można w sklepie dostać, mają najwięcej składników jakie nasz organizm potrzebuje dla zdrowia, oraz podczas picia są bardzo smaczne. Aby sok ten był przyjemny do wypicia, zawsze jest on słodzony (zazwyczaj miodem a nie cukrem). Niemal całkowicie unikam przy tym picia gotowych soków zakupionych w sklepie, ponieważ po pierwsze są one nieświeże (tj, wykonano je na wiele dni, a czasami nawet miesięcy, wcześniej), po drugie zaś dla zwiększenia ich żywotności w fabryce nafaszerowano je różnymi chemikaliami. Dlatego takie fabryczne soki faktycznie pomniejszają moją od_ość na choroby zamiast ją zwiększać. Po rozpoczęciu codziennego picia szklanki takiego świeżego soku odnotowałem, że moja zapadalność na choroby jeszcze bardziej spadła. Przykładowo moje zachorowania na choroby związane z kaszlem i katarem zmniejszyły się do około jednego na rok, a w niektórych latach nawet do jednego zachorowania na dwa lata. Sok ten wydatnie więc zwiększa moją trwałą od_ość immunologiczną na choroby typu grypa.
       (c) Awaryjne wzmacnianie od_ości: "Echinacea" oraz "kwiat lipy". Na dodatek do opisanego powyżej systematycznego zjadania owoców oraz wypijania świeżego soku każdego ranka, w krytycznych sytuacjach używam też dwa dalsze lekarstwa ziołowe dla chwilowego podniesienia swojej od_ości immunologicznej. Lekarstwa te w wyniku wielu prób i eksperymentów potwierdziłem jako szczególnie skuteczne. Niestety, są one aktywne tylko przez krótki okres czasu (tj. do około 2 tygodni). Potem trzeba dokonać przerwy w ich użyciu też o długości około 2 tygodni. Jak stwierdziłem, te dwa zioła mają zdolność do wytłumienia pełnego rozwoju choroby typu grypa, nawet jeśli pojawią się już pierwsze objawy tej choroby. Awaryjne użycie tych środków niedopuszcza do pełnego rozwoju danej choroby i przywraca zdrowie. Dlatego ja używam je zapobiegawczo w każdej sytuacji kiedy zaistnieje bezpośrednie niebezpieczeństwo że załapię jakiegoś wirusa. Przykładowo używam je ponieważ ktoś obok mnie w pracy kicha i kaszle. Ponadto zażywam je także natychmiastowo we wszystkich sytuacjach kiedy odnotuję że załapałem już wirusa, a więc kiedy zaczyna boleć mnie gardło i głowa, zaczynam kichać, pojawia się u mnie katar, itp. W obu tych przypadkach owe środki zapobiegają pełnemu rozwinięciu się choroby. Owymi awaryjnymi środkami są tabletki 1000 mg (plus) wyciągu amerykańskiego zioła nazywanego "Echinacea", oraz wypijanie herbaty zaparzonej z "kwiatu lipy". W Nowej Zelandii tabletki "Echinacea" można kupić praktycznie w każdym domu towarowym. Są one też dostępne w każdej aptece. W czasach takiego bezpośredniego zagrożenia zażywam jedną tabletkę Echinacea dziennie, zwykle również przed którymś posiłkiem. Jeśli boli mnie gardło wówczas jednocześnie co jakiś czas zażywam też pastylki na bół gardła z tego samego zioła (pastylki te nazywane są "Echinacea Throat Lozenges"). Owo amerykańskie ziele w bardzo krytycznych sytuacjach uzupełniam też wypiciem trzech szklanek dziennie (zwykle pomiędzy posiłkami) herbaty zaparzonej z kwiatu lipowego. Ponieważ herbaty tej nie można dostać w Nowej Zelandii, celowo sprowadzam ją sobie z Polski. Jak się przekonałem, herbata z kwiatu lipy także jest bardzo silną "immune booster". W sumie, jeśli owe dwa zioła (tj. "Echinacea" i "kwiat lipy") zacznę zażywać wystarczająco wcześnie, zawsze uniemożliwiają one pełny rozwój choroby która właśnie mnie zaatakowała. Natychmiast też kiedy zagrożenie przemija, zaprzestaję zażywania tych dwóch awaryjnych środków. Wszakże należą one do chwilowych "immune boosters" których działanie opiera się na zasadzie krótkotrwałego zmobilizowania obronności organizmu. Dlatego tracą one swoją moc po około dwóch tygodniach nieustannego zażywania (organizm po prostu do nich się przyzwyczaja i przestaje na nie reagować). Trzeba mieć więc co najmniej dwa tygodnie przerwy w ich używaniu i odpoczynku dla organizmu, zanim ponownie mogą być zażyte z sukcesem.
       Aczkolwiek opisane powyżej trzy sposoby zwiększania mojej od_ości immunologicznej nie były sprawdzone w działaniu na ptasiej grypie, osobiście liczę właśnie na nie na wypadek zarazy. Wszakże przeciw-grypowych "immune boosters" które reklamują w gazetach, w rodzaju "tamiflu", zapewne nie uda mi się zdobyć. Wszakże są one w rezerwie rządowej. (Aczkolwiek moja żona posiada w domu paczuszkę chińskiej przyprawy do potraw i wódki zwanej "anyżem" - po angielsku nazywanej "star anise". To z niej podobno "tamiflu" ma być wykonywane.) Ponadto wierzę też w zapewnienia ekspertów medycznych, że sama jedna "tamiflu" nie okaże się zdolna do zapobiegnięcia tej paskudnej zarazie. Tabletki te były przecież dostępne kiedy ludzie zarażali się wirusem H5N1 w Chinach, Wietnamie i Indonezji. A pomimo to ciągle ponad połowa zarażonych umarła.
       (d) "Mleczko pszczele", "dehumidifier" i inne eksperymenty. Medykamenty faktycznie powiększające moją od_ość immunologiczną, które opisałem w punktach (a) do (c) powyżej, nie są jedynymi jakie sprawdzałem eksperymentalnie. W aptekach i supermarketach bez przerwy przecież oferują najróżniejsze środki, które jakoby mają działać cuda. Ja uprzednio próbowałem aż kilka z nich, np. tzw. "dietary supplements" oraz "spirulina". Niestety większość się nie sprawdziła. Pomimo ich zażywania moja od_ość immunologiczna nie uległa zwiększeniu. Być może, że podobnie jak to ma miejsce z Echinacea i kwiatem lipy, nasz organizm do nich się przyzwyczaja i aby utrzymać ich skuteczność należy przerywać ich zażywanie po dwóch tygodniach (ja zażywałem je ciągle przez długie okresy czasu). Dla odmiany moje eksperymenty ze starożytnym syropem chińskim nazywanym King To "Nin Jiom Pei Pa Koa" zakończyły się sukcesem. (Jego nazwa "Nin Jiom Pei Pa Koa" i producent "King To" napisane są na opakowaniu. Chińczycy nazywają je także "matka i syn" - po angielsku "mother and son", ponieważ w dawnych czasach na jego opakowaniu nadrukowany był rysunek matki i syna.) Owo starożytne chińskie lekarstwo faktycznie potrafi uciąć i odwrócić objawy narastającego bólu gardła i anginy - jeśli zażyje się je natychmiast po tym jak stwierdzi się pierwsze drapanie w gardle, co zwykle ma miejsce około 3 nad ranem (wystarczy wówczas wolno zlizać, tak jak to czyni się z pastylkami na ból gardła, zawartoś jednej łyżki stołowej tego silnego lekarstwa). Jego skuteczność wynika z faktu, że przywraca ono w naszym organiźmie balans energii "yang" i "yin". (Energie te, oraz ich wpływ na nasze zdrowie, opisałem na stronie owoce tropiku.) Z kolei bóle gardła i anginy indukowane są właśnie nadmiarem energii "yang" w naszym organiźmie spowodowanym np. zjedzeniem wieczorem jakiejś silnie upieczonej potrawy (dużej porcji frytek, pieczonej ryby, itp.). Jeśli jednak lekarstwa tego nie da się zakupić w Polsce, wówczas warto wiedzieć, że ten sam co ono efekt daje natychmiastowe zassanie całej serii "Echinacea Throat Lozenges" opisanych wcześniej. Szybkie wyeliminowanie bólów gardła i angin ma duże znaczenie w naszej obronie przed grypami. Jeśli bowiem ktoś da im się rozwinąć, wówczas osłabiają one organizm, tak że potem wirusy grypy mogą łatwo przejąć nad nim kontrolę i go wykończyć. Jakieś dwa miesiące temu (tj. we wrześniu 2005 roku) rozpocząłem eksperymentowanie z kolejnym "immune booster". Jest to "mleczko pszczele" (po angielsku "Royal Jelly"). Każdy swój dzień natychmiast po wstaniu z łóżka zaczynam teraz od spożycia na czczo jednej tabletki 1000 mg owego "mleczka pszczelego". Dopiero potem, tj. po zakończeniu wszystkich porannych czynności, przed zjedzeniem śniadania ciągle na pusty żołądek wypijam szklankę świeżego, naturalnego soku owocowego. Muszę tutaj przyznać, że owo mleczko pszczele faktycznie wyraźnie poprawia moje samopoczucie. Najwyraźniej więc posiada jakiś korzystny wpływ na ludzki organizm. Jak jednak wplywa ono na zmniejszenie zachorowalności na choroby pokrewne do grypy, to ciągle dopiero będę starał się ustalić. Wszakże jeden raz już po tym jak zacząłem je zażywać miałem sytuację że zmuszony byłem odwołać się do Echinacea i do kwiatu lipy, bo brała mnie jakby grypa. Najwyraźniej więc na choroby typu grypa mleczko pszczele jest mniej skuteczne od owych ziół. Kolejny "immune booster" jaki także wypróbowałem to "olejek z nasion grapefruita (po angielsku "Grapefruit Seed Extract"). Stosowałem go do wyleczenia przedłużającego się kaszlu w czasach kiedy nie posiadałem kwiatu lipy jaki na kaszel taki jest najlepszy. Jak się okazało, ów olejek z nasion grapefruita potrafi zastąpić kwiat lipy i wyleczyć uporczywy kaszel. Jednak ma on przykry efekt uboczny. Wyniszcza on bowiem jakieś korzystne mikroorganizmy w żołądku i inicjuje problemy żołądkowe. Odnotowalne pomniejszenie zachorowalności daje także u mnie użycie w mieszkaniu urządzenia nazywanego "dehumidifier". Usuwa ono z powietrza wodę i inne płyny. Z kolei miniaturowe kropelki wody unoszące się w powietrzu są właśnie wehikułami w jakich podróżują wirusy i bakterie. (Wszystko też na to wskazuje, że UFOnauci zawsze używają właśnie kropelek jakiegoś płynu do przenoszenia rozpylanej przez siebie "broni biologicznej".) Ów "dehumidifier" pozbawia więc wirusy i bakterie możności dotarcia do naszych organizmów. W ten sposób odnotowalnie zmiejsza on częstość z jaką załapujemy najróżniejsze choroby.
       Moje dotychczasowe doświadczenia ujawniają, że przy zapobieganiu chorobom pokrewnym do grypy, kataru, anginy, antraksu, itp., bardzo istotna jest szybkość zażycia pierwszej porcji "immune boosters" po pojawieniu się symptomów. Od chwili bowiem pojawienia się pierwszych symptomów choroby, aż do czasu gdy choroba przejmuje pełną kontrolę nad naszym organizmem, ma się co najwyżej dwie godziny. Jeśli w przeciągu owych dwóch godzin nie zażyje się wymaganego "immune boosters" wówczas choraba się rozwinie i nie da się jej już zadusić w zarodku. (Ja w takich wypadkach na wszelki wypadek zażywam wszystkie "immune boosters" jakie mam pod ręką, a więc Echinacea w tabletce, Echinacea Throat Lozenges, Nin Jiom Pei Pa Koa, a czasami też i kwiat lipy - chociaż jest sporo kłopotu z jego zaparzaniem.) W moim przypadku dodatkową trudność sprawia fakt, że symptomy choroby pojawiają się zwykle około 3 nad ranem. Wszakże u mnie powodowane są one celowymi infekcjami dokonywanymi podczas nocnych uprowadzeń do UFO. Dlatego nie tylko że mam bardzo krótki przedział czasu (mniej niż 2 godziny) aby zareagować i zażyć lekarstwa, ale na dodatek w środku snu muszę trzeźwo rozpoznać symptomy choroby i zmobilizować się do wstania z łóżka oraz zażycia "immune boosters". (A na dodatek po każdym takim uprowadzeniu do UFO jestem cały obolały i wyczerpany fizycznie.) Jednak w przypadku "naturalnych" infekcji (tj. nie powodowanych medycznie przez złośliwych UFOnautów) zapobieganie powinno być łatwiejsze. Wszakże dla nich pierwsze symptomy choroby powinny pojawić się podczas dnia.
* * *
       Wyniki moich skromnych eksperymentów zdrowotnych wyraźnie sugerują, że istnieją dwie odmienne zasady działania na jakich owe "immune boosters" pracują. Stąd istnieć także muszą dwa odmienne rodzaje owych "immune boosters". Na przekór jednak że ja dosyć mocno się nimi interesuję, jak dotychczas nigdzie się nie natknąłem na klarowne i obrazowe wyjaśnienie tej sprawy. Na przekór więc, że moje prywatne eksperymenty praktyczne są bardzo prymitywne w porównaniu z wyrafinowanymi badaniami prowadzonymi przez zawodowych medyków i farmaceutyków, zaprezentuję poniżej wnioski do jakich na ich podstawie doszedłem. Wnioski te bowiem bardzo prosto, klarownie i obrazowo wyjaśniają jak działają owe "immune boosters". Z kolei z własnego doświadczenia wiem, że na przekór ogromnego zaawansowania dzisiejszej medycyny, zwykłym ludziom właśnie brakuje prostych wyjaśnień i zasad, takich jak te które tu opisuję. Z kolei bez znajmości owych zasad, używanie "immune boosters" może okazać się zupełnie bezproduktywne.
       Pierwszą z tych dwóch odmiennych zasad działania "immune boosters", jakie potwierdziłem empirycznie w wyniku swoich eksperymentów, można by nazwać "trwałą". Daje się ją bardzo prosto wyjaśnić za pośrednictwem podobieństwa naszego systemu immunologicznego do ogromnej armii miniaturowych istot. Armię tą utrzymujemy w naszym organiźmie aby zwalczała infekcje. W normalnym jednak przypadku my nie jesteśmy świadomi istnienia owej armii, nie bardzo więc dbamy aby miała ona broń i amunicję wymaganą do walki z wirusami. Chociaż więc każdy z nas posiada w sobie ową armię, u większości z nas, każdy z żołnierzyków owej armii jest jakoś niedozbrojony. Jedni nie mają "karabinów", inni nie mają "amunicji" potrzebnej do walki, itp. Trwałe podnoszenie naszej zdolności immunologicznej polega więc na wyposażeniu tej naszej wewnętrznej armii we wszystko co ona potrzebuje do walki z wirusami. A potrzebuje ona wielu mikroskładników których zwykle brakuje w tym co codziennie zjadamy. Dlatego aby ją właściwie wyposażyć, jak to wyjaśniłem powyżej, ja zaczynam każdy dzień od wypicia szklanki świeżego soku owocowego na pusty żołądek, zaś po każdym posiłku zjadam jedno jabłko. Kiedy zaś UFOnauci ześlą nam zarazę ptasiej grypy, wówczas zapewne zacznę nawet zjadać dodatkowo po jednej surowej cebuli na dzień i po jednym ząbku czosnku - na przekór że nie bardzo przepadam za ich smakiem.
       Druga zasada na jakiej pracują "immune boosters" może być nazwana "chwilową". Polega ona na jakby chwilowym "rozdrażnieniu" owej armii miniaturowych żołnierzyków którą posiadamy w naszych organizmach. "Rozdrażnienie" to uzyskuje się poprzez zjedzenie odpowiedniego "ostrego" medykamentu pobudzającego nasz system immunologiczny do nadgorliwego działania. Wynikiem tego zjedzenia jest, że nasze miniaturowe żołnierzyki jakby rozbiegają się po organizmie i atakują każdego nieznanego im wirusa lub bakterię na jakie tylko się natkną. Jedzenie więc owych "chwilowych" immune boosters można by porównać do potrząsania drzewem na którym wisi gniazdo os. Potrząsanie to wprowadza osy we wściekłość, tak że atakują one wszystko co im się tylko nawinie. Dlatego owe "chwilowe" immune boosters podnoszą na krótki okres czasu od_ość naszego systemu znacznie ponad jej normalny (czyli "trwały") stan. Z kolei po takim chwilowym podniesieniu tej od_ości, nasz organizm staje się zdolny do zwalczenia infekcji które normalnie by nas wykończyły. Niestety problem z owymi "chwilowymi immune boosters" jest, że nasz organizm szybko przyzwyczaja się do ich istnienia. Po jakichś więc 10 dniach ich używania, owe miniaturowe żolnierzyki z naszego organizmu przestają się już podniecać kiedy zażyjemy dane lekarstwo i wracają do normalnego dla nich sposobu bronienia nas przed nowymi wirusami. Dlatego nawet jeśli ciągle zażywamy dane lekarstwo, po około 10 dniach nasza od_ość immunologiczna stopniowo powraca ze sztucznie podwyższonego "poziomu chwilowego" do znacznie niższego "poziomu trwałego". (Dlatego jest tak ważne aby nasz "trwały" poziom od_ości był również wysoki.) Stąd owe "chwilowe" immune boosters trzeba przestać zażywać po nie dłużej niż około 2 tygodniach, bo i tak przestają one być efektywne nawet jesli kontynuujemy ich zażywanie. (Zapewne nie bez powodu "tamiflu" posiada jedynie 10 tabletek w jednym opakowaniu. Być może jego producentom chodzi właśnie o to, aby po 10 dniach przerwać jej zażywanie i dać naszemu organizmowi odpocząć.) Dopiero po daniu sobie okolo 2 tygodni odpoczynku można je zacząć zażywać ponownie z sukcesem. Praktycznie więc owe chwilowe "immune boosters" należy używać tylko w momencie bezpośredniego zagrożenia, np. kiedy ktoś przy nas zachorował i podsyła nam zarazki ptasiej grypy, lub kiedy my sami odczujemy pierwsze objawy infekcji. (Np. "tamiflu" ma się podobno zacząć zażywać dopiero kiedy zidentyfikuje się u siebie objawy grypy.) Owe chwilowe "immune boosters" są bowiem zdolne do odwrócenia objawów i do zaduszenia choroby - ale tylko jeśli zażyjemy je natychmiast po pojawieniu się pierwszych symptomów. Do takich "chwilowych" immune boosters które ja eksperymentalnie na sobie potwierdziłem jako szczególnie efektywne dla chrób typu grypa, katar i kaszel i dlatego które zawsze używam w przypadku zagrożenia tymi właśnie chorobami, należą: (1) tabletki z amerykańskiego zioła zwanego "Echinacea" (oba rodzaje - do ssania na gardło o zawartości około 100 mg Echinacea, oraz do połykania - o zawartości około 1000 mg), oraz (2) herbata z polskiego "kwiatu lipy". Osobiście wierzę, że owa poszukiwana "tamiflu" również należy do "chwilowych" immune boosters, aczkolwiek nie mam jak tego sprawdzić.
       Jako swoistą ciekawostke dodam też tutaj, że podstawowym surowcem z którego produkuje się owa "tamiflu" jest kwas po angielsku nazywany "shikimic acid". Z kolei ów kwas w stanie naturalnym zawarty jest w nasionach chińskiej przyprawy do zup i wódek, która po polsku nazywa się "anyż" - stąd się bierze wódka "anyżówka". Angielska nazwa tej przyprawy to "star anise". Przyprawa ta ma kształt strączków podobnych do miniaturowych gwiazdek radzieckich. Zawarte w nich chemikalia muszą być bardzo silne bowiem jedna 75 mg tabletka "tamiflu" jest wagowym odpowiednikiem w przybliżeniu jednej gwiazdki (strączka) anyżu. Ja jadałem "anyż" relatywnie często w tropikalnej Malezji w najróżniejszych tamtejszych potrawach i wiem że NIE mam na niego alergii. Przyprawę tą kiedyś dawało się zakupić w sklepach spożywczych i stoiskach z przyprawami na praktycznie całym świecie. Jednak w ostatnich czasach w telewizji i internecie informują, że wysuszone nasionka owego "anyżu" w błyskawicznym tempie znikają z półek sklepowych. Ciekawe czy ludzie nagle nabrali smaku na dodawanie anyżu do potraw czy też wierzą że sproszkowane chałupniczo tuż przed zażyciem na domowym młynku do kawy lub moździeżu, owe gwiazdeczki anyżu są źródłem "shikimic acid" a stąd dla tych którzy nie byli w stanie zakupić "tamiflu" reprezentują one jakiś tam tani substytut.
       Na zakończenie tego punktu chciałbym dodać, że istnienie opisanych powyżej dwóch odmiennych rodzajów "immune boosters" dostarcza również wyjaśnienia czym właściwie są owe zadziwiające fachowców "remedy homeopatyczne". W świetle poprzednich wyjaśnień owe remedy to po prostu "chwilowe immune boosters" które naszą wewnętrzną armię podrażniają bardzo wybiorczo. W wyniku owego wybiorczego podrażnienia armia ta zostaje "rozwścieczona" tylko przeciwko określonemu rodzajowi chorób. Tylko też ów rodzaj choroby armia ta nadgorliwie zwalcza.


#6. Jakie medykamenty wskazywane są przeciwko grypie przez najróżniejsze źródła:

       W poprzednim punkcie #7 przytoczyłem opisy najróżnieszych środków które ja sam wyprobowałem w działaniu i które planuję używać podczas ewentualnej zarazy. Natomiast w niniejszym punkcie przytoczę opisy środków których użycie rekomendowane jest przez najróżniejsze inne źródła. (Te też wezmę pod uwagę jeśli zajdzie taka potrzeba.) Większość z zaprezentowanych tutaj opisów zaczerpnięta została z najróżniejszych artykułów które w październiku 2005 roku pojawiły się w nowozelandzkich gazetach. Niektóre jednak pochodzą z innych źródeł. Oto one:
       (1) Środki i medykamenty zalecane przeciwko ptasiej grypie przez ortodoksyjną medycynę. Oto naważniejsze z nich:
       (1a) Izolacja (po angielsku: "isolation is the best defence"). Konwencjonalna medycyna zaleca, aby w przypadku wybuchu epidemii przebywać głównie w domu, zaś wychodzić do miejsc publicznych jedynie w razie niezbędnej konieczności. Dlatego wielu mieszkańców Nowej Zelandii czas epidemii planuje spędzić w swoich domach wakacyjnych położonych nad brzegami morza lub jezior oraz z dala od miast i osiedli ludzkich. W przypadku konieczności wyjścia do miejsc publicznych, konwencjonalna medycyna zaleca aby zakładać maski lub co najmniej przesłaniać usta i nos jakąś podwójną warstwą materiału, np. chustką lub szalikiem, zwilżonego wodą z dodatkiem odrobiny alkoholu lub innego dezenfektanta. Na ręce dobrze jest zakładać jakieś wyrzucalne rękawiczki. Jeśli to możliwe, przez cały okres epidemii należy unikać zbliżenia się do innej osoby (nawet zdrowej) na mniej niż 1 metr odległości.
       (1b) Higiena. Własne ręce należy uważać za nieustannie brudne i skażone wirusem, chyba że właśnie były starannie umyte mydłem. Unikać należy dotykania ust, nosa i twarzy swymi rękami. Do wycierania i kichania używać należy papierowych chustek wyrzucanych natychmiast po jednorazowym użyciu. Wszystkie dotykane i używane powierzchnie mebli i przedmiotów należy dezynfekować co najmniej raz dziennie.
       (1c) Farmaceutyki. W nowozelandzkich gazetach narazie nie wskazują konkretnych farmaceutyków przeciwko ptasiej grypie. Liczą tam, że kiedy epidemia wybuchnie, będzie więcej o niej wiadomo, stąd będzie można wskazać coś konkretnego. Narazie informują aby natychmiast po wykryciu u siebie pierwszych symptomów, zacząc zażywać "tamiflu" (jeśli symptomy są silne wtedy nawet dwie tabletki dziennie) - której jednak nie daje się tam kupić w wolnej sprzedaży. Ponadto zalecają aby starać się zbijać wysoką temperaturę do normalnego poziomu używając paracetamol (po 2 tabletki cztery razy dziennie), panadol (dorośli) lub pamol (dzieci). (Warto tutaj odnotować, że w owym zbijaniu w dół wysokiej temperatury, medycyna ortodoksyjna zaleca dokładną odwrotność tego co nakazuje medycyna ludowa. Wszakże medycyna ludowa zaleca aby chorobę ze siebie wypocić - patrz leczenie metodami opisanymi w (3c) i (3d) poniżej.)
       (2) Remedy przeciwko grypie oferowane przez tzw. "medycyny alternatywne". Medycyny alternatywne oferują cały szereg najróżniejszych środków przeciwko grypie i pokrewnym jej chorobom. Oto niektóre z tych środków, z jakich opisami dotychczas się zetknąłem:
       (2a) Koloidalne srebro (po angielsku "colloidal silver"). Można je zakupić w sklepach alternatywnych medycyn. Ma pomagać m.in. na grypy. Jednak używać należy tylko kiedy pojawią się symptomy, bowiem długoterminowe użycie srebra powoduje trwałą zmianę koloru skóry znaną pod medyczną nazwą kondycji "argyria".
       (2b) Witamina C. Niektórzy wyznawcy alternatywnej medycyny twierdzą, że przeciw-grypowe działanie mają duże (końskie) dozy witaminy C. Dozy jakie oni przy tym wskazują są wielokrotnie wyższe od dóz rekomendowanych przez ortodoksyjną medycynę. Jednak ich stosowanie powinno być krótkoterminowe, zaczynane natychmiast po pojawieniu się pierwszych symptomów grypy.
       (2c) Ziołowe "immune boosters". Alternatywne medycyny zalecają ich cały szereg. Niezależnie od opisanego w poprzednim punkcie #7 amerykańskiego zioła "echinacea" (które ja sam sprawdziłem już w działaniu i uważam za doskonałe), w Nowej Zelandii uważa się że podobne działanie mają też mieć "liść drzewa oliwkowego" (po angielsku "olive leaf"), "bovine colostrum", oraz czosnek. Do tego ja dodałbym też herbatę z "kwiatu lipy", którą znam z Polski i którą wielokrotnie potwierdziłem już w działaniu jako ogromnie efektywną, jednak której leczniczych zdolności narazie nie znają w Nowej Zelandii.
       (2d) Nalewka z bursztynu. Kiedy ciągle mieszkałem w Polsce, nalewka ta była sławna jako lekarstwo na różne przeziębienia i choroby typu grypa. Jednak poza Polską nie jest ona znana. Sporządza się ją poprzez rozpuszczenie maleńkich odłamków bursztynu znajdowanych na bałtyckich plażach, w butelce dowolnego alkoholu, np. rumu, wódki żytniej, itp. (Jest jakiś "trick" w owym rozpuszczaniu, którego już nie pamiętam. Normalnie bowiem bursztyn jest o_y na próby rozpuszczania. Proszkuje się go więc w moździeżu i zalewa spirytusem, czy coś w tym rodzaju.) Kiedy zaś choroba nas napada, chory "strzela sobie" kielicha owej nalewki. Podobno pomaga (ja sam jej nigdy nie próbowałem).
       (2e) Akupunktura. Niestety, ta musi być zrealizowana przez fachowca, oraz wymaga specjalnego ekwipunku. Stąd jej użycie raczej odpada w warunkach plagi. (Chyba że akupunkturysta jest członkiem naszej najbliższej rodziny.) Na szczęście akupunktura igłowa posiada kilka alternatyw. Dwie z nich, opisane poniżej w (3a) i (3b), mogą być zrealizowane przez każdego i to w warunkach plagi.
       (2f) Akupunktura świetlna. Jest ona podobna do akupunktury igłowej i tak samo efektywna. Tyle że zamiast wbijania igieł, punkty akupunkturowe energetyzuje się w niej promieniem światła o wymaganej częstotliwości. Światło to typowo ma kolor czerwony. Ma ona tą zaletę nad akupunkturą igłową, że nie wbija się w niej żadnych igieł - co zwykle zraża ludzi do normalnej akupunktury. Ponadto chory może realizować ją samemu - jeśli tylko zna położenie punktów akupunkturowych leczących daną chorobę i posiada wymagane źródło światła. Położenie punktów akupunkturowych może wskazać nam akupunkturysta, poczym możemy u siebie oznaczyć je dokładnie jakimś trwałym pisakiem. Można też je odnaleźć z atlasów w literaturze akupunkturowej. (Warto wiedzieć, że w naszym uchu zduplikowane są wszystkie punkty akupunkturowe z całego naszego ciała.) Z kolei źródło światła używane do owej akupunktury jest bardzo podobne, jeśli nie identyczne, do owych wskaźników laserowych w kształcie długopisu wysyłających czerwone promienie świetlne. (Wskaźniki takie często używane są przez wykładowców do wskazywania szczegółów obrazu omawianego na dużym ekranie.)
       (3) Metody obrony przeciwko grypie stosowane w dawnych czasach, które ja poznałem z folkloru jakiegoś kraju. Pełny wykaz tych metod wraz z ich opisami, zawarty jest na odrębnej stronie o nazwie uzdrawianie. Poniżej opisuję tylko te z owych metod które być może okażą się i dziś przydatne do leczenia gryp.
       (3a) Nacieranie jajkiem (po angielsku: "rubbing eggs"). Jest to sposób zbijania wysokiej gorączki w dół oraz leczenia ciężkich chorób, używany w dawnych Chinach i poznany przeze mnie z folkloru staro-chińskiego. Ma on działać poprzez przejmowanie przez ugotowane jajko szkodliwej energii danej choroby. Jego zasada działania jest więc podobna do zasady działania akupunktury, tyle że każdy może go zrealizować (nawet chory sam na sobie), bowiem nie potrzeba mieć dla niego wiedzy ani ekwipunku akupunkturysty, a ponadto nie dokonuje się w nim nakłuwania które zwykle zraża ludzi do prawdziwej akupunktury. (Dlatego ten sposób leczenia możnaby nazwać "akupunkturą dla nieprzeszkolonych", albo "tarciową odmianą akupunktury".) Polega on na tym, że piersi chorego, a czasami także i jego plecy, naciera się na gołą skórę dwa razy dziennie świeżo ugotowanym na twardo, ciągle gorącym i specjalnie przygotowanym jajkiem kurzym. Kierunek poszczególnych ruchów nacierających przy owym nacieraniu musi być od góry piersi do dołu piersi. Aby jajko przygotować do tego zabiegu, najpierw trzeba je ugotować na twardo i natychmisat po ugotowaniu obrać ze skorupki (kiedy ciągle jest bardzo gorące - im jajko jest gorętsze podczas nacierania tym lepiej). Następnie trzeba szybko wybrać z niego żółtko (nacierania dokonuje się tylko białkiem jajka). W końcu, dla lepszego odbierania energii danej choroby, w miejsce żółtka wstawia się monetę. Chińczycy zalecają że moneta ta ma być srebrna albo miedziana, bowiem te metale najlepiej oddziaływują z energią choroby. Aby jajko się nie rozpadło podczas owego nacierania, owija się je w pojedynczą warstwę cienkiej tkaniny z naturalnego włókna, np. w pieluchę, cienką chustkę do nosa, lub w cienką gazę. Wszystkie te czynności należy wykonywać tak szybko jak się da, aby jajko jak najmniej ostygło. Następnie trzymając za ów materiał w jaki jajko jest zawinięte, naciera się jajkiem piersi chorego. Nacieranie to się kontynuuje aż do momentu kiedy jajko ostygnie. Co mnie w owej metodzie szokuje najbardziej, to że przejmowana energia choroby powoduje w jajku użytym do nacierania trwałe zmiany strukturalne. Przykładowo energia choroby przejęta przez owo jajko od zwykłej gorączki, powoduje że nowa miedziana moneta może całkowicie zostać skorodowana. Z kolei energia groźnej choroby przejęta przez to jajko np. od tyfusu (duru brzusznego) powoduje, że w jajku tym pojawiają się włókna podobne do ptasiego puchu (w przypadku tyfusu owe zmaterializowane w jajku włókna są czarne, inne zaś choroby generują białe włókna).
       Najbardziej niezwykłe w nacieraniu jajkiem jest, że posiada ono wpisany w siebie wskaźnik ujawniający, czy metoda ta jest pomocna na daną dolegliwość. Mianowicie po pierwszym nacieraniu dla danej choroby przeglądamy zawartość jajka. Jeśli w białku znajdziemy jakiś rodzaj puchu, oznacza to że metoda ta leczy którąś z chorób jakie właśnie buszują w naszym ciele i dlatego nacieranie to powinniśmy kontynuować. (Każdy zaś z nas wie jak ugotowane jajko powinno wyglądać, bez trudu odkryje więc w nim puch - jeśli ten tam istnieje.) Jeśli zaś białko po nacieraniu nie zawiera żadnego puchu, wówczas to oznacza że jajko nie przejmuje szkodliwej energii choroby na jaką chcieliśmy go użyć i dlatego nie ma sensu nacierania tego kontynuować dalej dla danej choroby.
       (3b) Natarcie i okład z mąki. Jest to również bardzo stary sposób Chiński dla eliminowania gorączki i choroby. Polega on na tym, że garść specjalnej mąki zawija się w cienką tkaninę - podobnie jak to czyni się z ugotowanym jajkiem w opisanym powyżej (3a) nacieraniu jajkiem (tyle że mąki się NIE podgrzewa). Następnie owym zawiniątkiem z mąką naciera się gołą pierś gorączkującej osoby. Kierunek potarć w owym nacieraniu zawsze musi być od góry piersi ku dołowi. Po natarciu piersi, zawiniątko z ową mąką pozostawia się na środku piersi aby leżało tam przez około 15 minut. Podobnie też jak przy nacieraniu jajkiem, owa mąka absorbuje do siebie szkodliwą energię choroby. W następstwie tego przejęcia energii choroby, w mące pojawia się jakby delikatny puch ptasi - przy niektórych chorobach (np. tyfusie) czarnego koloru (dla normalnej gorączki puch ten jest biały). Zauważ, że obecność lub brak owego puchu, podobnie jak przy nacieraniu jajkiem, też jest tutaj wskaźnikiem czy ta metoda leczenia jest pomocna na daną chorobę. Najskuteczniejsza dla tego zabiegu jest specjalnie w tym celu spreparowana mąka zakupiona w sklapach z tradycyjnymi remedami chińskiej medycyny ludowej (sklepy takie istnieją tylko w krajach o dużej proporcji Chińczyków, np. Chinach, Hong Kongu, Singapore, czy Malezji). Niemniej z jej braku użyć można mąki z tapioca, dokładniej opisanej na stronie internetowej owoce tropiku, oraz krótko wspomnianej również na stronie o wsi Wszewilki.
       Spotkałem się też z przypadkiem, kiedy obie powyższe metody nacierania (tj. jajkiem i mąką) były połączone w jedną. W takiej połączonej metodzie nacierania, Chińczycy wykonywali rodzaj gęstego ciasta poprzez wbicie białka z jajka (już pozbawionego żółtka) do czystej mąki. Po ubiciu w twardą kulę owego ciasta z czystej mąki zbożowej i białka jajka, nacierali oni pierś chorego ową kulą, bez jej zawijania w jakąkolwiek szmatkę. Nacierania dokonywali tak samo jak opisane powyżej dla jajka i mąki.
       (3c) Kompot z cebuli. Jest to staropolski sposób uzdrawiania stosowany w przypadku niektórych chorób, np. kataru. W sposobie tym gotuje się kompot z cebuli. Znaczy kilka cebul pokrojonych na plasterki gotuje się w ponad litrze wody aż cebula staje się miękka. W końcowym etapie gotowania dodaje się cukru do smaku - tak aby ugotowana cebula i woda smakowały jak kompot. Ten przyjemny w smaku kompot zjada się w dużych ilościach - ok. 1 litra przez jednego chorego, kiedy ciagle jeszcze jest gorący. Następnie chorego zawija się w pościel "aby się wypocił". W dawnej Polsce wierzono, że "choroba wychodzi z chorego wraz z potem". (Chińczycy by to wyrazili, że szkodliwa energia choroby usuwana jest z organizmu wraz z potem.)
       (3d) Sauna. Medycyna ludowa niektórych krajów, np. Finlandii, zaleca gorącą saunę w chwili kiedy zaczyna nas brać choroba. Gorąca sauna powoduje bowiem u nas wypocenie się. Z kolei z potem wychodzi z nas również i choroba. Ja muszę się przyznać, że raz w życiu skorzystałem z tego sposobu kiedy właśnie ostro brała mnie grypa. (Przy fabryce zapałek w Bystrzycy istniała kiedyś tzw. "sucha sauna" - tj. sauna która dla spowodowania pocenia się używa bardzo gorącego powietrza, a nie pary wodnej.) Po około godzinie spędzonej w owej saunie moja grypa zniknęła "jakby ręką ujął". Niestety, w przypadku plagi byłoby trudno skorzystać z sauny, chyba że mamy prywatną saunę w swoim domu. Niemniej 'komput z cebuli" opisany powyżej w (3c) powoduje niemal ten sam skutek co sauna - tj. indukuje on wypocenie się w naszym własnym łóżku.
       (3e) Gorąca herbata z imbiru. Tradycje dwóch krajów, tj. Indii i Korei, w przypadku grypy powszechnie stosują picie gorącej herbaty z tropikalnej przyprawy w Polsce nazywanej "imbir" (podczas gdy po angielsku zwanej "ginger"). W normalnym przypadku do zaparzania tej herbaty używane są świeże korzenie imbiru, których w Polsce prawdopodobnie trudno będzie dostać. Niemniej suszony imbir zapewne też wypełni swoje zadanie. Herbata ta działa bardzo rozgrzewająco na organizm i indukuje ona wypocenie sie.


#5. "Ptasia grypa", czyli mordercza neo-średniowieczna plaga którą UFOnauci właśnie nam przygotowują:

       Z powodu zasady na jakiej działa karma, dla UFOnautów jest ogromnie istotne aby ludzie nigdy nie wiedzieli że dane nieszczęście jest powodowane właśnie przez UFOnautów. Dlatego po każdym nieszczęściu które UFOnauci ostatnio wzbudzali technicznie na Ziemi, zawsze następuje ich "kampania wyjaśniająca" w której liczni UFOnauci-podmieńcy opisani w punkcie #12 strony internetowej ludobójcy udają ludzkich naukowców lub przywódców i wyjaśniają dokładnie jakie to "siły natury" lub jacy to rzekomi ludzie są odpowiedzialni za dane nieszczęście. Tak właśnie UFOnauci uczynili w przypadku wywołanego przez siebie tsunami z dnia 26 grudnia 2004 roku. Tak też czynią oni w przypadku każdego z wywoływanych przez siebie tornad czy huraganów. Podobne wyjaśnienia ich podmieńcy udzielali również w sprawie odparowania gmachów WTC przez UFO, oraz zestrzelenia promu kosmicznego Columbia. Co jednak UFOnauci zmuszeni są uczynić, jeśli po wywołaniu wśród ludzi śmiercionośnej plagi "ptasiej grypy", niemal nikt żywy nie pozostanie na Ziemi aby wysłuchiwać ich późniejszych wyjaśnień. Ano w takim wypadku UFOnauci zmuszeni są urzeczywistnić na Ziemi "kampanię uświadamiającą" która przekonałaby ludzi do rzekomych winnych owej grypie już obecnie, tj. zanim owa grypa dokona swoich zniszczeń. W ten sposób na naszych oczach, rozwija się właśnie propaganda szerzona przez UFOnautów a przygotowująca ludzi do nadejścia śmiercionośnej plagi "ptasiej grypy". Jej przejawem są najnowsze wiadomości w dziennikach telewizyjnych, a także artykuły w gazetach w rodzaju "Bird flu could kill 150 million" opublikowanego w nowozelandzkiej gazecie "The Dominion Post", wydanie z soboty, 1 October 2005, strona B1, czy "Bird flu patients appeal", zaprezentowanego w nowozelandzkiej gazecie "Otago Daily Times", wydanie z piątku, dnia 30 September 2005, strona 8. Zadaniem tej kampanii jest przekonanie wszystkich ludzi, aby za plagę tą przypadkiem nie obwiniali UFOnautów, a winili owych Azjatów oraz nieprzychylną "matkę naturę". Sam fakt że owa kampania jest obecnie tak szeroko prowadzona, jest już dla nas znakiem, że UFOnauci prą do przodu z użyciem na ludziach swojej "broni biologicznej" i uwolnienia na Ziemi tej neo-średniowiecznej plagi.
       Jak więc może wyglądać scenariusz owej plagi jeśli UFOnautom uda się ją zrealizować w sposób jaki planują. Z informacji jakie daje się nam wydedukować na temat wirusa który UFOnauci dla nas przygotowali w swoich laboratoriach aby wkrótce go wśród nas uwolnić, jest pewnym że wirus ten będzie szybki i morderczy. Z tych ludzi którzy zarażeni zostali jego ptasią wersją H5N1, przeżywa mniej niż połowa. A ludzie ci leczeni są przecież przez najlepszych lekarzy i wspomagani wszelkimi lekarstwami jakie tylko ludzka medycyna posiada obecnie w swojej dyspozycji. Kiedy więc jeszcze od niej gorsza wersja wirusa wyhodowana w laboratoriach UFOnautów specjalnie dla wymordowania ludzkości uderzy w nieprzygotowanych przechodniów z ulicy, śmiertelność zapewne będzie na poziomie około 80%. To zaś oznacza, że z każdych pięciu ludzi na Ziemi zarażonych ową grypą, przeżyje tylko około jednej osoby. Ponadto trzeba sobie przypomnieć, że podczas średniowiecznych plag UFOnauci rozpylali mikroorganizmy we wszystkich miejscach równocześnie. Stąd trzeba się liczyć, że kiedy tym razem użyją przeciw ludzkości tej swojej broni biologicznej, wtedy ich wehikuły UFO będą rozpylać wirusy ptasiej grypy we wszystkich krajach i miastach naraz. (Jak to podkreślono w punkcie (iv) poniżej, UFOnauci już obecnie tak właśnie czynią z ptasią wersją tej grypy, zarażając nią ptaki ze wszystkich kontynentów.) Już więc w kilka dni po rozpyleniu przez UFOnautów wirusa tej grypy, ludzie zaczną od niego chorować we wszystkich zakątkach świata. (Odnotuj, że gdyby wirus ten rozprzestrzeniał się naturalnie, a nie był rozpylany przez UFOnautów, wówczas zarażenia nim przemieszczałyby się po kontynentach podobnie jak linia pożarów pochłania lasy - znaczy ławą i systematycznie.) Chorych i umierających będzie naraz aż tak dużo, że praktycznie całe życie publiczne zostanie sparaliżowane. Takie sparaliżowanie naszej obrony będzie zresztą celem owego równoczesnego rozpylenia wirusa po całym świecie. Zamilknie radio i telewizja. Sklepy i apteki zostaną zamknięte. Woda przestanie płynąć z kranów. Gazu, paliwa, ani elektryczności nie będzie miał kto produkować, dowozić ani sprzedawać. Transport publiczny zaniknie. Szpitale przestaną działać. Ośrodki władzy i urzędy opustoszeją. Nikt nie będzie kierował obroną. Nikt nie będzie grzebał zmarłych. Już wkrótce powietrze będzie tak cuchnęło od rozkładających się ciał, że w miastach nie da się oddychać. Ludzie będą zmuszeni do uciekania na wieś. Ci co przetrwają będą też pozostawieni samym sobie. Nie będzie żywności ani policji. Niektórzy z tych przeżyli zaczną rabować i mordować innych. Stan chaosu potrawa przez conajmniej 2 miesiące zanim ci co przeszli już chorobę i wyzdrowieli zdołają się zmobilizować i zorganizować aby odtworzyć działanie społeczeństwa. W 1918 roku podobna grypa szalała aż przez około 18 miesięcy zanim sama wygasnęła. Należy więc mieć na uwadze możliwość, że również i od nadchodzącej zarazy ludzie będą się ciągle zarażali i umierali przez okres co najmniej jednego roku.
       Kiedy więc powinniśmy spodziewać się owej "ptasiej grypy" wywołanej przez UFOnautów? Ano, aby była ona najskuteczniejsza, UFOnauci zapewne zdecydują się ją wyzwolić kiedy po wycieńczjącej zimie dla większości ludzi nadejdzie wiosenne ocieplenie. Wszakże wówczas organizmy ludzi będą najsłabsze i najbardziej podatne. Ponadto ciepła temperatura sprzyjała będzie rozprzestrzenianiu się choroby. Jeśli więc UFOnauci w międzyczasie nie zmienią swoich zamiarów, podobnie jak je zmienili w sprawie wywołania morderczego tsunami opisanego na stronie 26ty dzień, wówczas morderczej plagi "ptasiej grypy" powinniśmy się spodziewać około marca 2006 roku. Jeśli jednak rozwój sytuacji na Ziemi zmusi UFOnautów do pośpiechu, wówczas mogą uwolnić ten wirus już pod koniec listopada 2005 roku (chociaż wówczas wirus nie będzie aż tak skuteczny jak w marcu).
       Czy istnieją jakieś konkretne przesłanki które by sugerowały, że to UFOnauci, a nie matka natura, przygotowują nam ową nadchodzącą epidemię morderczej "ptasiej grypy". Tak istnieją i jest ich sporo. Wymieńmy tutaj naważniejsze z nich:
       (i) Kampania wyjaśniająca. Jakiekolwiek nieszczęście UFOnauci nam zgotują, zawsze z ogromną pieczołowitością wyjaśniają nam kogo powinniśmy za nie winić. Chodzi bowiem o to, że "ten co dokładnie wie nie zadaje już dalszych pytań", oraz "ten co nie ustaje w pytaniu w końcu zawsze otrzymuje poprawną odpowiedź". Poprzez dokładne wyjaśnienie nam kto jest winny danemu nieszczęściu, UFOnauci zapobiegają więc odkryciu przez nas samych, że to właśnie oni nam je zgotowali. Jak dobrze wiemy, naszą p